<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lubartowiak &#187; Wywiady</title>
	<atom:link href="http://www.lubartowiak.com.pl/category/wywiady/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.lubartowiak.com.pl</link>
	<description>tygodnik powiatowy</description>
	<lastBuildDate>Fri, 27 Jan 2012 11:18:05 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Solbet chce działać w przyjaznym otoczeniu</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/solbet-chce-dzialac-w-przyjaznym-otoczeniu/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/solbet-chce-dzialac-w-przyjaznym-otoczeniu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 10:12:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=13658</guid>
		<description><![CDATA[O tym jak działają firmy w naszym regionie, w co inwestują, z jakimi problemami się borykają – będziemy informować w nowej rubryce „GOSPODARKA BEZ TAJEMNIC”. Rozpoczynamy od rozmowy z prezesem Henrykiem Wójtowiczem. Już ponad pół wieku Solbet Lubartów S.A. działa na ziemi lubartowskiej. Jakie były początki i momenty przełomowe? – Wszystko zaczęło się jeszcze w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>O tym jak działają firmy w naszym regionie, w co inwestują, z jakimi problemami się borykają – będziemy informować w nowej rubryce „GOSPODARKA BEZ TAJEMNIC”. Rozpoczynamy od rozmowy z prezesem Henrykiem Wójtowiczem.</strong><span id="more-13658"></span></p>
<p><strong>Już ponad pół wieku Solbet Lubartów S.A. działa na ziemi lubartowskiej. Jakie były początki i momenty przełomowe?</strong><br />
– Wszystko zaczęło się jeszcze w latach 50 ubiegłego wieku. W 1956 roku zapadła decyzja o  budowie zakładu w Lubartowie, który cztery lata później został przekazany do eksploatacji. Do dziś głównym produktem firmy jest beton komórkowy. Gdyby oszacować wielkość produkcji wykonaną przez firmę, jest to już blisko 10 milionów metrów sześciennych betonu komórkowego.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Można by wybudować miasto?</strong><br />
– Ta ilość wystarczyłaby do wybudowania takiej ilości domów, że mogliby tam zamieszkać ludzie ze średniej wielkości miasta, takiego jak Lublin. A wracając do historii firmy, początkowo była to firma państwowa, Zakłady Produkcji Elementów Budowlanych. W następnych latach nazwa uległa zmianie na Przedsiębiorstwo Przemysłu Betonów PREFABET Lubartów. Z końcem 1991 r. została przeprowadzona prywatyzacja firmy państwowej. Cały majątek został przekazany nowo utworzonej spółce pracowniczej o nazwie Przedsiębiorstwo Prefabrykatów Budowlanych Prefabet Lubartów S.A. . Akcjonariuszami w 100 proc. byli pracownicy firmy.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czyli spółka pracownicza…</strong><br />
Przez 10 lat, do roku 2001 firma funkcjonowała z większościowym kapitałem akcyjnym będącym w posiadaniu pracowników. Był to jednak okres, gdzie zachodziły zmiany własnościowe. Część pracowników odsprzedawała swoje akcje, najczęściej wtedy gdy odchodziła z pracy. To spowodowało, że właśnie w roku 2001 większościowym akcjonariuszem została firma SOLBET Sp. z o.o. w Solcu Kujawskim, a po kolejnych kilku latach  firma ta stała się akcjonariuszem stuprocentowym. W 2005 roku zapadła decyzja o zmianie nazwy z PREFABET Lubartów na SOLBET Lubartów.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/solbet-wojtowicz1.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-13659" title="solbet wojtowicz1" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/solbet-wojtowicz1-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>I do dziś firma pod tą nazwą funkcjonuje…</strong><br />
– Do dzisiaj. Nasz właściciel SOLBET Sp. z o. o. w Solcu Kujawskim to firma o wyłącznie polskim kapitale. W tej chwili w posiadaniu tej firmy jest kilka zakładów o podobnej charakterystyce, jeśli chodzi o produkcję. Tworzą one Grupę Kapitałową SOLBET. W skład Grupy Kapitałowej, oprócz naszego właściciela,  wchodzą takie firmy jak SOLBET Stalowa Wola, SOLBET Kolbuszowa, SOLBET ZREMB w Solcu Kujawskim – firma zajmująca się produkcją maszyn i urządzeń na potrzeby naszego przemysłu, czyli produkcji betonu komórkowego, oraz oczywiście SOLBET Lubartów.<br />
Nasza lubartowska firma wpisała się już w historię regionu, co znalazło potwierdzenie w zdobytych  wyróżnieniach i odznaczeniach. Uczestniczyliśmy na przykład w programie Krajowej Izby Gospodarczej i w roku 2008 uzyskaliśmy certyfikat „Przedsiębiorstwo Fair Play”. Następnym naszym tytułem jest „Wojewódzki Lider Biznesu” otrzymany od Regionalnej Izby Gospodarczej w roku 2009. Uhonorowano nas także tytułem „Zasłużony dla miasta Lubartowa”. Tytuł ten został nam nadany jeszcze w roku 1999  a odnowiony w 2010. W tym samym roku otrzymaliśmy również  Odznaką Honorową „Zasłużony dla Województwa Lubelskiego” oraz  Złotą Odznakę „Zasłużony dla budownictwa”.</p>
<p><strong> Ilu pracowników zatrudnia obecnie firma?</strong><br />
– Średni poziom zatrudnienia to 165 osób. Głównym naszym produktem jest beton komórkowy zwany suporkiem, belitem, czy belixem. Oprócz tego produkujemy także styropian i stropy Terriva. Większość pracowników jest zaangażowanych bezpośrednio w produkcję i w utrzymanie ruchu zakładu tj. remonty i przeglądy maszyn i urządzeń.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jakie plany ma Firma na 2012 rok, w jakim kierunku będzie się rozwijała?</strong><br />
–   Prowadzimy sprzedaż na terenie trzech województw – Lubelskiego, Podlaskiego i Mazowieckiego. Również od kilku lat eksportujemy nasze wyroby na rynek ukraiński i litewski. Ostatnio na rynek wprowadziliśmy 4 nowe produkty styropianowe o zmienionych parametrach, bo takie według analiz były potrzeby rynku. Mamy nadzieję, że nowości zostaną dobrze przyjęte przez hurtowników i będziemy mogli zwiększyć naszą sprzedaż. W dalszym ciągu podstawowym produktem będzie beton komórkowy i z nim wiążemy przyszłość zakładu oraz jego pracowników. A beton, jak wiemy, produkuje się z piasku kwarcowego przy udziale spoiwa – cementu, wapna i gipsu. I dla nas najbardziej istotnym jest, aby mieć dostęp do surowców. Gdyby ich zabrakło, firma miałaby poważne kłopoty wiążące się nawet z koniecznością zamknięcia zakładu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ostatnio głośno o tym, że Solbet zamierza wydobywać piasek pod Brzezinami w gm. Lubartów.</strong><br />
– Już w 2008 roku zapadły decyzje o możliwości pozyskiwania głównego surowca, jakim jest piasek kwarcowy, z własnych terenów zakupionych w tym celu. Okazało się, że odpowiednie złoża są na terenie wsi Brzeziny. Wówczas zorganizowaliśmy spotkanie z mieszkańcami wsi, którzy dysponowali gruntami. Zadeklarowałem chęć kupna około 20 ha, informując zgromadzonych, że chcemy uruchomić kopalnię piasku do produkcji betonu komórkowego.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Bo to nie jest tak, że każdy piasek się nadaje?</strong><br />
– To musi być piasek o określonej czystości. Akurat w Brzezinach występują złoża odpowiedniego piasku, co potwierdziły badania. Nie są to złoża bardzo atrakcyjne, bo głębokość, na jaką można wydobywać, nie jest zbyt duża. No ale ze względu na tę niewielką odległość od zakładu wydaje się, że ten wybór był dobry.<br />
Od samego początku informowaliśmy mieszkańców, jaki jest cel naszego zakupu i mnie się osobiście wydawało, że tworzymy pewną szansę sprzedaży gruntu dla tych ludzi, którzy go posiadają, na którym za względu na niską klasę ziemi trudno jest prowadzić działalność rolniczą. Zaproponowaliśmy korzystną cenę. Od 2008 roku udało nam się zakupić blisko 15 ha tego terenu. A to jeszcze nie wszystkie działki, którymi jesteśmy zainteresowani.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Plany uruchomienia kopalni budzą obawy mieszkańców…</strong><br />
– Czytając wszystko, co dzieje się w tym temacie na forach internetowych – uważam, że to nierealistyczna ocena skutków funkcjonowania kopalni. My planujemy wydobywać piasek tylko dla własnych potrzeb, aby zabezpieczyć funkcjonowanie naszej firmy na następne lata. A tym samym zabezpieczyć stanowiska pracy dla ludzi tutaj pracujących, pochodzących z miasta Lubartów, a także z gminy. Obecnie pozyskujemy piasek z innych kopalń i nie budzi to sprzeciwu. Transport piasku do zakładu odbywa się od poniedziałku do piątku w godzinach 7 – 15. Nie ma mowy o takiej intensywności wożenia piachu, jak przy budowie obwodnicy Kocka – bo i takie porównania słyszałem, które są kompletnym nieporozumieniem. Na ostatnich spotkaniach z mieszkańcami podawałem, że do zakładu będzie jeździło około 15 ciężarówek dziennie, co przy dzisiejszym natężeniu ruchu jest niemal niezauważalne.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ale są jeszcze inne firmy zainteresowane wydobyciem piachu …</strong><br />
–Uważam że my, tak jak i każda inna  firma, powinniśmy brać pod uwagę wyrażane opinie mieszkańców i ich obawy. Nawet jeśli są spowodowane nierealistyczną oceną sytuacji.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak Firma zamierza unormować stosunki z mieszkańcami, którzy boją się uciążliwości ciężarówek wiozących piasek?</strong><br />
– Rozmawiając z wójtem gminy Lubartów próbowaliśmy rozwiązać ten problem w taki sposób, aby ruch ciężarówek z piaskiem był jak najmniej uciążliwy dla mieszkańców tego terenu. Jest droga gminna, która łączy drogę Lubartów – Firlej z Drogą Krajową nr 19. Dziś nieprzejezdna dla samochodów ciężarowych z piaskiem i należałoby tutaj poczynić pewne nakłady inwestycyjne w celu wykonania podbudowy na tym odcinku. Druga koncepcja przewiduje przejazd częściowo przez tereny prywatne. Były już prowadzone rozmowy z osobą, która dysponuje tym terenem i jest wstępna zgoda, aby ciężarówki mogły tamtędy przejeżdżać.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Który wariant wybierzecie?</strong><br />
Te dwie możliwości wymagają jeszcze oględzin na miejscu, oceny nakładów inwestycyjnych. Ale najpierw firma musi przejść cały proces legislacyjny począwszy od ustaleń w planie zagospodarowania przestrzennego aż po zdobycie koncesji.<br />
I to, co jest także podnoszone przez ludzi, a powiązane z koncesją – to sprawa rekultywacji kopalni piasku. Kierunki rekultywacji ustala gmina. Konkretnie teren ten jest przewidziany pod zalesienie.<br />
Niektórzy mieszkańcy mają nadzieję, że tereny ze złożami piasku mogą zostać przekształcone na działki budowlane i wówczas zwiększy się ich wartość. Natomiast prawo chroni udokumentowane złoża kopalin i nie przewiduje na ich terenach działań, które uniemożliwiałyby wydobycie. Mogą to być oczywiście w dalszym ciągu grunty rolne.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ale nie mogą stać się terenem budowlanym…</strong><br />
Racjonalnie rzecz biorąc, powinny być przeznaczone pod wydobycie piasku. W moim odczuciu nie niesie to żadnej straty dla mieszkańców. A raczej możliwości dalszego funkcjonowania firmy, która przecież jest miejscową, polską, lubartowską firmą, tutaj zarejestrowaną, tutaj odprowadzającą podatki, dającą zatrudnienie. Nie chcemy tworzyć konfliktów. Chcemy inwestować w otoczeniu społeczności nastawionej przyjaźnie do naszych działań.</p>
<p style="text-align: justify;">Rozmawiała: Aleksandra Jędryszka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/solbet-chce-dzialac-w-przyjaznym-otoczeniu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzy pytania do&#8230;</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/trzy-pytania-do-3/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/trzy-pytania-do-3/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 10:09:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=13669</guid>
		<description><![CDATA[Podinspektora Marka Wrony Komendanta Powiatowego Policji w Lubartowie. Właśnie objął Pan kierowanie Komendą Powiatową Policji w Lubartowie – czym zajmie się Pan na początek ? – Na początek trzeba poznać jednostkę – zarówno charakterystykę i specyfikę terenu jak też i zlokalizowane zagrożenia. I najważniejsze: poznać pracowników oraz mocne i słabe strony pracy komendy. Poza tym, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Podinspektora Marka Wrony Komendanta Powiatowego Policji w Lubartowie</strong>.<span id="more-13669"></span></p>
<p><strong><a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/komendant-wrona1.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-13670" title="komendant wrona1" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/komendant-wrona1.jpg" alt="" width="198" height="155" /></a>Właśnie objął Pan kierowanie Komendą Powiatową Policji w Lubartowie – czym zajmie się Pan na początek ?</strong><br />
– Na początek trzeba poznać jednostkę – zarówno charakterystykę i specyfikę terenu jak też i zlokalizowane zagrożenia. I najważniejsze: poznać pracowników oraz mocne i słabe strony pracy komendy. Poza tym, od pierwszego dnia realizuję bieżące sprawy dotyczące pracy jednostki, które nie mogą przecież czekać.</p>
<p><strong> Jaki etap dotychczasowej pracy uznaje Pan za najtrudniejszy ?</strong><br />
– Najtrudniejszy był czas powodzi w 2010 roku na terenie Lubelszczyzny i powiatu opolskiego. Z jednej strony: ogrom tragedii, która dotknęła mieszkańców – a wśród nich wielu moich podkomendnych, z drugiej zaś: kierowanie skomplikowaną operacją polegającą na zabezpieczeniu terenów zalewowych i pozostawionego tam mienia. Było to bardzo trudne przedsięwzięcie logistyczne na niespotykaną dotąd skalę, wymagające zaangażowania znacznych sił i środków policyjnych.</p>
<p><strong>Jakie są plany na ten rok związane z pracą lubartowskiej komendy – jakieś specjalne zadania, projekty ?</strong><br />
– Nasz priorytet to zapewnienie ładu i porządku publicznego na terenie powiatu lubartowskiego – na takim poziomie, który zapewni poczucie bezpieczeństwa lokalnej społeczności. W związku z tym praca Komendy Powiatowej Policji w Lubartowie ukierunkowana będzie na realizację priorytetów Lubelskiego Komendanta Wojewódzkiego Policji – m.in. ograniczenie przestępczości, wzrost wykrywalności sprawców przestępstw i wykroczeń – zwłaszcza tych najbardziej uciążliwych społecznie oraz poprawa bezpieczeństwa w ruchu drogowym.</p>
<p>Pytała: Aleksandra Jędryszka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/trzy-pytania-do-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ozzy i Kolombo śpiewają o życiu, czyli:  Lubartów żyje muzyką – część I</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/ozzy-i-kolombo-spiewaja-o-zyciu-czyli-lubartow-zyje-muzyka-czesc-i/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/ozzy-i-kolombo-spiewaja-o-zyciu-czyli-lubartow-zyje-muzyka-czesc-i/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Jan 2012 11:22:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=13580</guid>
		<description><![CDATA[W Lubartowie zrobiło się o nim głośno po wypuszczeniu teledysku „Nieuleczalni”, który można zobaczyć na stronie www.ozzy.com.pl. Ozzy, czyli Łukasz Ozon, oprócz solowych projektów jest zaangażowany inne. Projekt Wolnych Wierszy nagrywa razem z Kolombem, czyli Krzysztofem Bogusławem. A Monometrię nagrywa ze swoim bratem Pawłem Ozonem. Dzisiaj Ozzy i Kolombo opowiadają nam o swojej przygodzie z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>W Lubartowie zrobiło się o nim głośno po wypuszczeniu teledysku „Nieuleczalni”, który można zobaczyć na stronie www.ozzy.com.pl. Ozzy, czyli Łukasz Ozon, oprócz solowych projektów jest zaangażowany inne. Projekt Wolnych Wierszy nagrywa razem z Kolombem, czyli Krzysztofem Bogusławem. A Monometrię nagrywa ze swoim bratem Pawłem Ozonem.</strong> <span id="more-13580"></span><br />
<strong>Dzisiaj Ozzy i Kolombo opowiadają nam o swojej przygodzie z muzyką, o koncertach, projektach muzycznych i planach na przyszłość. Tym tekstem rozpoczynamy cykl o formacjach muzycznych, które działają w Lubartowie.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Rap. Dlaczego ten rodzaj muzyki?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kolombo:</strong> Rapem zacząłem interesować się w 2005 roku, także od nie dawna. Spodobał mi się przekaz, niektórzy artyści mają naprawdę bardzo wartościowe kawałki, przez które mogą dotrzeć do grona swoich odbiorców. Myślę, że rapować mógłby każdy, to jest kwestia pomysłu. Nie trzeba mieć super partii wokalnych, jeżeli chodzi o rapowanie. Wciągnąłem się w to przez składy, których słuchałem.<br />
<strong>Ozzy:</strong> Ja też nie potrafię śpiewać skomplikowanych rzeczy, a żeby zrobić coś dobrego w muzyce, to najpierw trzeba się w niej odnaleźć. Uważam osobiście, że w Polsce jest mało dobrego rapu. Przeważnie polscy raperzy są stereotypowi, czyli mówią, jak fatalnie żyje się im w blokach, albo że nie lubią policji.<br />
<strong>Kolombo:</strong> Moim zdaniem kawałki powinny być o życiu.<br />
<strong>Ozzy:</strong> Też mi się tak wydaje, że powinny nieść jakiś przekaz, mieć w sobie jakąś wartość.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Skąd wziął się u was pomysł, żeby nagrywać?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kolombo: </strong> Jeśli chodzi o muzykę, to zawsze ją lubiłem. Jest to mój „konik”, o którym mógłbym rozmawiać, tygodniami. Kiedyś byłem związany z jednym nurtem muzycznym, z muzyką ciężką, nie przyswajałem innych gatunków muzycznych. Nie dopuszczałem ich do siebie, nawet rapu. Ale kiedy zacząłem słuchać innej muzyki niż tylko „ciężkiej”, stwierdziłem, że musze się określić. Od dawna nosiłem się z takim zamiarem, aby coś nagrać. Stwierdziłem, że muszę się w czymś spełnić. Wydaje mi się, że każdy z nas ma taką potrzebę, aby być w czymś dobry.<br />
<strong>Ozzy:</strong> Jest potrzeba artystycznego spełnienia się. Każdy z nas kocha muzykę i chcemy ją robić. Ale to nie jest tak, że robimy taką muzykę i już. Każdy z nas ma jakieś poboczne projekty. I wcale nie jest wykluczone, że za jakiś czas nie będzie nas można usłyszeć w cięższych klimatach. A nagrywać chciałem od dawna. Zawsze gdzieś ten pomysł krążył po mojej głowie. Któregoś pięknego dnia po prostu się zebrałem i postanowiłem spróbować. Teraz nie wyobrażam sobie żebym mógł przestać to robić.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Tajemnica szafy</strong></p>
<p style="text-align: justify;">- Szafa jest wyposażona w stabilny system wyciszania własnej produkcji. Jest w niej styropian, gąbka oraz wytłaczanki po jajkach, które znakomicie sprawdzają się jako wytłumienie niepożądanych dźwięków. Do tego wyposażona jest ona w mikrofon i system rejestrujący dźwięki. Zabawne jest to, że większość ludzi słysząc, że nagrywamy w szafie, myśli, że wchodzimy do niej i tak skuleni coś sobie działamy. Otóż nie. My po prostu stoimy przed tą szafą i nawijamy do niej. Tam dźwięk jest wyciszany i nagrywany &#8211; mówi Ozzy.<br />
Sam pomysł z szafą przyszedł mi do głowy po obejrzeniu reportażu o jednym kolesiu, który też nagrywał swoją płytę do szafy. Miał po prostu wsadzony mikrofon do szafy, między ciuchy, a on stał przed szafą i do niej śpiewał. Dawało to bardzo fajny efekt. Te wszystkie ubrania, które były w środku wytłumiały wszystkie niepożądane dźwięki. I kiedy przesłuchałem sobie jego płyty, to byłem w szoku. Niczym się praktycznie nie różniła od płyt nagrywanych studyjnie, a w niektórych momentach wydawała się nawet lepsza. Stąd pomysł na szafę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak wygląda nagrywanie od strony technicznej?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ozzy:</strong> Wkładamy bit (podkład muzyczny – red.) do ścieżki programu rejestrującego audio, ustawiamy ścieżkę, na której mamy nagrywać, zapuszczamy nagrywanie, a w słuchawkach mamy podkład. Najpierw jeden nagrywa zwrotkę, później drugi, tak na zmianę. Cała techniczna sprawa jest taka, że zapisujemy ścieżki wokalne na komputerze, a następnie są one eksportowane do plików i obrabiane. Bo wiadomo, że czysty surowy wokal, prosto z szafy musi zostać poddany pewnej obróbce, brzmieniowej chociażby. Wszystko jest robione w domowych warunkach i domowym zaciszu.<br />
<strong>Kolombo:</strong> Bardzo ważne jest też nagrywanie tzw. podwójne. Jest to podbijanie wokalu na końcówkach, co daje efekt wzmocnienia. Chodzi też o to, że Ozzy ma wysoki głos, a ja niski.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak zaczęła się wasza współpraca?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kolombo:</strong> Do tego zachęciły mnie produkcję, których słucham. Wiedziałem, że Ozzy jest już po nagranych solowych płytach, a ja gdzieś tam zbierałem się w sobie. Ogólnie wyszło to bardzo spontanicznie. Napisałem tekst i wpadłem do Ozzyego mówiąc, że mam już gotową zwrotkę i że można by to nagrać. To był pierwszy kawałek do Projektu Wolnych Wierszy- „Historyjka”.<br />
<strong>Ozzy:</strong> Dokładnie tak jak mówi Krzysiek. Znamy się bardzo długo. Często się też widujemy i rozmawiamy na temat naszego projektu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Macie za sobą też koncerty. Były jakieś zabawne sytuacje?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ozzy:</strong> Zabawna historyjka z koncertu w parku. Zapowiadam kawałek, który nazywa się „Historyjka”, a tu nagle włącza się bit do „Samobója”.<br />
<strong>Kolombo:</strong> Kiedy zaczął lecieć bit zorientowałem się, że to nie jest ten kawałek co ustaliliśmy. Dlatego to było na tyle zabawne, że wyszło spontanicznie, jak na próbie.<br />
<strong>Ozzy:</strong> Druga sytuacja też dotyczy koncertu w parku. Zaczęliśmy koncert. W pewnym momencie słyszę, że za mną coś jest nie tak. Okazało się, że nie możemy używać słów niecenzuralnych. I to był moment, kiedy poleciał podkład do „Samobója”, gdzie moja zwrotka zaczyna się od takiego niecenzuralnego słowa. I poszło w eter. Właśnie po tym dostaliśmy taką informację na karteczce, że jeszcze jedno niecenzuralne słowo, a nasz koncert będzie przerwany i nam podziękują. Potem już pomijaliśmy niecenzuralne słowa.<br />
<strong>Kolombo:</strong> To był specyficzny koncert, który najbardziej mi się podobał. Przed nami grały rockowe kapele a my byliśmy taką abstrakcją muzyczną. Ale po mimo tej wpadki z kawałkiem i karteczką, koncert uważam za bardzo udany.<br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/DSC_0127.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-13581" title="DSC_0127" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/DSC_0127-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Projekt Wolnych Wierszy</strong><br />
- Nazwę wymyśliłem ja &#8211; opowiada nam <strong>Kolombo</strong>- Krzysztof Bogusław. Oznacza ona po prostu projekt, w którym dzielimy się naszymi wolnymi przemyśleniami na różne tematy. Są one w formie swego rodzaju wierszy osadzonych na bitach. Nie są one niczym ograniczone, stąd wolność naszych wypowiedzi. Okładki, loga i wszelkie grafiki robi Ozzy. Ja głównie staram się być odpowiedzialny przy wyborze intra, bitów, tekstów, które tam są wycinane, czyli rożnych motywów z filmów itp. Odpowiadam też za kolejność utworów. Wszystko ma przebiegać w prosty sposób, teksty mają być zrozumiałe. Klasyczny prosty rap, a przy tym nie banalny.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Pomysł na Walentynkę</strong><br />
Teledysk można zobaczyć na stronie ozzy.com.pl Pomysł powstał po nagraniu kawałka, który moim zdaniem był zrobiony najszybciej – mówi Kolombo. Tekst napisałem dosłownie w 12 minut. Jest prosty i osobisty. Pomysł na teledysk powstał w mojej głowie i był bardzo podobny do pomysłu Ozzy&#8217;ego. Teledysk wyszedł bardzo spontanicznie, szybko. Zadzwoniliśmy do Bartka Gorzela z grupy EmpireArt, który podszedł do tego bardzo entuzjastycznie. Czyli chwycił kamerę i przyjechał.<br />
Sama realizacja teledysku też nie trwała długo. Był nagrywany w zimie. Kręciliśmy go około 1.5 godziny, w garażu. Scenografię zrobiliśmy sami. Każdy z nas przyniósł białe prześcieradła z domu. Zmontowaliśmy je szpilkami, których było kilkaset. W sumie to trochę obawialiśmy się, że to wszystko na nas runie, bo konstrukcja nie była stabilna, ale jakoś wszystko przetrwało podczas robienia teledysku. Mieliśmy założenie, że będzie on czarno-biały. My we trzech, czyli Ja, Ozzy i Paweł siedzimy przy stole, ubrani w czarne koszule. Na białym tle. Na stole są odpowiednie rekwizyty. Opowiadamy to, co mamy do przekazania.<br />
Liczył się tekst, a nie cała scenografia czy efekty specjalne. Nie chcieliśmy, żeby odbiorcę rozpraszało cokolwiek innego. Chcieliśmy, żeby był prosty i na temat, i wydaje mi się, że się udało. Planujemy też kolejny teledysk, kontynuację „Walentynki”.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Plany PWW</strong><br />
Na nowa płytę PWW bity będą robione przez naszych ludzi, tutaj z okolicy. Na pierwszej Epce (minialbum – red.) bity były zapożyczone. W Lubartowie jest parę ludzi, którzy robią bity, i robią to dobrze. Mamy już kilka na uwadze, które na pewno będą wykorzystane w kolejnych naszych produkcjach.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Magia, Stereochemia</strong><br />
- to dwie solowe płyty Ozzy&#8217;ego. &#8211; Monometria jest to projekt, który we dwóch z bratem Pawłem zaczęliśmy nagrywać – mówi <strong>Ozzy</strong>. Stwierdziliśmy, że zrobimy coś zupełnie innego, oryginalnego, coś czego ja na solowych płytach bym nie zrobił. Tylko w ramach takiego pobocznego projektu, gdzie zaangażowani bylibyśmy we dwóch. Teraz po pierwszej EPce po Autoplagiacie, zmieniamy formę Monometrii. Będzie ona nagrywana na instrumentach na żywo. Czego przykładem może być utwór „OMKU”,  który już wyszedł.<br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/Obraz-107.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-13582" title="Obraz 107" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/Obraz-107-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><br />
<strong>Pierwsza płyta Magia pojawiła się w 2009 roku.</strong><br />
Została nagrana w niecały miesiąc. Pół roku później w 2010 roku, pojawiła się płyta „Stereochemia”. Zawierała ona już więcej kawałków. Do utworu „Nieuleczalni” niedawno ukazał się teledysk.<br />
Bardzo długo zbierałem się, aby nagrać pierwszą płytę. Miałem już jakieś teksty napisane, miałem parę podkładów. Pewnego dnia postanowiłem, że czas zacząć coś nagrywać i tak się stało. W 2009 roku wyszła „Magia”. Kolejna płyta po pozytywnym odbiorze pierwszej, powstała już na fali. „Stereochemia” była już lepsza jakościowo pod względem brzmienia. Była też nagrana na trochę lepszym sprzęcie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Teledysk do „Nieuleczalnych”</strong><br />
To jest jeden z moich ulubionych kawałków z drugiej płyty. I pomyślałem, że dobrze by było do niego nakręcić teledysk. Ten utwór jest mi bardzo bliski i chciałem, jeśli ktoś, zobaczy teledysk do tego kawałka to na podstawie tego będzie miał jakiś pogląd o mojej twórczości, tego co jest na płycie. Chociaż są tam kawałki typowo rapowe.<br />
W teledysk było zaangażowanych wiele osób. Między innymi Bartek Gorzel z grupy EmpireArt, który kręcił i montował ten teledysk, grupa fireshow Antares z Lubartowa, Kuki, Jagoda która, grała nasz kawałek na skrzypcach. Mieliśmy trochę przeciwności pogodowych, potem technicznych, dlatego ten teledysk powstawał tak długo. Ale finalny efekt jest całkiem fajny. Także mam nadzieję, że się podoba ludziom.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kolejna płyta i teledysk</strong><br />
Kolejny teledysk będzie do nowej płyty i będzie ją promował. Czyli wyjdzie wcześniej niż płyta. W między czasie powinien pojawić się teledysk do Monometrii ale to wszystko w sferze planów. Nowa płyta wyjdzie na pewno w przeciągu kilku najbliższych miesięcy. Już zacząłem nagrywanie. Będzie na niej kilka podkładów Pawła, kilka moich i kilka bitów od osób mieszkających w Lubartowie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Solowe płyty Ozzy&#8217;ego oraz te nagrane pod szyldem składów można pobrać za darmo z jego strony internetowej www.ozzy.com.pl. Znaleźć tam można również wszystkie pozostałe produkcje, pojedyncze utwory, a także nagrania gościnne.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Rozmawiała Emilia Kosek<br />
<object width="560" height="315" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/0s9W9M6ceA8?version=3&amp;hl=pl_PL" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed width="560" height="315" type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.youtube.com/v/0s9W9M6ceA8?version=3&amp;hl=pl_PL" allowFullScreen="true" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" /></object></p>
<p><iframe src="http://www.youtube.com/embed/zf2cXxIEC5s" frameborder="0" width="560" height="315"></iframe><br />
<object width="420" height="315" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/ydXfsKjjofY?version=3&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed width="420" height="315" type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.youtube.com/v/ydXfsKjjofY?version=3&amp;hl=pl_PL&amp;rel=0" allowFullScreen="true" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" /></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/ozzy-i-kolombo-spiewaja-o-zyciu-czyli-lubartow-zyje-muzyka-czesc-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trudna misja Brata Marcina</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/pierwsza-strona/trudna-misja-brata-marcina/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/pierwsza-strona/trudna-misja-brata-marcina/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 12:25:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pierwsza strona]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=13443</guid>
		<description><![CDATA[– Puste kościoły to coś, co mnie zszokowało w Belgii najbardziej. Są zamieniane na kawiarnie, restauracje – powiedział nam brat Marcin Derdziuk, który od roku pracuje w jednym z belgijskich miast – w Antwerpii. Na misję do Kościoła Zachodnioeuropejskiego brat Marcin wyjechał z Lubartowa ponad rok temu. Od 2008 roku posługiwał jako kapłan w klasztorze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong></strong><strong>– <em>Puste kościoły to coś, co mnie zszokowało w Belgii najbardziej. Są zamieniane na kawiarnie, restauracje</em> – powiedział nam brat Marcin Derdziuk, który od roku pracuje w jednym z belgijskich miast – w Antwerpii.</strong><br />
<strong>Na misję do Kościoła Zachodnioeuropejskiego brat Marcin wyjechał z Lubartowa ponad rok temu. Od 2008 roku posługiwał jako kapłan w klasztorze Braci Mniejszych Kapucynów w Lubartowie i dzięki temu stał się osobą bliską wielu ludziom w naszym mieście. Pracował we wspólnocie oazowej, był współzałożycielem Stowarzyszenia Alwernia. Teraz niesie pomoc w odnowie Kościoła w Belgii, kraju różnych kultur, wyznań i nacji. W ubiegłym tygodniu odwiedził Lubartów, znajomych, rodzinę. Znalazł też czas na rozmowę z nami.</strong> <span id="more-13443"></span><strong>Rok temu wyjechał z Klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów w Lubartowie do Antwerpii. W styczniu odwiedził Lubartów. Brat Marcin Derdziuk opowiedział nam o trudnej misji w Kościele Zachodnioeuropejskim.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak jest w Antwerpii?</strong><br />
– To ładne miasto. Ale Lubartów też jest piękny. Kiedy przyjechałem do Lubartowa, nawet<br />
nie przypuszczałem, że będzie tutaj tak dobrze się mieszkało. Wspaniale mi się pracowało w naszym klasztorze (spotkałem bardzo dobrych braci), w szkole, w grupach młodzieżowych, którym posługiwałem i w stowarzyszeniu Alwernia.<br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/ojciec-marcin.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-13444" title="ojciec marcin" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/ojciec-marcin-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a><br />
<strong>I dlatego wyjechał Brat do Antwerpii…</strong><br />
– Wyjechałem z powodu miłości do Kościoła. Brakuje księży, braci, nasz zakon tu umiera. Stąd motywacja, żeby wspomóc misję. My, jako zakon, jesteśmy podzieleni na prowincje, a zakon jest podzielony na braci. I funkcjonuje coś takiego, jak solidarność personalna. Polega na tym, że Zarząd Zakonu w Rzymie informuje, gdzie są jakieś braki w Europie, czy na świecie. Wtedy prosi o pomoc. Dziś akurat kraje Europy Zachodniej są w sytuacji kryzysowej, więc nasz przełożony, generał z Rzymu, poprosił o pomoc tam. Skierował prośbę do braci Prowincji Warszawskiej o udział w misji. Myślę, że to misja często trudniejsza niż ta w Afryce. Pojechaliśmy pomóc w życiu duszpasterskim i podtrzymaniu obecności Zakonu w Belgii. Czyli to taka budowa Kościoła. Współpraca z ludźmi, którzy mają często negatywne skojarzenia z Kościołem.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Nie ma czego odbudowywać? Trzeba budować od początku?</strong><br />
– Na pewno można odbudowywać, bo wiara istnieje. Są ludzie wierzący, ale wiarę mają bardzo osłabioną. Mają świadomość, że Bóg istnieje, ale Kościół jest tam kojarzony z bogactwem, pewną majętnością, z nadużyciami seksualnymi wobec nieletnich. Z instytucją, która wyrządziła wiele krzywd. Ludzie w pewnym momencie powiedzieli: dobrze, Boga uznajemy za stwórcę, ale Kościoła nie akceptujemy i możemy sobie bez księży poradzić. Drugi aspekt problemów Kościoła jest związany z Soborem watykańskim II. Został wówczas ogłoszony taki termin – „aggiornamento” – czyli odnowa Kościoła, uaktualnienie. Kościół był bardzo rygorystyczny, funkcjonował system nakazów i zakazów. Ludzie do kościoła chodzili, bo się bali księży, byli przymuszeni. Przez to, że proboszczowie mieli wpływ na władzę świecką, na urzędy, gdzie ludzie pracowali. Zmiana zaczęła następować, kiedy Sobór ogłosił, że jesteśmy wolnymi ludźmi, że Bóg kocha wszystkich jednakowo. Księża mieli stanąć nie tylko przy ołtarzu, ale być pośród ludzi. No ale księża stali się skrajnie luźni. Zapanowała totalna wolność.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Konkretnie w samej Antwerpii?</strong><br />
– Ogólnie we Flandrii. Tak się zaczęło dziać w całym Kościele zachodnim. We Francji, w Niemczech. Wdarł się relatywizm i doszło do pewnego kryzysu. Kiedy się negowało to, co jest ważne. Na przykład celibat. Zaczęto stawiać żądania wobec święceń kobiet. Zaczęto odchodzić od niektórych sakramentów Kościoła. Na przykład sakrament Spowiedzi Świętej według prawa to indywidualna spowiedź i rozgrzeszenie. Tam została często zamieniona na Absolucję Ogólną. Czyli kapłan rozgrzesza wszystkich obecnych w kościele. I to jest nadużycie. Dlatego nasza misja polega tam na tym, żeby uzdrawiać te rzeczy i budować nowe wspólnoty Kościoła. Bo ludzie odchodzą od Ewangelii, próbują budować życie sami według swoich schematów i to doprowadza do katastrofy. W Belgii jest mnóstwo rozwodów…</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Podobno też wysoki jest odsetek samobójstw?</strong><br />
– Nie pamiętam dokładnie jaki, ale jeden z najwyższych w Europie, bije wszelkie statystyki. Bo człowiek tam nie potrafi cierpieć. Jeżeli jest cierpienie, to oznacza tragedię.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Co robicie, żeby to zmienić?</strong><br />
– Mieszkając w wielkim mieście – 500 tys. mieszkańców – nasza ewangelizacja polega na tym, żeby prowadzić życie zakonne według naszych ślubów: w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie, pośród świata, który żyje innymi wartościami. To jest nasza misja franciszkowa, żeby pokazać, że można inaczej, że Ewangelia jest najlepszym scenariuszem życia. To, że chodzę w habicie. To, że modlimy się każdego dnia, odmawiamy brewiarz za Kościół w Belgii, sprawujemy Eucharystię, błogosławimy ludzi.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak młodzi ludzie reagują na człowieka w habicie?</strong><br />
– Reagują pozytywnie na obecność braci zakonnych. Mimo, że media zachodnie „promują” kościół jako organizację złą. Ale młodzi, z którymi rozmawiam, szanują nas, mimo że sami żyją inaczej.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/Brat-Marcin-z-przyjaciółmi.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-13509" title="Brat Marcin z przyjaciółmi" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2012/01/Brat-Marcin-z-przyjaciółmi-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Bo dajecie świadectwo inne niż media podają…</strong><br />
– Nasze życie jest trochę inne od ,,tego świata”, chociaż lubimy chodzić do lokalnych kafejek i frytturń (belgijska restauracja). Jeżeli żyjesz według jakichś zasad, ludzie szanują to. Myślę, że duchowni tutaj zdjęli sutanny i habity po to, aby być bliżej ludzi. Czasami stroje duchowne były wykorzystywane do ,,budowania autorytetu”.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zdjęli sutanny, żeby byli bardziej akceptowani?</strong><br />
– To była idea, która pokazała, że nie zawsze pewne intencje kończą się dobrze. Rezygnacja z sutanny nie spowodowała wcale tego, że księża stali się bliżsi ludziom. Do tego doszła jeszcze kwestia liturgii. Księża chcąc być „na topie”, czasami zamieniają czytania biblijne na bajki, na przykład o „Małym Księciu”. Ale okazało się, że ludziom myślącym to nie zaimponowało, chodzą do kościołów tam, gdzie jest konkret, prawdziwe, piękne Celebracje.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kościół w Belgii podzielił się na ten prawdziwy i na ten „wyzwolony”?</strong><br />
Może inaczej – była grupa księży, która chciała wprowadzić tę reformę watykańską i zbyt luźno ją zinterpretowała. Teraz, aby przywrócić rzeczy do porządku, trzeba solidnej pracy i nade wszystko wierności Rzymowi. To jest najbardziej bolesne, że tam niektórzy księża nie są czasami do końca posłuszni papieżowi. Tworzą własne struktury kościoła Flamandzkiego. Poza tym, księża we Flandrii starzeją się, umierają i trzeba, aby coś nowego się narodziło. Jest nadzieja.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jaka jest średnia wieku księży?</strong><br />
– Około 78 lat.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Dojrzali ludzie tak się dali relatywizmowi?</strong><br />
– Dla mnie osobiście to jest taki dowód: coś nie działa, nie daje owoców, czyli źle pracuje, coś jest nie tak. Skoro kościół jest, ale ludzie do niego nie przychodzą, nie ma powołań, to znaczy że Bóg nie błogosławi temu kościołowi.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Słyszałam, że kościoły we Flandrii są zamieniane na miejsca rozrywek&#8230;</strong><br />
– Dzieje się to, co kiedyś działo się w Starożytnym Rzymie. Ludzie oddawali pokłon różnym bożkom. I w Europie Zachodniej jest to samo. Jezusa Chrystusa się oddala, bo nie pasuje. Można to zinterpretować w ten sposób: ludzie Boga odrzucają, sami skazując się na zagładę. Jest takie pojęcie teologiczne „gniewu Bożego”. A takie moje spostrzeżenie: Bóg pozwala człowiekowi od siebie odejść, ale człowiek sam sobie nie poradzi. Bo każdy z nas jest grzesznikiem i potrzebuje Bożego Miłosierdzia. A człowiek, który nie chce z Niego korzystać, pozwala, aby grzechy go zabiły. Bóg pozwala, aby ludzie ponosili konsekwencje swoich grzechów. I to widać.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ludzie dają sygnały, że was potrzebują?</strong><br />
– Niektórzy po prostu dziękują. Kiedyś w tramwaju podszedł do mnie młody człowiek, Hiszpan. Powiedział, że pierwszy raz widzi zakonnika w habicie, prosił o modlitwę. Podziękował, że jesteśmy. Ludzie odczuwają potrzebę Boga, bo już zachłysnęli się techniką. To już nie sprawia radości. Nasze życie polega też na tym, żeby pokazać, że Jezus istnieje, że Bóg jest Ojcem, który kocha. W każdy piątek jest w naszym kościele Adoracja Eucharystyczna. Ludzie mogą przyjść i się pomodlić.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Dużo osób przychodzi do was na mszę w niedzielę?</strong><br />
– Około 50 osób łącznie. Mamy dwie msze. Belgia to zlepek kultur, narodowości. My, będąc zakonnikami, nie posiadamy parafii, nasz kościół rektoralny zawsze jest otwarty. Jesteśmy po prostu Zakonem Braci Mniejszych Kapucynów. Nasza zasada jest taka, że nie klasyfikujemy ludzi na gorszych i lepszych, wierzących i niewierzących. Trzeba ludzi kochać i dawać świadectwo przede wszystkim życiem. A później dopiero słowem. Dlatego my tych ludzi, którzy przychodzą do kościoła – odwiedzamy, budujemy przyjaźnie. Wierzę że zbudujemy tu wspólnotę chrześcijan.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>A kim są ci ludzie?</strong><br />
– Można się doszukać różnych zawodów. Są sprzątaczki i profesorowie uniwersytetu, są<br />
wszyscy. Przychodzi do nas młody człowiek, profesor z Hiszpanii. Jest nieżonaty, złożył ślub czystości, uczy teologii. Dla mnie to taki żywy znak obecności Jezusa. To, że ktoś poświęcił swoje życie Bogu. Przychodzi do nas też trochę Polaków, którzy mają swoje duszpasterstwo, swojego księdza, któremu my pomagamy. Oni także u nas się spowiadają. Wiara tam jest obecna, chociaż nie tak jak w Polsce.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Sakramenty w Belgii są ogólnodostępne? Czy jest problem z prośbą o spowiedź?</strong><br />
– To, co martwi, to właśnie odejście od indywidualnej spowiedzi. Ojciec Patryk spowiada przez cały dzień. Jest dzwonek przy konfesjonale. Spowiadamy też Polaków mieszkających w Antwerpii i okolicach. Przed świętami spowiadamy czasami po 6 godzin dziennie. Pobyt tam nauczył mnie szacunku do ludzi. Jeśli tam, w Belgii, ktoś przychodzi na Mszę, to tym ludziom trzeba po prostu ręce całować. Bo to jest wielki skarb dla Kościoła, świadkowie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak wygląda wasz zwykły dzień?</strong><br />
– Mieszkamy w klasztorze, przy którym jest kościół. Tak jak tu, w Lubartowie. Rano idziemy do naszej kaplicy na modlitwę. Potem jest medytacja. A później udajemy się do kościoła na Eucharystię. To jest jeden z nielicznych kościołów w Antwerpii, gdzie jest msza codzienna.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Pod jakim wezwaniem jest ten kościół?</strong><br />
– Świętego Franciszka z Asyżu. Po mszy świętej idziemy na śniadanie. Potem do pracy. Póki co uczymy się jeszcze języka niderlandzkiego, angielskiego. Chodzimy do szkół językowych. Po tej nauce idziemy na wspólny obiad w zakonie. Po południu zajęcia, spotkania z ludźmi. A wieczorem modlitwy, nieszpory, medytacja i kolacja. Jeśli chodzi o pracę wśród ludzi, staram się dotrzeć do młodych. Poznaję ich, a oni mnie zapoznają ze swoim światem, ze światem Belgów.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Uda się odbudować Kościół w Belgii?</strong><br />
– Pamiętajmy, że głową Kościoła jest Jezus, to jest Jego Kościół. Europa Zachodnia to teren nadziei, gdzie Ewangelii nie udało się zabić. Po rewolucji francuskiej zapowiadano koniec kościoła. Palono świątynie, mordowano księży. Potem wybudowano kilkaset kościołów w samej Flandrii. Źdźbło Ewangelii przebija wszelkie mury. Kościoła nie da się zabić. Choć ma problemy, z którymi musi sobie radzić. To jest walka poważna, walka o wszystko. Byliśmy niedawno z prowincjałem u biskupa diecezji Antwerpii. Powiedział nam, że modli się, a naszej obecności pobłogosławił. Cieszy się z tego, że jesteśmy.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ilu was tam jest, braci zakonnych?</strong><br />
– Jedenastu w klasztorze, w tym trzech z Polski, z Prowincji Warszawskiej. Tworzymy wspólnotę międzynarodową. Bardzo wspaniali i kochający Kościół miejscowi bracia mają na koncie ponad 100 lat misji w Kongo. Założyli też misję w Kanadzie, w Pakistanie. Kochani ludzie, którzy są już dziadkami, zrobili kawał dobrej roboty&#8230; A nam współczują teraz (uśmiech).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Teraz sami potrzebują pomocy…</strong><br />
– Tak. Jest pewna ciekawa historia. Po II wojnie światowej nasi polscy klerycy byli aresztowani, przewiezieni do różnych obozów. A większość z nich do obozu w Dachau. I po tych około 6 latach obozu w Dachau zostali wyzwoleni przez armię amerykańską.<br />
Wygłodzeni, schorowani, nie mieli gdzie wracać. Zaprosili ich do siebie właśnie Kapucyni z Belgii, objęli opieką, dali święcenia, umożliwili studia. Potem ci bracia wrócili do Polski, do pracy tutaj. A teraz, kiedy umarł ostatni z tych polskich braci, my pojechaliśmy tam, do Belgii.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jaki był największy szok po przyjeździe do Antwerpii?</strong><br />
– Puste kościoły to coś, co mnie zszokowało w Belgii najbardziej. Kościoły zamieniane na kawiarnie, restauracje. A to, co mnie zaciekawiło, to rola ludzi świeckich w kościele. Organizują się na wysokim poziomie. Robią akcje pomocy dla biednych na całym świecie, festyny parafialne. Mają wyczucie, że trzeba pomagać. Sami księża starają się żyć skromnie, nie unoszą się. Czegoś takiego w Polsce mi brakuje, bo tutaj zdarza się, że rada parafialna jest fikcyjna, ksiądz ustala wszystko sam. A tam nie. Tam się docenia świeckich. Oni naprawdę pracują.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czyli w kościele belgijskim nie do końca wszystko jest takie złe&#8230;</strong><br />
– Pewne błędy nie wynikały ze złej woli. Ci ludzie chcieli dobra, ale wyszło różnie. Jak widać, Pan Bóg sobie z tym poradził. Duchowni umierają, ale w ich miejsce pojawili się nowi i wszystko żyje. Do Belgii przyjeżdżają Polacy, ludzie z Ameryki Łacińskiej, Afryki. Są może biedni, ale jaką mają wiarę!: Jest wielki czwartek. Pan Jezus wystawiony do adoracji, a kościół pusty, Belgów nie ma. Wtedy ci młodzi cudzoziemcy przychodzą, klękają, modlą się. Czyli Pan Bóg wiarę podtrzymuje. A Belgów zawstydza.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Macie wyznaczony czas na swoją misję?</strong><br />
– Nie. Na ile Duch Święty pozwoli. My zostajemy w Antwerpii i tam będzie już nasz dom. Będziemy tworzyć struktury pracy. Na takiej zasadzie jak tu w Polsce, w Lubartowie – praca z ludźmi, z młodzieżą. Belgijski kościół jest wspaniały, ale potrzebuje teraz pomocy. Patrzę na niego z wielką nadzieją. Proszę o modlitwę.</p>
<p style="text-align: justify;">Rozmawiała: Aleksandra Jędryszka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/pierwsza-strona/trudna-misja-brata-marcina/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przemysław Kural: to był dla mnie dobry rok</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/przemyslaw-kural-to-byl-dla-mnie-dobry-rok/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/przemyslaw-kural-to-byl-dla-mnie-dobry-rok/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Dec 2011 09:48:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=13275</guid>
		<description><![CDATA[Nauczyciel przysposobienia obronnego. Mówiąc o sobie, nie zapomina wspomnieć o innych. Rozwija wiele form działalności wśród młodzieży i dorosłych, począwszy od turystyki i ekologii, po pracę w wolontariacie hospicyjnym. Otrzymał nagrodę w dziedzinie działalności społecznej. Rozmową z nim kończymy cykl „Nagrodzeni przez Burmistrza Miasta Lubartów”, w którym prezentowaliśmy osoby uhonorowane za szczególny wkład w życie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Nauczyciel przysposobienia obronnego. Mówiąc o sobie, nie zapomina wspomnieć o innych. Rozwija wiele form działalności wśród młodzieży i dorosłych, począwszy od turystyki i ekologii, po pracę w wolontariacie hospicyjnym.</strong><span id="more-13275"></span> Otrzymał nagrodę w dziedzinie działalności społecznej. Rozmową z nim kończymy cykl „Nagrodzeni przez Burmistrza Miasta Lubartów”, w którym prezentowaliśmy osoby uhonorowane za szczególny wkład w życie i rozwój naszego miasta. Takie wyróżnienia co roku wręcza burmistrz podczas Dni Lubartowa.<br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/12/Turniej-PCK-Przemys%C5%82aw-Kural-z-mikrofonem.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-13276" title="Turniej PCK (Przemysław Kural - z mikrofonem)" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/12/Turniej-PCK-Przemys%C5%82aw-Kural-z-mikrofonem-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a><br />
<strong>Skąd wziął się pomysł założenia Szkolnego Klubu Turystyczno – Krajoznawczego „Azymut” w II LO, którego jest Pan opiekunem?</strong><br />
– Moja przygoda z turystyką i PTTK rozpoczęła się bardzo dawno temu, bo podczas studiów na Akademii Rolniczej w Poznaniu. Po przyjeździe do Lubartowa, w 1984 roku zostałem Kierownikiem Zajęć Pozalekcyjnych, wtedy jeszcze w ZSZ nr 1 w Lubartowie (obecnie RCEZ)  Zaproponowałem  uczniom utworzenie koła turystycznego i to był „strzał w dziesiątkę”. Organizowaliśmy wiele wycieczek krajoznawczo – turystycznych, rajdów i biwaków. Startowaliśmy z powodzeniem w Ogólnopolskim Młodzieżowym Turnieju Turystyczno –Krajoznawczym, zdobywaliśmy odznaki turystyki kwalifikowanej, uprawnienia kadry turystycznej, kilkoro uczniów zostało uhonorowanych odznaką „Orli Lot”. Koło w RCEZ funkcjonowało do przełomu 2009/2010 roku. Zbiegło się to w czasie z podjęciem przeze mnie dodatkowej pracy w II LO. Na początku głównie uczestniczyliśmy w imprezach na orientację, ale już rok później wspólnie z nauczycielką geografii Katarzyną Płaszczewską zorganizowaliśmy kilka imprez szkolnych, a nasze koło rozrosło się do ponad 70 osób. Swój program budujemy wokół przygotowań do udziału w Ogólnopolskim Młodzieżowym Turnieju Turystyczno – Krajoznawczym PTTK. Już w pierwszym roku startów dwie nasze drużyny uczestniczyły w finałach wojewódzkich.</p>
<p><strong>Przygotowuje Pan uczniów także do konkursów ekologicznych&#8230;</strong><br />
– Rok temu wystartowaliśmy ze szkolnym konkursem zbiórki puszek aluminiowych i zużytych baterii. Zorganizowaliśmy również konkurs na najlepszy plakat informacyjny, aby propagować wśród uczniów akcje zbierania puszek. Podczas dużych przerw na głównym korytarzu organizowaliśmy puszkowe happeningi oraz gry i zabawy. Uczniowie uczestniczyli w „Zielonej Szkole Fundacji RECAL” oraz turnieju „Zabawy z puszką”. W tym roku szkolnym II LO po raz trzeci przystąpiło do programu „Szkolne i przedszkolne projekty recyklingowe z Fundacją Recal”, którego jestem koordynatorem. Aby połączyć akcję zbiórki puszek aluminiowych oraz chodzenie w terenie z mapą i busolą, od trzech lat 6 grudnia organizujemy Mikołajkowe Marsze na Orientację, wspólnie z Fundacją Recal. Uczniowie ponadto wzięli udział w  konkursie „Lubelszczyzna segreguje odpady”. Młodzież wygrała konkurs na „Widowisko ekologiczne” i „Plakat”. A w konkursie na prezentację multimedialną uczniowie zajęli II miejsce i otrzymali wyróżnienie. Sukcesy odnosimy również w konkursie „Eko-Detektyw” organizowanym przez ZKGZL. A obecnie przystąpiliśmy do Ogólnopolskiego Konkursu „Gumowy Surowiec” (lokalizowanie miejsca składowania zużytych opon i proponowanie korzystnych dla gminy rozwiązań w tym zakresie). To był dla mnie dobry rok. Dwoje moich uczniów, zajmując pierwsze miejsca w województwie, dotarło do szczebla ogólnopolskiego olimpiad (Przemysław Abramik – Ogólnopolski Turniej Wiedzy Pożarniczej oraz Monika Bieniek – Olimpiada Promocji Zdrowego Stylu Życia).</p>
<p><strong>Polem Pana działań jest też wolontariat hospicyjny&#8230;</strong><br />
– Współpracę z Hospicjum Św. Anny rozpocząłem 3 lata temu. W jednym z czasopism ogrodniczych przeczytałem artykuł o akcji „Pola nadziei”. Ponieważ ukończyłem studia ogrodnicze, a  sam na działce mam sporo odmian narcyzów, skontaktowałem się z lubartowskim Hospicjum, które prowadzi tego typu akcję. I chętnie placówka nawiązała współpracę. Wspólnie z żoną namówiliśmy młodzież z RCEZ i II LO do przyniesienia do szkoły cebul narcyzów. Do akcji włączyli się lubartowscy właściciele sklepów ogrodniczych, przekazując nawozy, ziemię ogrodniczą i korę. Zebraliśmy blisko 2 tys. cebul tych kwiatów, które posadziliśmy obok Hospicjum. Uczniowie aktywnie włączyli się do wiosennego kwestowania na rzecz Hospicjum.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Możemy Pana zobaczyć również podczas zawodów związanych z pierwszą pomocą…</strong><br />
– Jestem jedynym na terenie działania ZR PCK Instruktorem Pierwszej Pomocy PCK. W ramach tej funkcji organizuję i sędziuję Mistrzostwa Udzielania Pierwszej Pomocy PCK na etapie rejonowym, w czym pomagają mi moi byli uczniowie – absolwenci RCEZ w Lubartowie. Zawodnicy muszą nie tylko wykazać się dużą wiedzą teoretyczną i praktyczną, ale również współpracą w działaniu i umiejętnościami w kierowaniu zespołem. Działają w zespołach 5 – osobowych, mając do czynienia czasami aż z dwoma poszkodowanymi (żywi pozoranci lub fantom) na jednej stacji urazowej. Wykorzystywana jest sztuczna krew i rany, pojawiają się podstawieni panikarze. Nie ukrywam, że te zawody to i dla mnie wielkie wyzwanie z racji tego, że najczęściej w zawodach biorą udział także drużyny z moich szkół.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czy nagroda burmistrza przyniosła satysfakcję?</strong><br />
– Lubię pracować z młodzieżą, a jeżeli jeszcze ktoś to dostrzega i docenia moje starania – to czegoż można więcej pragnąć? A i sama statuetka – super!</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Rozmawiała: Sylwia Nowokuńska</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/przemyslaw-kural-to-byl-dla-mnie-dobry-rok/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zaczynali 25 lat temu</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/zaczynali-25-lat-temu/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/zaczynali-25-lat-temu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Dec 2011 07:36:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=12828</guid>
		<description><![CDATA[Auto – Service Jublewscy, Auto Elektro – Serwis Jublex. Firma uhonorowana przez Burmistrza Miasta Lubartów w dziedzinie działalności gospodarczej, tworzenia nowych miejsc pracy i zwiększania dynamiki obrotów. Rozmową z jej właścicielami o początkach działalności firmy kontynuujemy cykl, w którym prezentujemy wszystkich nagrodzonych podczas Dni Lubartowa. Do warsztatu Auto &#8211; Service Jublewscy wjechał pierwszy samochód. Kiedy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Auto – Service Jublewscy, Auto Elektro – Serwis Jublex. Firma uhonorowana przez Burmistrza Miasta Lubartów w dziedzinie działalności gospodarczej, tworzenia nowych miejsc pracy i zwiększania dynamiki obrotów. Rozmową z jej właścicielami o początkach działalności firmy kontynuujemy cykl, w którym prezentujemy wszystkich nagrodzonych podczas Dni Lubartowa.</strong><span id="more-12828"></span></p>
<p><strong>Do warsztatu Auto &#8211; Service Jublewscy wjechał pierwszy samochód. Kiedy to było?</strong><br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/12/jerzy-jublewski.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-12829" title="jerzy jublewski" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/12/jerzy-jublewski-300x198.jpg" alt="" width="300" height="198" /></a>Bogumiła Lisek – Jublewska: – ponad 25 lat temu. Ale zanim to się stało, przeszliśmy długą drogę. Przed rozpoczęciem działalności w branży motoryzacyjnej, mąż jeździł na taksówce bagażowej. Rozpoczęła się bezwzględna walka o klienta. Zaczęliśmy myśleć o innej działalności z wykorzystaniem tego, co mamy. A w tym czasie był dom i garaż, w którym mąż naprawiał swojego Żuka. Wchodziła w grę mała wytwórnia makaronów. Ale znajomi, którzy wykonywali gwarancyjną konserwację swojego samochodu, pokierowali nas w inną stronę – do Państwa Babiczów, do Derewicznej. Tam Janek Babicz, już świętej pamięci, wprowadził męża w tajniki konserwacji.</p>
<p><strong>Problemem było na pewno zdobycie w tamtych czasach profesjonalnego sprzętu.</strong><br />
Jerzy Jublewski: – W tym temacie dużo podpowiedział także Janek. Podstawą była myjka wysokociśnieniowa i podnośnik dwukolumnowy, na którym można było porządnie umyć cały samochód, łącznie z podwoziem. Taki podnośnik zakupiliśmy w Kozienicach. Potrzebne były też pompy hydrodynamiczne. Zestaw pomp do profili wewnętrznych i do konserwacji podwozia kupiliśmy w Warszawie. Tam też kupiliśmy wywrotnicę Gerdę. A myjkę wysokociśnieniową, która była produkowana w Garwolinie, kupiliśmy aż w Łodzi. Wtedy zakłady państwowe niechętnie sprzedawały towar osobom prowadzącym działalność, tak zwanym prywaciarzom. Przez cały ten czas stawialiśmy na jakość usług i uczciwość, dzięki czemu szybko zyskaliśmy klientów.</p>
<p><strong>Pan Jerzy pracował sam?</strong><br />
B. L.-J.:– Początkowo sam. Wykonywał konserwację jednego auta dziennie. Musiał umyć samochód, który później wysychał przez noc. Następnego dnia mył kolejny i wykonywał konserwację tego pierwszego. Najpierw profile zamknięte, potem konserwację podwozia. Utrudnieniem było to, że musiał sam przywieźć sobie materiały do konserwacji – po bitex i fluidol jeździł pod Warszawę, po nadkola jeszcze dalej. Aby przydzielono legalnie beczkę tych preparatów, trzeba było wykazać się sprytem i przebiegłością. Dziś są zupełnie inne czasy, materiały i towary dostarczane są na miejsce.<br />
J.J.: – W tamtych latach konserwacji były poddawane Maluchy, Łady, Polonezy, Duże Fiaty. Taki był wymóg, aby mieć <a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/12/jublex.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-12830" title="jublex" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/12/jublex-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>gwarancję na samochód. FSM i FSO narzucały konserwację pojazdu w krótkim czasie po zakupie, aby były zachowane warunki gwarancji. Ponieważ mieliśmy bardzo dobry sprzęt, to szybko zdobyliśmy autoryzację, czyli prawne zapewnienie producentów, że nasz warsztat w sposób profesjonalny wykona daną usługę.</p>
<p>B. L.-J.:– Klienci, niejednokrotnie mieszkający daleko, pilnowali terminów, nie każdy miał telefon. Częstym utrudnieniem było to, że wyłączano prąd. A właściciel następnego dnia miał odebrać samochód. Pamiętam jak niejednokrotnie, kiedy położyłam dzieci spać, szłam do warsztatu, żeby pomóc mężowi w prostych czynnościach. Każde auto trzeba było umyć benzyną ekstrakcyjną. Potem samochód wyjeżdżał z warsztatu, jak z salonu – czyściutki, błyszczący. Niejednokrotnie o godz. 1 w nocy wracaliśmy do domu. Następnego dnia trzeba było rano wstać do pracy (wówczas uczyłam j. niemieckiego w szkole), a wcześniej odwieźć dzieci do przedszkola. Początki były trudne. Potem zaczęliśmy zatrudniać pierwszych pracowników. Powoli wchodziliśmy w mechanikę, sklep z częściami zamiennymi, potem stację kontroli pojazdów.</p>
<p>W sprzedaż samochodów…<br />
B. L.-J.:– Bardzo barwny czas w rozwoju naszej firmy, to współpraca z POSiCZem, dealerem Fiata w Lublinie, pod koniec roku 1996. Weszliśmy we współpracę w ramach sprzedaży samochodów. Były to fiaty 126p, Cinquecento, Seicento, Brava,  Marea. W ciągu kilku lat rynek lubartowski wypełniły te marki. Ta forma działalności, taka bardziej kobieca, bardzo mnie wciągnęła. Wówczas zrezygnowałam z pracy w szkole. Pomagaliśmy naszym klientom w załatwieniu formalności, łącznie z kredytem, ubezpieczeniem i końcowym przygotowaniem do sprzedaży.</p>
<p>25 lat minęło odkąd Państwo założyli działalność. Jak dziś wygląda firma?<br />
B. L.-J.:– Dziś można mówić o kompleksie motoryzacyjnym ze stacją kontroli pojazdów i nowoczesną myjnią samoobsługową, która jest uwieńczeniem jubileuszu naszej firmy. Przez ostatnie lata ciągle zatrudniamy ok.18 osób. Dzięki temu, że stawiamy na jakość usług, kupujemy sprzęt wysokiej klasy, szkolimy pracowników i sami też uczestniczymy w szkoleniach – jesteśmy partnerami poważnych firm. Mamy certyfikaty m.in. firm Bosch, Sachs, Luk,  Monroe i Inter Cars.</p>
<p style="text-align: justify;">Rozmawiała Aleksandra Jędryszka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/zaczynali-25-lat-temu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pomóż potrzebującym dzieciom</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/pomoz-potrzebujacym-dzieciom/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/pomoz-potrzebujacym-dzieciom/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Nov 2011 11:28:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=12753</guid>
		<description><![CDATA[Dzielimy się tym, co mamy, dajemy cząstkę swego serca nieznanemu przyjacielowi w potrzebie – powiedziała 19 lat temu Ewa Dados, inicjatorka akcji „Pomóż dzieciom przetrwać zimę”. Od tamtej pory co roku odbywa się zbiórka darów dla dzieci. Na temat akcji w Lubartowie rozmawiamy z pełnomocnikiem sztabów, Józefem Małyską. Akcję „Pomóż dzieciom przetrwać zimę” po raz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Dzielimy się tym, co mamy, dajemy cząstkę swego serca nieznanemu przyjacielowi w potrzebie – powiedziała 19 lat temu Ewa Dados, inicjatorka akcji „Pomóż dzieciom przetrwać zimę”. Od tamtej pory co roku odbywa się zbiórka darów dla dzieci</strong>.<span id="more-12753"></span><br />
Na temat akcji w Lubartowie rozmawiamy z pełnomocnikiem sztabów, Józefem Małyską.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Akcję „Pomóż dzieciom przetrwać zimę” po raz trzeci organizuje NSZZ „Solidarność” Ziemi Lubartowskiej. W jaki sposób będzie się odbywała ta akcja w naszym mieście?</strong><br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/dzieci_DSC00809.JPG-.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-12754" title="dzieci_DSC00809.JPG" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/dzieci_DSC00809.JPG--300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>W trzech sklepach PSS będzie można składać dary dla potrzebujących. Specjalne kosze zostaną udostępnione w sklepie Gama przy ul. Słowackiego 7; sklepie nr 27 przed Tesco i w Gamie po dawnym Merkurym. Czekam na decyzję Straży Miejskiej i Straży Pożarnej, aby wypożyczyć samochód, do którego będzie można przynosić dary w mieście.<br />
<strong>Co będzie zbierane podczas akcji i komu sztab przekaże dary?</strong><br />
– Zbieramy dary rzeczowe, takie jak zabawki, książki, artykuły szkolne i papiernicze, środki czystości, słodycze, przedmioty gospodarstwa domowego, trwałe artykuły spożywcze, kaszę, ryż, mąkę, opał oraz ubrania i obuwie – nowe lub ewentualnie niezniszczone. Wszystkie dary przekazane zostaną do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Lubartowie. Trafią one do dzieci z rodzin wielodzietnych, niepełnych, będących w trudnej sytuacji materialnej oraz do dzieci niepełnosprawnych.<br />
<strong>Gdzie można przynosić dary?</strong><br />
– Zbiórka odbywa się już od 21 listopada przez cały tydzień. A w niedzielę 27 listopada będzie główna zbiórka. Dary można przynosić do siedziby NSZZ „Solidarność” przy ul. Legionów 63 codziennie od godz. 9.00 do 15.00, a w niedzielę do 17.00. Swój sztab zarejestrowało także Przedszkole Miejskie nr 4 w Lubartowie.<br />
<strong>W ubiegłym roku w ramach akcji był seans w kinie dla dzieci, z wejściówką za symboliczną tabliczkę czekolady. Czy w tym roku też będzie podobnie?</strong><br />
– Tak, w tym roku też przewidziany jest seans. Odbędzie się pod patronatem Burmistrza Miasta Lubartów. Dzięki Lubartowskiemu Ośrodkowi Kultury 26 listopada o godz. 14.00 w kinie Lewart dzieci będą mogły obejrzeć bajkę. Zamiast biletu trzeba będzie przynieść słodycze lub zabawki.<br />
<strong>Sztab „Solidarności” organizuje równolegle akcję „Polacy – Rodakom”. Jak ma wyglądać to przedsięwzięcie?</strong><br />
– Akcja „Polacy – Rodakom” ma na celu zbiórkę paczek świąteczno – noworocznych dla dzieci polskich z Ukrainy i Białorusi. Od 21 do 30 listopada będziemy zbierać produkty spożywcze o długim terminie przechowywania: słodycze, kakao, konserwy, makaron, cukier, kaszę, ryż, książki dla dzieci i z literaturą polską oraz zabawki. Przed Świętami Bożego Narodzenia paczki będą przekazane do konsulatów na Białorusi i Ukrainie, skąd trafią do dzieci. W ubiegłym roku do dzieci trafiło około 1000 paczek z Lubelszczyzny. Patronem akcji jest senator Stanisław Gogacz.<br />
Rozmawiała: Sylwia Nowokuńska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/pomoz-potrzebujacym-dzieciom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzy pytania do&#8230;</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/trzy-pytania-do/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/trzy-pytania-do/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Nov 2011 12:27:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=12644</guid>
		<description><![CDATA[Tadeusza Matwiejczyka z Miejskiego Koła Turystyki Rowerowej „Relaks” Wybiera się Pan na ostatni etap wyprawy rowerowej po Afryce śladami wielkiego podróżnika Kazimierza Nowaka. Spędzicie Boże Narodzenie na pustyni? – Wielki finał sztafety Nowaka „z Sahary do mety – Algieria 2” odbędzie się między 7 a 22 grudnia. Siódmego grudnia wylatujemy z Warszawy do Algieru. Następnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Tadeusza Matwiejczyka z Miejskiego Koła Turystyki Rowerowej „Relaks”<span id="more-12644"></span><br />
<strong>Wybiera się Pan na ostatni etap wyprawy rowerowej po Afryce śladami wielkiego podróżnika Kazimierza Nowaka. Spędzicie Boże Narodzenie na pustyni?</strong><br />
– Wielki finał sztafety Nowaka „z Sahary do mety – Algieria 2” odbędzie się między 7 a 22 grudnia. Siódmego grudnia wylatujemy z Warszawy do Algieru. Następnie tego samego dnia przemieszczamy się autokarem do miejscowości Ouargla, skąd wyruszymy na rowerach w trasę. Do pokonania mamy ponad 830 km przez Saharę (Wielki Erg Wschodni, Wyżyna Szottów) i  góry Atlasu Tellskiego. Po drodze będziemy mijać takie miasta, jak Touggorut, Biskrę, Bou-Saada. Finał w stolicy Algierii – Algierze. Część ekipy rzeczywiście spędzi święta Bożego Narodzenia na pustyni, ja z rodziną w Lubartowie. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.<br />
<strong>Czy ktoś z Lubartowa jedzie jeszcze z Panem?</strong><br />
– Tak, w trzydziestoosobowej grupie ludzi z całej Polski znajdzie się jeszcze dwóch członków Relaksu – Andrzej Zdunek i Leszek Mitura, zapaleni turyści rowerowi, zaprawieni w Karpatach, Apeninach, Alpach, górach Norwegii. Przeżyliśmy razem nie jedną trudną chwilę, będziemy godnie reprezentować Lubartów.<br />
<strong>Taka wyprawa  jest kosztowna. Jest Pan do niej w stu procentach przygotowany?</strong><br />
– Tak, udział w wyprawie kosztuje, przelot do Algieru i z powrotem, transport w głąb pustyni, opłacenie konwoju, zakup sprzętu specjalistycznego (sakwy, ciepłe śpiwory, bielizna termiczna), przygotowanie roweru, ubezpieczenie, koszty wizy itd. Trudno mówić o stuprocentowym przygotowaniu do wyprawy. Jednocześnie robimy wszystko. Czytamy o podróżach Nowaka, o Algierii, trenujemy, załatwiamy formalności, poszukujemy sponsorów. Z tymi jest bardzo ciężko – chyba zaczyna wkraczać do Lubartowa kryzys gospodarczy. Zwróciliśmy się z prośbą o sponsoring do władz samorządowych Lubartowa i Lublina. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu nas wspomogą, bo okazja do promocji Lubartowa i Lubelszczyzny nadarza się niepowtarzalna.<br />
(J.A.)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/trzy-pytania-do/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyróżnieni piłkarze Lewartu</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/sport/wyroznieni-pilkarze-lewartu/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/sport/wyroznieni-pilkarze-lewartu/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Nov 2011 09:13:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sport]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=12494</guid>
		<description><![CDATA[W tym roku nagrody Burmistrza Lubartowa w dziedzinie działalności sportowej otrzymali piłkarze Miejskiego Klubu Sportowego „Lewart” Lubartów – Maciej Jezior, Przemysław Kosmala i Łukasz Mitaszka. Przedstawiając ich sylwetki, kontynuujemy cykl Nagrodzeni Przez Burmistrza Miasta Lubartów. Wszyscy są wychowankami lubartowskiego klubu. Podkreślają, że nagroda to dla nich duże wyróżnienie. Jest to także, a może przede wszystkim, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>W tym roku nagrody Burmistrza Lubartowa w dziedzinie działalności sportowej otrzymali piłkarze Miejskiego Klubu Sportowego „Lewart” Lubartów – Maciej Jezior, Przemysław Kosmala i Łukasz Mitaszka.</strong><span id="more-12494"></span> Przedstawiając ich sylwetki, kontynuujemy cykl Nagrodzeni Przez Burmistrza Miasta Lubartów. Wszyscy są wychowankami lubartowskiego klubu. Podkreślają, że nagroda to dla nich duże wyróżnienie. Jest to także, a może przede wszystkim, nagroda dla całej drużyny, choć przyznana indywidualnie trzem jej przedstawicielom.<br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/festynD40_508.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-12498" title="festynD40_508" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/festynD40_508-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a><br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>ŁUKASZ MITASZKA</strong></p>
<p>Ma 20 lat i jest wychowankiem Lewartu. Przygodę z piłką nożną rozpoczął w drużynie trampkarzy starszych, a jego <a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/Mitaszka.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-12495" title="Mitaszka" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/Mitaszka-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a>pierwszym trenerem był Przemysław Aftyka. Typowy środkowy pomocnik, dysponujący silnym uderzeniem z dystansu. Wraz z drużyną juniorów starszych w 2008 roku świętował zdobycie trzeciego miejsca w rozgrywkach I Wojewódzkiej Ligi Juniorów Starszych. W lecie 2008 roku został włączony do kadry pierwszego zespołu. W drużynie seniorów zadebiutował w wyjazdowym spotkaniu z Olendrem Nowa Sól w rozgrywkach IV ligi. Od początku ciężko walczył o wskoczenie do pierwszego składu. Łukasz to typ boiskowego walczaka – cały mecz biega i walczy o każdą piłkę. Swoimi umiejętnościami błysnął wiosną tego roku. W poprzednim sezonie był reprezentantem województwa lubelskiego. Grał w kadrze Lubelskiego Związku Piłki Nożnej w turnieju UEFA Regions Cup. Przez trzy lata gry w seniorach zdobył dla Lewartu 16 bramek. Obecnie jest wypożyczony z Lewartu do GKS Bogdanka. Ma już za sobą debiut w rozgrywkach pierwszoligowych.<br />
<strong>Mówi Łukasz Mitaszka</strong><br />
-<em> Szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się nagrody. Jej otrzymanie było dla mnie miłym zaskoczeniem i oczywiście sporym honorem. Władze miejskie doceniły piłkarzy Lewartu, z czego bardzo się cieszę. Obecnie jestem zawodnikiem GKS Bogdanka. Po kilku latach gry w Lubartowie, znalazłem się w Łęcznej i odczułem ogromną różnicę. To bardzo duży przeskok między IV ligą a zapleczem ekstraklasy. Mam na myśli wiele aspektów, m.in. sprawy organizacyjne, bazę treningową, czy też same treningi. Jestem wypożyczony do końca rundy jesiennej i niebawem trzeba się będzie zastanowić co dalej. Chciałbym zostać w Łęcznej, ale nie wszystko zależy ode mnie. Zagrałem w dwóch  spotkaniach ligowych, siedem razy byłem w kadrze meczowej. Ciągle walczę o przebicie się do zespołu. Na treningach daję z siebie wszystko, by przekonać trenera. Już niebawem okaże się gdzie będę kontynuował swoją przygodę z piłką nożną.</em></p>
<p><strong>MACIEJ JEZIOR</strong></p>
<p>Ma 26 lat i jest wychowankiem Lewartu. Przygodę z piłką nożną rozpoczynał w drużynie trampkarzy starszych, a jego <a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/Jezior.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-12496" title="Jezior" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/Jezior-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a>pierwszym trenerem był Albert Malesa. W tej grupie trenował m.in. z Michałem Serwinem i Danielem Cyrankiem, z którymi dotrwał w Lewarcie do wieku seniora. W kadrze pierwszego zespołu jest od pięciu lat. Na boisku może występować na boku lub środku obrony. Długo czekał na przebicie się do pierwszego składu, ale gdy tylko wybiegł w podstawowym zestawieniu, to nie oddał miejsca bez walki. W kilku spotkaniach był kapitanem drużyny. W każdym meczu daje z siebie wszystko i na boisku zostawia mnóstwo zdrowia. Doskonale potrafi znaleźć się przy stałych fragmentach gry, w których nie raz zdobył bramkę dla „biało-niebieskich”. Jego dorobek bramkowy w dotychczasowej karierze seniorskiej w Lewarcie, to 8 bramek. Jest laureatem Plebiscytu na Dziesięciu Najpopularniejszych Sportowców Lubartowa w 2008 roku.<br />
<strong>Mówi Maciej Jezior</strong><br />
- <em>Nagroda, którą otrzymałem podczas obchodów Dni Lubartowa, to dla mnie cenne wyróżnienie. Od początku swej przygody z piłką jestem związany z Lewartem. Jedynie na krótko byłem wypożyczony i grałem poza Lubartowem. W tym roku władze miejskie postanowiły wyróżnić piłkarz miejskiego klubu i to jest bardzo sympatyczne. Cieszę się, że włodarze pamiętają o najpopularniejszej dyscyplinie sportowej. O swojej nagrodzie dowiedziałem się dzień przed jej odbiorem i była to dla mnie duża niespodzianka.</em><br />
<em>Jak na piłkarza, to aktualnie jestem w optymalnym wieku. Dlatego, jeżeli zdrowie i czas pozwolą, to zamierzam jeszcze kilka lat reprezentować Lewart. Dotychczas udaje mi się pogodzić obowiązki rodzinne i zawodowe z trenowaniem. Myślę, że tak pozostanie w najbliższej przyszłości. Kiedy już zawieszę buty na kołku, to zastanowię się nad trenowaniem następców. Mógłbym początkującym adeptom futbolu przekazać trochę swojego doświadczenia.</em></p>
<p><strong>PRZEMYSŁAW KOSMALA</strong></p>
<p>Ma 22 lata i jest wychowankiem Lewartu. Przygodę z piłką nożną rozpoczął w drużynie trampkarzy młodszych, a jego <a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/Kosmala.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-12497" title="Kosmala" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/11/Kosmala-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a>pierwszym trenerem był Przemysław Aftyka. W tej grupie trenował m.in. z Maciejem Birskim, z którym gra obecnie w drużynie seniorów. Na boisku występuje na bokach pomocy lub jako napastnik. Wraz z drużyną juniorów starszych w 2008 roku świętował zdobycie trzeciego miejsca w rozgrywkach I Wojewódzkiej Ligi Juniorów Starszych. Po tym sezonie przyznano mu trzecie miejsce w rankingu juniorów za sezon 2007/2008. Znalazł się także w jedenastce sezonu rozgrywek juniorów starszych. Będąc juniorem występował już w drużynie seniorów Lewartu. Jego dużym atutem jest szybkość. W swojej dotychczasowej krótkiej karierze seniorskiej zdobył 8 bramek dla Lewartu.<br />
<strong>Mówi Przemysław Kosmala</strong><br />
- <em>Od najmłodszych lat interesowałem się piłką nożną. Tak, jak większość chłopaków grałem w piłkę na podwórku i oglądałem spotkania w telewizji. Stąd wzięło się moje zamiłowanie do futbolu. Nagrodę Burmistrza Lubartowa traktuję jako spore wyróżnienie. Jest to także dowód na to, że piłka nożna liczy się w Lubartowie i ma duże grono sympatyków. Myślę, iż zauważono naszą dobrą grę i doceniono, że cała drużyna zmierza w dobrym kierunku. Nagrodę traktuję jako wyróżnienie dla drużyny Lewartu. Piłka nożna nie jest sportem indywidualnym, tylko drużynowym. Osobiste osiągnięcia na boisku – asysty, czy strzelone bramki – są ważne i dają satysfakcję, jednak najważniejsze są wyniki osiągane przez zespół. Ze względu na kontuzję rundę jesienną mam z głowy. Nie mogę się doczekać powrotu na boisko. Mam nadzieję, że niebawem po urazie nie będzie śladu i wiosną wybiegnę na boisko w koszulce Lewartu.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/sport/wyroznieni-pilkarze-lewartu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Śmieszy nas to samo, co 100 lat temu</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/smieszy-nas-to-samo-co-100-lat-temu/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/smieszy-nas-to-samo-co-100-lat-temu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2011 11:26:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=12327</guid>
		<description><![CDATA[Rozmowa z Jackiem Fedorowiczem O sobie mówi, że jest średnio utalentowany. W to nie wierzymy po lekturze jego książki: „Ja, jako wykopalisko” (wydana w tym roku, powstała na podstawie tekstu z 1972 r. – kiedy bardzo popularny wówczas aktor nie zgodził się na wydanie książki z powodu jej ocenzurowania). Zapytany o Lubartów wspomina, że był [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Rozmowa z Jackiem Fedorowiczem<span id="more-12327"></span><br />
O sobie mówi, że jest średnio utalentowany. W to nie wierzymy po lekturze jego książki: „Ja, jako wykopalisko” (wydana w tym roku, powstała na podstawie tekstu z 1972 r. – kiedy bardzo popularny wówczas aktor nie zgodził się na wydanie książki z powodu jej ocenzurowania). Zapytany o Lubartów wspomina, że był tu nie pierwszy, a „nasty” raz (przepraszamy za nieodrobioną lekcję, w internecie nie wszystko można znaleźć). Mowa o Jacku Fedorowiczu, który podczas Lubartowskiego Wieczoru Kabaretowego (w czwartek, 20 października) chętnie dyskutował z publicznością. Wygłosił swoje nowe felietony. Pokazał fragmenty legendarnego programu „Dziennik Telewizyjny”, które wywołały salwy śmiechu. A nawet zechciał porozmawiać z nami…</p>
<p><strong><a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/Fedorowicz-fot.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-12328" title="Fedorowicz fot" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/Fedorowicz-fot-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>Czy współczesny, młody Polak ma poczucie humoru?</strong><br />
- Jestem w tych kwestiach przeciwnikiem wszelkiego uogólniania, ponieważ prowadzi ono do<br />
nieuprawnionych uproszczeń. I wśród młodych ludzi są tacy, którzy mają wspólne ze mną poczucie humoru, jak i wśród starszych. Ludzie są różni, że tak skończę sentencjonalnie.<br />
<strong>Co śmieszy współczesnego widza?</strong><br />
- Dokładnie to samo, co 100 lat temu. Staszek Bareja miał zwyczaj powtarzać, że w przyrodzie występuje tylko bodajże około 10 scenariuszy komediowych, podstawowych. A reszta to są tylko wariacje na ich temat.<br />
<strong>Podobno spacerował Pan przed występem po Lubartowie. Pierwszy raz odwiedził Pan nasze miasto?</strong><br />
- Droga pani, w moim wieku nie można być pierwszy raz w żadnym mieście w Polsce. W Lubartowie jestem „nasty” raz. Przyjeżdżałem tutaj najpierw z Kabaretem Wagabunda, potem z Łazuką i Szczepanikiem, potem z Tadeuszem Rossem, potem sam… A pomiędzy jeszcze w innych różnych konfiguracjach. Muszę powiedzieć, że ogromnie mi się podoba to, co w Lubartowie widzę, bo parę lat nie było mnie tutaj. Dopasowanie nowej architektury do tego, co było. A po drugie, podoba mi się schludność, czystość. Człowiek idzie chodnikiem i nie wpada w dziurę. To przez 50 lat socjalizmu niestety nie udawało się nigdzie zrobić, a tu proszę – jest.<br />
<strong>Czym pan się zajmuje na co dzień? Coś nowego wydarzyło się w pana życiu?</strong><br />
- Odpowiedź na to jest nieefektowna bardzo, ponieważ ja po prostu pracuję i nie ma w tym nic ekscytującego. Może to wzbudzić wręcz pewną niechęć do odpowiadającego. Przygotowuję najprzeróżniejsze występy, rysuję do Wprost. To wszystko zajmuje mi bardzo dużo czasu, ponieważ jestem średnio utalentowany i staram się to nadrobić pracowitością.<br />
Rozmawiała: Aleksandra Jędryszka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/smieszy-nas-to-samo-co-100-lat-temu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lubartów lepszy niż Jamajka</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/lubartow-lepszy-niz-jamajka/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/lubartow-lepszy-niz-jamajka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Oct 2011 08:05:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=12178</guid>
		<description><![CDATA[Rafał Patyra  jest dziś jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej. Jako dziennikarz obsługiwał m.in. mistrzostwa świata w piłce nożnej i komentował wiele spotkań reprezentacji Polski. Jednak niewiele osób wie, że swoje pierwsze kroki stawiał w Lubartowie, gdzie uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. Księcia Pawła Karola Sanguszki. We wrześniu był pan gościem honorowym podczas [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Rafał Patyra  jest dziś jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej. Jako dziennikarz obsługiwał m.in. mistrzostwa świata w piłce nożnej i komentował wiele spotkań reprezentacji Polski. Jednak niewiele osób wie, że swoje pierwsze kroki stawiał w Lubartowie, gdzie uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. Księcia Pawła Karola Sanguszki.</strong><span id="more-12178"></span></p>
<p><strong>We wrześniu był pan gościem honorowym podczas otwarcia boisk w Zespole Szkół nr 2 im. Księcia Pawła Karola Sanguszki w Lubartowie. Jakie odczucia towarzyszyły tej podróży sentymentalnej?</strong><br />
- Im jestem starszy, tym jestem bardziej sentymentalny. Bardzo dobrze wspominam cztery lata spędzone w tym miejscu. Po wakacjach wracałem tutaj z przyjemnością, ponieważ przyciągał mnie klimat charakterystyczny dla szkoły. Z czasów licealnych pamiętam fajnych nauczycieli. Do tej pory mam z nimi kontakt, a ze swoim wychowawcą Januszem Kuncem spotykam się teraz na stopie prywatnej.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/uczniowie-Patyra-fotka1.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-12180" title="uczniowie Patyra fotka1" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/uczniowie-Patyra-fotka1-300x265.jpg" alt="" width="300" height="265" /></a>Często powraca pan do Lubartowa?</strong><br />
- Moje odwiedziny nie są tak częste, jakbym chciał. Kiedy mam do wykorzystania urlop, rzadziej myślę o Egipcie, Turcji czy Jamajce, ale bardziej ciągnie mnie do Lubartowa. Może nie po to, żeby siedzieć tu dwa tygodnie, ale aby przyjechać tu na dzień lub dwa i powspominać stare kąty. Lubię też okolice Klasztoru Ojców Kapucynów, ponieważ są blisko mojego byłego miejsca zamieszkania. Dodatkowo, kwitły tam piękne kasztany. W Lubartowie czuję się jak w domu. Warszawa, choć mieszkam tam od kilku lat, nie ma dla mnie tak dużego ładunku emocjonalnego.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Zawód dziennikarza był marzeniem czy dziełem przypadku?</strong><br />
- Na pewno nie było w tym przypadku. Od zawsze chciałem być piłkarzem. Jednak już w szóstej klasie szkoły podstawowej na godzinie wychowawczej zadeklarowałem, że będę dziennikarzem sportowym pracującym w telewizji. Wszystko się pięknie ułożyło i wychodzi na to, że jeśli człowiek będzie walczył o swoje marzenia, to wszystko się ułoży. Łatwość pisania pomagała mi w pisaniu artykułów do gazetek szkolnych zarówno w podstawówce,  jak i w liceum. Po zakończeniu nauki w szkole średniej, wybrałem Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie. Będąc na AWF, podjąłem prywatnie drugi kierunek studiów – dziennikarstwo. Zacząłem współpracować z kilkoma gazetami, zdobywając swoje pierwsze poważne doświadczenia. Przygodę z telewizją rozpocząłem, wygrywając jeden z castingów, a dzięki temu pojawiły się kolejne oferty.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Dla Rafała Patyry dziennikarstwo jest bardziej pasją czy zawodem?</strong><br />
- Dziennikarstwo to zdecydowanie moja pasja. Gdyby priorytetem w tym zawodzie było tylko sprawdzanie stanu konta, to nie miałoby to sensu. Nie znam chyba nikogo, kto jest dziennikarzem sportowym i robi to wyłącznie dla pieniędzy. Ta praca, to realizowanie swoich ambicji, przygoda, podróże, poznawanie nowych ludzi. Myślę, że pasja, zamiłowanie i zainteresowanie są najważniejsze.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kto był pana autorytetem kilkanaście lat temu, a kto jest nim teraz?</strong><br />
- Kiedyś moim wzorem byłaby osoba z ogromnym bagażem zdolności piłkarskich. Dziś zapewnie wskazałbym postać, która oprócz umiejętności ma dobrze poukładane w głowie. Obecnie najlepszym piłkarzem globu jest Lionel Messi. Takiego Messiego wtedy nie było.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jakie są rady doświadczonego dziennikarza dla początkujących?</strong><br />
- Pasja i upór są najważniejsze w tym zawodzie.  Na studiach mówi się, że jeśli chcesz być dobry w tym co robisz, to musisz być przygotowany na to, że wyrzucą cię drzwiami, a ty musisz wejść oknem. Nie odpuszczaj i staraj się realizować, to co założyłeś. Trzeba być upartym, twardym i mieć grubą skórę. Dziennikarze są różnie postrzegani w zależności od tego, czym się zajmują i dla jakich mediów pracują. Warto mieć sztywny kręgosłup moralny i nie dać się złamać, nie dać sobą pomiatać. Jeśli ktoś chce cieszyć się szacunkiem, to musi być uczciwy wobec siebie i wobec ludzi. To my kreujemy politykę i obraz tego świata. Bierzemy za to odpowiedzialność, bo jeśli bardzo wykoślawimy rzeczywistość, to wielu ludzi za tym pójdzie. To od nas dziennikarzy zależy w dużej mierze, jaki będzie sport i świat. Nieprofesjonalnym jest, kiedy dziennikarz zamiast oceniać występy sportowca na boisku, ocenia jego życie prywatne.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Rafał Patyra odczuwa jeszcze tremę?</strong><br />
- Największa trema pojawia się oczywiście na początku. Kiedy nabiera się doświadczenia i rutyny, jest łatwiej. Z pewnością mała „tremka” jest zawsze, ale działa ona mobilizująco.</p>
<p>Rozmawiały: Karolina Kirylak i Kasia Danił, kl. I d, I LO</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/lubartow-lepszy-niz-jamajka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najlepsza w Polsce</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/sport/najlepsza-w-polsce/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/sport/najlepsza-w-polsce/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Oct 2011 10:10:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sport]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=12038</guid>
		<description><![CDATA[Przed tygodniem przedstawiliśmy wyniki Mistrzostw Polski seniorów w taekwon-do. Najlepszą zawodniczką tej imprezy została Ilona Działa. Z przedstawicielką Miejskiego Klubu Sportowego „Lewart” AGS Lubartów rozmawia Ireneusz Góźdź. Jak wyglądały Twoje przygotowania do Mistrzostw Polski? Na pewno inaczej niż zazwyczaj. Spowodowane było to moim pobytem w Legionowie, poza Lubartowem, a jednocześnie też poza klubem macierzystym – [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Przed tygodniem przedstawiliśmy wyniki Mistrzostw Polski seniorów w taekwon-do. Najlepszą zawodniczką tej imprezy została Ilona Działa. Z przedstawicielką Miejskiego Klubu Sportowego „Lewart” AGS Lubartów rozmawia Ireneusz Góźdź.<span id="more-12038"></span><br />
<strong>Jak wyglądały Twoje przygotowania do Mistrzostw Polski?</strong><br />
Na pewno inaczej niż zazwyczaj. Spowodowane było to moim pobytem w Legionowie, poza Lubartowem, a jednocześnie też poza klubem macierzystym – Lewartem, w którym zawsze byłam przygotowywana do zawodów pod okiem trenera Jerzego Jeduta. Nie chcąc rezygnować ze startu w mistrzostwach, sama opracowałam sobie program treningowy. Tak naprawdę zaczęłam go realizować już w lipcu od ćwiczeń ogólnorozwojowych, siłowych i kondycyjnych, wprowadzających mnie w nowy sezon startowy. Od września weszłam na salę treningową klubu LKS Lotos Jabłonna, gdzie bardzo gościnnie przyjął mnie trener tego klubu Tomasz Szczepaniuk. Treningi prowadzone były pod kątem konkurencji w których startuję, dlatego mogłam płynnie kontynuować przygotowania.</p>
<p><strong><a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/Ilona-Dzia%C5%82a11.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-12039" title="Ilona Działa11" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/Ilona-Dzia%C5%82a11.jpg" alt="" width="152" height="156" /></a>Były to dla Ciebie bardzo owocne zawody, podczas których zdobyłaś trzy złote medale. Tobie przypadł także tytuł najlepszej zawodniczki imprezy.</strong><br />
Zawody uważam za bardzo udane, co potwierdzają wyniki. Zdobyłam dwa złote medale indywidualnie – w układach formalnych stopni II dan i w walkach w kategorii do 58 kilogramów. Razem z koleżankami z Lewartu okazałyśmy się najlepsze w walkach drużynowych. Nie ukrywam jednak, że okres przygotowawczy do zawodów był dla mnie wyzwaniem i sprawdzianem, jak sama poradzę sobie z przygotowaniem i na ile będzie to skuteczne. Jednak wiara w to co robię i solidny trening dały swoje odbicie w złotych medalach. Tytuł najlepszej zawodniczki zawodów nie przypadł mi po raz pierwszy, jednak to właśnie ten kolejny potwierdza ciągłą formę i motywuje do dalszej pracy.</p>
<p><strong>Jakie są Twoje najbliższe plany sportowe?</strong><br />
Obecnie przygotowuję się do Mistrzostw Europy seniorów, które odbędą się w dniach 21-23 października w Bratysławie. Od 14 października będę przebywać na zgrupowaniu kadry narodowej w Zakopanem pod okiem trenerów Grzegorza Ozimka i Waldemara Doleckiego. Będzie to czas na ostatnie szlify formy oraz na pełną koncentrację i wyciszenie przed zawodami. Z Zakopanego razem z koleżankami i kolegami z kadry udam się na mistrzowską imprezę do Bratysławy. Mam nadzieję, że Słowacja będzie dla mnie i reprezentacji Polski szczęśliwa.</p>
<p><strong>Dziękuję za rozmowę.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/sport/najlepsza-w-polsce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hospicjum. Mój drugi dom</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/hospicjum-moj-drugi-dom/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/hospicjum-moj-drugi-dom/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 06 Oct 2011 10:17:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=11984</guid>
		<description><![CDATA[Rozmowa z Justyną Dalentką, psychologiem z Hospicjum Świętej Anny w LubartowieKiedy byłam na studiach, przechodząc obok niego zawsze myślałam, że jest tam dużo cierpienia i smutku. W dzisiejszych czasach liczy się młodość, sprawność. A tam następuje zetknięcie się ze śmiercią. Jakimi osobami się opiekujecie? – Dorosłymi, u których stwierdzono chorobę nowotworową. Są u nas pacjenci [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Rozmowa z Justyną Dalentką, psychologiem z Hospicjum Świętej Anny w Lubartowie</strong><span id="more-11984"></span><strong>Kiedy byłam na studiach, przechodząc obok niego zawsze myślałam, że jest tam dużo cierpienia i smutku. W dzisiejszych czasach liczy się młodość, sprawność. A tam następuje zetknięcie się ze śmiercią. </strong></p>
<p><strong>Jakimi osobami się opiekujecie? </strong><br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/wywiad_hospicjum.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-11985" title="wywiad_hospicjum" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/wywiad_hospicjum-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>– Dorosłymi, u których stwierdzono chorobę nowotworową. Są u nas pacjenci w wieku od 20 kilku lat wzwyż. Wszyscy pacjenci zapadają nam w pamięć, ponieważ dzielą się z nami swoimi doświadczeniami, a my towarzyszymy im w jednym z najważniejszych momentów w ich życiu. W hospicjum są osoby, które potrzebują opieki całodobowej. Część pacjentów, to osoby samotne, które nie są w stanie samodzielnie zająć się sobą. Inni pacjenci podejmują decyzję wraz z rodziną, która już nie radzi sobie z pacjentem, bo potrzeba mu opieki fachowej, silniejszych leków. Dla nas, jeśli pacjent spełnia warunki, nie ma znaczenia kim był, czy kim jest. Poza tym, hospicjum to miejsce bardzo kameralne, w którym panuje poczucie spokoju i bezpieczeństwa.</p>
<p><strong>Jaka jest twoja rola w hospicjum?</strong><br />
– Do pacjenta, który jest nowo przyjęty, staram się iść pierwsza, jeszcze przed lekarzem. Muszę zobaczyć, czy pacjent jest świadomy gdzie się znajduje, czy się boryka z problemem niepokoju, czasami też z trudnymi doświadczeniami pobytu w szpitalu. To on przenosi na nas wiedzę i swoje problemy, a my staramy się pomóc, dać szansę aby opowiedział, co jest jego największą dolegliwością. Analizuję jego potrzeby i dzielę się tym z personelem, aby mógł odpowiednio reagować. Informuję też pacjenta za zgodą rodziny, gdzie się znajduje. Opowiadam mu o zasadach, o zespole, który tutaj pracuje. Proszę, aby nie bał się mówić głośno o swoich potrzebach, aby miał tę odwagę.</p>
<p><strong>Często na początku pacjenci płaczą, odreagowują stres, czy szok. Są przecież w nowym miejscu. Ale później coraz częściej się uśmiechają. </strong></p>
<p>– Podczas tak zwanej rozmowy terapeutycznej pacjent może opowiedzieć mi o sobie, o swojej chorobie. Moim zadaniem jest również poprawa jego nastroju. Uznaję, że wszystkie stany emocjonalne takie jak lęk, ból, gniew, które towarzyszą pacjentowi, są naturalne. Poprzez rozmowy staram się także, aby pacjent mógł nazwać to, co przeżywa. Staram się go zdystansować do choroby. Motywuję pacjentów, aby mogli znaleźć sens tego, co się dzieje w ich życiu. Często towarzyszy im poczucie małej wartości, przez co czują się odrzuceni, odizolowani od innych. Mam taką filozofię, że wszystko co dzieje się w życiu, to nie przypadek.</p>
<p><strong>Staram się, aby pacjenci popatrzyli na swoją chorobę jako na zadanie, że to jest coś, z czego muszą się w pewnym sensie wywiązać.</strong></p>
<p><strong>Chodzi o motywację?</strong><br />
– Tak, trzeba pacjenta przekonać, aby swoją postawą dał świadectwo rodzinie, czy personelowi, jak żyć na tym ostatnim etapie. Czasami zdarzają się też rozmowy o śmierci. Mają za zadanie jakby pomóc spojrzeć pacjentowi na śmierć, jako jeden z takich najważniejszych momentów, do którego powinno się przygotować. Jest to potrzebne do obalania mitów dotyczących śmierci. Często pacjenci mają przekonanie, że kiedy przychodzi moment śmierci, to wówczas będą strasznie cierpieć, ale</p>
<p><strong>sam moment śmierci przychodzi bardzo niepostrzeżenie i większość osób odchodzi łagodnie.<br />
Bardzo ważna w mojej pracy jest także kwestia duchowości. </strong></p>
<p>Znacznie łatwiej pracuje się z pacjentem, który wierzy w Boga. Wiara tutaj nabiera nowego znaczenia. W sferze psychicznej i fizycznej podczas choroby nie można już wiele zmienić. Wiara powoduje poczucie sensu, chory dzięki wierze rodzi sobie dużo lepiej.</p>
<p><strong>Na czym polega współpraca z rodzinami pacjentów?</strong><br />
– One borykają się z niepokojem, często nie wiedzą czego oczekiwać od hospicjum. Tak naprawdę większość rodzin nie rozumie opieki hospicyjnej. Odczuwa poczucie winy, że zostawia pacjenta. Często bywa również tak, że rodziny, które oddają do hospicjum swoją bliską osobę, są napiętnowane przez sąsiadów, czy dalszą rodzinę. Jest to dla nich bardzo bolesne. Z jednej strony chcą pomóc, a z drugiej<br />
<strong><br />
– rodziny odczuwają bezsilność i osamotnienie. Boją się etykietowania ze strony innych.</strong></p>
<p>Część rodzin właśnie dlatego zatrzymuje chorych w domu, gdzie oni strasznie cierpią, nie mając dostępu do całodobowej medycznej opieki, silniejszych leków uśmierzających ból. Ważne jest to, żeby rodzina ustaliła sobie hierarchię wartości. Dla nich najważniejsze powinno być dobro osoby najbliższej. Moją pracą jest również towarzyszenie rodzinie w opiece nad pacjentem. Większość rodzin przychodzi, spełnia zachcianki chorego np. dotyczące jedzenia, siedzą z pacjentami, nocują tutaj, bo także mają taką możliwość.</p>
<p><strong><br />
Zależy nam na poczuciu bezpieczeństwa pacjenta, dlatego rodzina jest bardzo ważna w takich momentach.</strong></p>
<p>Choroba pacjenta zmienia relacje i funkcjonowanie całej rodziny. Muszą nauczyć się radzić sobie, opiekując się bliską osobą, ale również nie zaniedbywać własnych potrzeb. Pomagam im w tej nauce.</p>
<p><strong>Jakie są relacje między pacjentem a rodziną, w obliczu choroby? </strong><br />
– Jeśli jest poczucie więzi i wsparcia, relacje bardziej się zacieśniają. Rodzina próbuje choremu pomagać na różne sposoby. Jeżeli jest liczna, a więzi są bardzo mocne, to wtedy wszyscy dzielą się opieką nad chorym, wymieniają się, nie zapominając o swoich potrzebach. Jest również wiele sytuacji, w których bliscy chorego mają między sobą napięcia, konflikty. Wówczas one bardzo mocno się uwidaczniają w obliczu choroby. Pojawia się złość wynikająca z nagromadzenia obowiązków, a to powoduje wzajemną niechęć. Zdarza się również, że jesteśmy świadkami kłótni. Czasem chory nie chce, aby rodzina go odwiedzała.<br />
<strong><br />
Czy zapadł ci szczególnie w pamięć któryś z pacjentów?</strong><br />
– Pamiętam jak przyszłam po raz pierwszy do hospicjum na rozmowę kwalifikacyjną.<br />
<strong><br />
Myślałam, że wszyscy pacjenci leżą i nikt nie wstaje z łóżek. A tu wielkie zaskoczenie! Gdy przeszłam tylko przez drzwi, przywitał mnie miły pan na wózku.</strong></p>
<p>Pan zaczął ze mną rozmawiać, jak byśmy znali się od wielu lat. To właśnie on pomógł mi w przełamaniu lęku przed rozmową z pacjentami. Był tutaj pacjent, przez kilka miesięcy, z którym bardzo się zżyłam. Hospicjum bardziej traktował jako sanatorium. Śmiał się, żartował, sam nas prowokował do żartów. W życiu był aktywistą, dużo robił na rzecz innych osób. Pamiętam, że jego stan nagle pogorszył się z dnia na dzień. Czułam od niego wtedy taki smutek, żal, niedocenianie, osamotnienie, bo odwiedzał go wówczas tylko jeden kolega. Gdy nadszedł u niego już ten stan agonalny, jego znajomi, nie wiedząc o jego stanie, chcieli go w pewien sposób wynagrodzić za to, że tak wiele robił dla innych. Jednak kiedy przyszli do hospicjum, to było już za późno. Był już nieprzytomny.</p>
<p><strong>Doczekał nagrody, ale już o tym nie zdążył się dowiedzieć. Dlatego ważne jest, żeby korzystać z czasu, kiedy chory jest jeszcze w stanie nawiązać kontakt, nawiązać normalne relacje. </strong><br />
<strong><br />
Czy odwiedzacie również rodziny chorych w ich domach?</strong><br />
– Zwykle jest około piętnastu pacjentów pod opieką domową. O chorego troszczy się wtedy rodzina, która wykonuje podstawowe czynności przy nim. A my ze strony hospicjum jeździmy do niego z opieką medyczną i psychologiczną.<br />
<strong><br />
A co z rodzinami, których bliscy odeszli tutaj, w hospicjum?</strong></p>
<p>– Zdarza się, że przychodzą do hospicjum, zaglądają do sal, w których leżeli ich bliscy. Hospicjum organizuje msze święte miesiąc po odejściu chorego, na których zbierają się rodziny. Zdarza się, że ktoś z rodziny zmarłego przynosił prezenty osobom, które leżały obok pacjenta.</p>
<p><strong><a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/wolontariusze.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-11986" title="&lt;KENOX S760  / Samsung S760&gt;" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/10/wolontariusze-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Wolontariat hospicyjny prowadzi również akcję dla dzieci osieroconych. Michał Filipowicz z wolontariatem organizuje wycieczki dla nich</strong></p>
<p>W tamtym roku byliśmy w Lublinie na wycieczce w Plazie, na kręglach. Mieliśmy także małą audiencję z arcybiskupem Józefem Życińskim. W tym roku zorganizowana była wycieczka do Kazimierza Dolnego. Organizujemy im również prezenty na dzień dziecka, mikołajki, czy gwiazdkę. Jest również odprawiana raz w roku msza święta dla wszystkich rodzin.</p>
<p>Rozmawiała Emilia Kosek</p>
<p><strong>Lubartowskie Stowarzyszenie Hospicjum św. Anny w Lubartowie działa od 2007 roku. Pomysłodawcą i założycielem był śp. Ks. prałat Andrzej Tokarzewski. Hospicjum przyjmuje osoby dotknięte chorobą nowotworową w ostatnim jej stadium.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/hospicjum-moj-drugi-dom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chcemy być prawdziwi</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/chcemy-byc-prawdziwi/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/chcemy-byc-prawdziwi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Sep 2011 08:14:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=11715</guid>
		<description><![CDATA[Wywiad z Wojciechem Wojdą, wokalistą Farben Lehre Jak oceniasz przegląd kapel na Lubartowskim Rock Alert Festiwalu? Ogólnie rzecz biorąc poziom kapel na przeglądzie był bardzo przeciętny, natomiast zespół, który zwyciężył oceniłbym wysoko. Panowie ewidentnie wiedzą, czego chcą i potrafią to przełożyć na dźwięki oraz słowa. Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni, niestety. Niektóre zespoły muszą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wywiad z Wojciechem Wojdą, wokalistą Farben Lehre</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak oceniasz przegląd kapel na Lubartowskim Rock Alert Festiwalu?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Ogólnie rzecz biorąc poziom kapel na przeglądzie był bardzo przeciętny, natomiast zespół, który zwyciężył oceniłbym wysoko.<span id="more-11715"></span> Panowie ewidentnie wiedzą, czego chcą i potrafią to przełożyć na dźwięki oraz słowa. Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni, niestety. Niektóre zespoły muszą jeszcze dużo popracować, zanim zdecydują się po raz kolejny wyjść na scenę. Stanowczo za dużo było przypadkowości, złego doboru repertuaru, długiego ustawiania się na scenie i braku pomysłu na granie. Nie potrafię powiedzieć czy kapela, która wygrała, ma jakąś świetlaną przyszłość, jednak na pewno posiada spory potencjał.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jakieś rady dla młodych zespołów, które zaczynają grać i chcą się w pewien sposób wybić?</strong><br />
Żeby robili to, co lubią, nie przykładali zbyt dużej wagi do pieniędzy i przyziemnych zabaw, związanych z funkcjonowaniem zespołu. Należy pamiętać, że to muzyka jest najważniejszą wartością i elementem łączącym poszczególnych instrumentalistów. Tak naprawdę kluczowa jest właściwa kolejność priorytetów. Muzyk powinien dostawać pieniądze za granie, kiedy jest prawdziwy w tym, co robi, a jego muzyka ma konkretny i szczery przekaz. Jeżeli zakładając kapelę pilnujemy tylko koniunktury, staramy się grać rzeczy akurat modne, to stajemy się mało autentyczni i nie przetrwamy najtrudniejszej próby czasu. Skoro nie masz nic ciekawego do przekazania, to zajmij się czymś innym. A jeśli masz – walcz o swoje, konsekwencją, determinacją i wiarą w siebie możesz coś osiągnąć.<br />
<strong><br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/09/flwojda.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-11762" title="flwojda" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/09/flwojda-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a>Na scenie gracie już 25 lat. Nie mieliście przez te wszystkie lata momenty wypalenia, czy zawieszenia działalności?</strong><br />
To jest trochę tak, jak z prawdziwą miłością. Jeśli dwie osoby naprawdę się kochają, to nic ich nie rozłączy, wszystko są w stanie sobie wybaczyć i pokonać wszelkie przeciwności losu. Podobnie z muzyką. Jeżeli robisz to, co naprawdę lubisz, wtedy nie ma miejsca na jakiekolwiek wypalenie. Dla mnie ewidentną wartością Farben Lehre jest to, że lubimy to, co robimy. Zawsze dajemy z siebie wszystko, koncerty gramy na maksa, a nie na przysłowiowe „pół gwizdka”. Natomiast wiadomo, że przy 25-letnim jubileuszu musimy zadać sobie pytanie, jak długo będziemy to robić? Dlatego odpowiedź brzmi: tak długo jak będziemy autentyczni, jak to, co robimy będzie nas bawiło, cieszyło i będzie nam sprawiało przyjemność. A z drugiej strony musimy mieć świadomość, że mamy dla kogo grać. Gdyby taki moment wątpliwości nastąpił wcześniej, to by nie było już tego zespołu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ale kryzys był…</strong><br />
Kryzys w ciągu tak długiego okresu czasu to rzecz naturalna. W naszym przypadku pojawił się pod koniec lat 80-tych i miał raczej charakter personalny niż muzyczny. Taka sytuacja zdarzyła się przy wyjeździe do Włoch, zimą 1998 roku, podczas trasy koncertowej po północy tego kraju. Wówczas zauważyłem, że koledzy z zespołu byli mocniej zainteresowani imprezami po koncertach, aniżeli samym koncertem. Bardziej kręciła ich otoczka wokół zespołu, niż sam zespół i jego muzyka. Taka postawa jest dla mnie po prostu nie do zaakceptowania. Uznałem wtedy, że nasze drogi się rozeszły zbyt znacząco, więc po powrocie do kraju rozstałem się z ówczesnymi kolegami. Znalazłem nowych muzyków, nowe pomysły, nową energię i – być może dzięki temu – gramy do dzisiaj. Nie zamierzam ukrywać, że być albo nie być tego zespołu w największym stopniu zależy ode mnie. Jest to moje „dziecko” i jeśli stwierdzę, że nadszedł nasz koniec, to tak będzie. Ale jeszcze trochę pogramy (uśmiech).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Tyle lat na scenie, czy nie czujecie się czasami jak „staruszkowie”? </strong><br />
Wiek nie ma większego znaczenia, żeby rozumieć się nawzajem. Faktycznie czasami obserwuję zespoły, które funkcjonują już bardzo długo i wychodząc na scenę męczą się ze sobą, nie mają siły, weny czy animuszu do grania. Mogliby sami odciąć sobie tlen, bo momentami żal patrzeć na takie powolne dogorywanie. Z drugiej jednak strony widzę też młode kapele, które grają zaledwie kilka lat, a są absolutnie zmanierowane, dziwnie znużone i maksymalnie gwiazdorzą, choć z reguły nie mają do tego żadnych podstaw. W związku z powyższym wiek nie jest do końca adekwatnym kryterium. Bardziej zwracałbym uwagę na to, co dany zespół reprezentuje sobą na scenie, poza sceną i jak realizuje się w swojej twórczości.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Graliście już w Lubartowie…</strong><br />
W 1994 i 95 roku, czyli kilkanaście lat temu. Mogę się założyć, że na sali pojawiło się zaledwie kilka osób, które wówczas były i uważam, że bawili się gorzej niż współcześni młodzi ludzie. Reprezentują postawę, polegającą na znanym stereotypie, że „w tym wieku już nie wypada szaleć”. Ja mam do tego zupełnie inne podejście. Może to jest trochę tak, że my jesteśmy takimi dużymi dziećmi, które mimo upływającego czasu się nie zmieniają. Jeśli starzelibyśmy się razem z naszą publiką, to po pierwsze pod sceną średnia wieku wynosiłaby 40 lat, a po drugie nasze koncerty swoją atmosferą przypominałyby wspominki a’la Skaldowie czy Czerwone Gitary. A tak nie jest. Skoro jednak gramy dla znacznie młodszej publiczności, to należałoby zadać pytanie, dlaczego oni chcą przychodzić na nasze koncerty? Muzyka Farben Lehre jest dla nich głównym magnesem, a my nie czujemy się jako staruszkowie.    Rozmawiała Emila Kosek</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/chcemy-byc-prawdziwi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tradycja zobowiązuje</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/tradycja-zobowiazuje/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/tradycja-zobowiazuje/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Sep 2011 10:11:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=11712</guid>
		<description><![CDATA[Z Januszem Pożakiem, dyrektorem XXXV Ogólnopolskiego Wyścigu Kolarskiego po Ziemi Lubartowskiej rozmawia Ireneusz Góźdź Jak od strony organizacyjnej ocenia pan tegoroczny wyścig? O naszym lubartowskim wyścigu mogę mówić wyłącznie pozytywnie. Organizacyjnie wszystko było bardzo dobrze przygotowane a trasy odpowiednio oznaczone i zabezpieczone. Impreza jest dobrze odbierana w środowisku kolarskim. Przyjeżdżają do nas kluby z całej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Z Januszem Pożakiem, dyrektorem XXXV Ogólnopolskiego Wyścigu Kolarskiego po Ziemi Lubartowskiej rozmawia Ireneusz Góźdź</strong><span id="more-11712"></span></p>
<p><strong>Jak od strony organizacyjnej ocenia pan tegoroczny wyścig?</strong><br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/09/Pozak1x.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-11713" title="Pozak1x" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/09/Pozak1x-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a>O naszym lubartowskim wyścigu mogę mówić wyłącznie pozytywnie. Organizacyjnie wszystko było bardzo dobrze przygotowane a trasy odpowiednio oznaczone i zabezpieczone. Impreza jest dobrze odbierana w środowisku kolarskim. Przyjeżdżają do nas kluby z całej Polski. W tym roku oprócz przedstawicieli klubów z naszego województwa gościliśmy zawodników m.in. z Gliwic, Kęt, Białegostoku, Piaseczna, Łodzi, Częstochowy, Bełchatowa, Kielc, Sokołowa Podlaskiego, Sokółki, Rzeszowa, Grudziądza. Mieliśmy także gości z Białorusi. Trenerzy ekip podkreślali, że etapy umiejscowione są na drogach o dobrej nawierzchni, co dla kolarzy jest szczególnie istotne. Warto podkreślić, że nasz wyścig ma długą historię. Możemy szczycić się tym, że jesteśmy jednym z najstarszych wyścigów, organizowanych cyklicznie w Polsce.</p>
<p><strong>Przeprowadzenie takiego przedsięwzięcia to zapewne praca dla sztabu ludzi. Bez pomocy sponsorów chyba trudno byłoby właściwie zorganizować ściganie po Ziemi Lubartowskiej?</strong><br />
Podczas każdego etapu w organizacji pomagało ponad 30 osób. Korzystając z gościnności „Lubartowiaka” chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomagali w organizacji wyścigu. Dziękuję władzom samorządowym miasta Lubartów, gmin Kock, Ostrów Lubelski, Lubartów, Michów, Serniki, Ostrówek, Abramów, Niedźwiada, Kamionka przez które jeździli kolarze oraz władzom Powiatu Lubartowskiego. Dziękuję lubartowskiej Policji, Straży Miejskiej, służbie zdrowia oraz strażakom OSP z następujących miejscowości: Nowodwór Wieś, Nowodwór-Piaski, Serniki, Pałecznica, Chlewiska, Ostrówek, Tarkawica, Talczyn, Białobrzegi, Michów, Ostrów Lubelski – za wzorowe zabezpieczenie tras i czuwanie nad bezpieczeństwem uczestników. Szczególnie dziękuję wszystkim sponsorom, bez wsparcia których ciężko byłoby zorganizować imprezę. Są to: Drukarnia DAKO Lubartów, Luvi Lubartów, Wibro Lubartów, Dekal Lubartów, Stella Pack Lubartów, Spółdzielnia Mleczarska „Michowianka” Michów, Trykacz Lubartów, TECH Lubartów, MLEXER Lubartów, Mariol Lubartów, Klinkier Puławy, Termochem Puławy. Podziękowania i słowa uznania za pomoc należą się także członkom komitetu organizacyjnego wyścigu oraz wolontariuszom.</p>
<p><strong>Jak na tle innych kolarzy zaprezentowali się zawodnicy sekcji kolarskiej Lewartu?</strong><br />
Biorąc pod uwagę, że dysponujemy skromną grupą zawodników, to wyniki należy zaliczyć do bardzo udanych. Według mnie dziewczyny i chłopaki zasłużyli na „piątki”. Wśród juniorów zwyciężył Patryk Pożak i jest to jego duży sukces. Przed ostatnim etapem szansę na końcowe zwycięstwo w tej grupie miało sześciu kolarzy. Piotr Urban, mimo iż zajął na ostatnim etapie trzecie miejsce, w klasyfikacji końcowej był tuż za podium. W młodziczkach Patrycja Urban była druga, a końcowy triumf przegrała dość pechowo. W końcówce ostatniego etapu spadł jej łańcuch i straciła kontakt z czołówką. Gdyby nie to, miałaby szansę zostać najlepszą młodziczką wyścigu. Jestem trochę zawiedziony postawą Marka Kazubka w ściganiu juniorów młodszych. Miał bardzo dobry początek sezonu. Potem był już chyba przemęczony i zaprezentował się słabiej, niż oczekiwałem.<br />
Dziękuję za rozmowę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/tradycja-zobowiazuje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pik Karakol – cel nadal aktualny</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/pik-karakol-%e2%80%93-cel-nadal-aktualny/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/pik-karakol-%e2%80%93-cel-nadal-aktualny/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Sep 2011 07:35:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=11593</guid>
		<description><![CDATA[Próbę zmierzenia się ze szczytem podjął Karol Zalewski z Lubartowa. Zabrał ze sobą „Lubartowiaka”. Pik Karakol (5218 m n.p.m.) to szczyt znajdujący się w górach Tien-szan („Niebiańskie Góry”) w paśmie górskim Teskey Ala-Too. Pasmo to położone jest w pobliżu największego jeziora Kirgistanu Issyk-kul. Swoją wyprawę rozpocząłem w połowie lipca samotnym lotem z Warszawy przez Moskwę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Próbę zmierzenia się ze szczytem podjął Karol Zalewski z Lubartowa. Zabrał ze sobą „Lubartowiaka”. Pik Karakol (5218 m n.p.m.) to szczyt znajdujący się w górach Tien-szan („Niebiańskie Góry”) w paśmie górskim Teskey Ala-Too. Pasmo to położone jest w pobliżu największego jeziora Kirgistanu Issyk-kul. </strong><span id="more-11593"></span><br />
Swoją wyprawę rozpocząłem w połowie lipca samotnym lotem z Warszawy przez Moskwę do Biszkeku, stolicy Kirgistanu. Na lotnisku w Warszawie spotkałem kilka grup Polaków, którzy również lecieli do Kirgistanu, nosząc się z górskimi planami. Ja w odróżnieniu od nich, co spotkało się ze zdziwieniem, nie miałem w planach zdobywania Piku Lenina.<br />
<a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/09/lubartowiak_w_kirgistanie1.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-11594" title="lubartowiak_w_kirgistanie1" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/09/lubartowiak_w_kirgistanie1-199x300.jpg" alt="" width="199" height="300" /></a>W Biszkeku wylądowałem następnego dnia po godz. 13. Uprzejmy taksówkarz, wiozący mnie do centrum, zauważył na moim zegarku nieaktualną godzinę – czas moskiewski. W stolicy Kirgistanu spędziłem dwa dni, zatrzymując się u zaprzyjaźnionej polonijnej rodziny. Przyjęli mnie pysznym obiadem z tradycyjną rosyjską zupą okroszką, którą spożywa się na zimno. Było to coś idealnego w tym momencie. Za oknem temperatura przekraczała 30 stopni w cieniu. Wieczorem wybrałem się z Wiką, córką moich gospodarzy, na spacer po mieście. Następnego dnia w południe wsiadłem w marszrutkę i po 6 godzinach jazdy dotarłem nad jezioro Issyk-kul. Celem był Dom Rekolekcyjno-Wypoczynkowy, który jest dziełem mojego przyjaciela, Brata Damiana Wojciechowskiego, jezuity od 7 lat mieszkającego w Kirgistanie. Co roku odbywają się tam różne obozy dla dzieci i młodzieży.<br />
W tym roku jedną grupę wolontariuszy stanowili studenci z Duszpasterstwa Akademickiego UMCS, którą do Kirgistanu sprowadził ks. Paweł Bartoszewski.<br />
<strong>W Dolinie Karakol</strong><br />
Dojechał do nas Ojciec Adam Malinowski z Warszawy, ostatni uczestnik naszej wyprawy. Po dwóch dniach spędzonych nad jeziorem o 5 rano ruszyliśmy do Doliny Karakol. Pojechali z nami studenci, z którymi byliśmy tam przez 3 dni. Biwak rozbiliśmy na wysokości 2600 m n.p.m. Codziennie wychodziliśmy<br />
w góry, a ostatniego dnia pobytu razem ze studentami wybraliśmy się nad malownicze jezioro Ala-Kol, którego lustro wody znajduje się na wysokości 3532 m n.p.m. Po trzech dniach studenci wrócili nad jezioro Issyk-kul, a do nas dołączył  Brat Damian. Zostaliśmy we czterech. Następnego dnia z samego rana ruszyliśmy w góry, w stronę lodowca pod Pikiem Karakol.<br />
<strong>Zrobiło się niebezpiecznie</strong><br />
Pierwszy biwak rozbiliśmy 40 minut drogi od lodowca ze względu na nagłe rozpętanie się burzy i duży opad deszczu. Następnego dnia wybraliśmy się „na lekko”, czyli zabierając tylko niezbędny sprzęt wspinaczkowy i jedzenie na kilka godzin marszu, na lodowiec. Naszym celem był rekonesans prawej strony szczytu, którą polecał nam pewnien Kirgiz, spotkany w bazie. Słoneczna pogoda i cudowne widoki wynagradzały nasz wysiłek. W pewnym momencie zniknął z pola widzenia Adam, który szedł za nami. Gdy wróciłem, zobaczyłem go zaklinowanego w szczelinie. Zawołałem Damiana i Pawła. Wspólnie próbowaliśmy znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Na szczęście szczelina nie była ani głęboka ani szeroka, a Adam znajdował się blisko jej powierzchni. Po kilku minutach z niewielką pomocą udało mu się wyjść.<br />
<strong>Wspinaczka po lodowcu</strong><br />
Kolejny dzień przeznaczyliśmy na wspinaczkę po lodowcu z całym naszym bagażem, chcieliśmy się dostać jak najbliżej ściany prowadzącej na grań szczytową. Niestety nie udało nam się dotrzeć w zaplanowane miejsce. Załamanie pogody zmusiło nas do wcześniejszego rozbicia biwaku. Gdy przestało padać i było jeszcze jasno, razem z Damianem i Pawłem wybraliśmy się na krótki spacer po lodowcu. Idąc w stronę ściany szczytowej natknęliśmy się na szczelinę, która ciągnęła się przez całą szerokość lodowca. Jej szerokość to od 2 do 4 metrów, a głębokość…dna nie udało nam się zobaczyć, także miała pewnie kilkadziesiąt lub nawet kilkaset metrów. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem. Niesamowita otchłań. Podeszliśmy też do lodowej jamy, w której wnętrzu człowiek wydawał się malutki jak mrówka.<br />
<strong>Od tego dnia pogoda się załamała. </strong><br />
Wcześnie rano pojawiały się chmury, pierwszy opad deszczu i gradu już w południe, a kolejny od ok. godz. 16 i trwał kilka godzin. Wiedzieliśmy, że tym razem szczytu nie uda nam się zdobyć. W pierwszej chwili ta świadomość w pewien sposób podcięła mi skrzydła, ale po jakimś czasie wszystko na spokojnie przemyślałem, ułożyłem sobie w głowie i odnalazłem jakby na nowo sens naszej wyprawy. Każda chwila w tych warunkach, na lodowcu, w cieniu pięciotysięcznika, to bezcenne doświadczenie, które zaprocentuje na przyszłość. Postanowiliśmy wrócić do bazy sąsiednią doliną. W tym celu musieliśmy przejść lodowiec do końca. Była to walka z czasem, bo pogoda oczywiście z każdą minutą się pogarszała. Dotarliśmy do przełęczy, która wznosiła się na wysokość 4000 m n.p.m. Jedyna droga przez przełęcz, to kilkudziesięciometrowa wspinaczka po kruchej skale, co oczywiście zwiększało niebezpieczeństwo obsunięcia się i doznanie ewentualnego urazu przez luźno spadające kamienie.<br />
<strong>Puszka z informacją</strong><br />
Na szczycie przełęczy Damian odnalazł puszkę, w której było kilka suszonych jabłek oraz karteczka z informacją &#8211; kto, kiedy i w jakim kierunku tędy przechodził. Zabraliśmy tę kartkę, owoce zjedliśmy, a na to miejsce zostawiliśmy kilka naszych smakołyków oraz identyczną informację na nasz temat. Przed nami kolejny lodowiec, który musieliśmy przejść przed zmierzchem i przed kolejną burzą. Zła pogoda przyszła szybciej niż nam się wydawało i większość lodowca pokonywaliśmy w deszczu, zapadając się co chwila w głęboki śnieg. Chwilowa poprawa pogody przyszła razem z końcem lodowca. Szybko przeprawiliśmy się przez rzekę i w bezpiecznym miejscu rozbiliśmy namiot. Ponowne załamanie pogody przyszło w momencie, kiedy jako ostatni wszedłem do namiotu. Grad, a później śnieg towarzyszył nam bez przerwy do rana. Następny dzień to powrót malowniczą doliną do miejsca, gdzie nasza tegoroczna wyprawa się zaczęła, czyli do bazy pod Pikiem Karakol. Odebraliśmy z depozytu pozostawiony sprzęt i rozbiliśmy biwak. Po dwóch dniach przyjechał po nas Ojciec Remigiusz, z którym wróciliśmy nad jezioro Issyk-kul.<br />
Szczytu nie udało nam się zdobyć. Ale cieszę się, że byłem tam w tym roku. Zdobyłem kolejne bezcenne doświadczenie, przeżyłem dużo cudownych chwil w Kirgistanie, poznałem wspaniałych i wartościowych ludzi. Góra była, jest i będzie, a za rok chcemy tam wrócić i ponownie spróbować wejść na ten wspaniały i piękny szczyt. Może tym razem nam pozwoli?<br />
Karol Zalewski<br />
<strong>&#8222;Góry są środkiem, celem jest człowiek. Nie chodzi o to, aby wejść na szczyt, robi się to, aby stać się kimś lepszym.&#8221;<br />
~Walter Bonatti~</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/pik-karakol-%e2%80%93-cel-nadal-aktualny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drugiej szansy na 40 mln zł już nie będzie</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/fakty/drugiej-szansy-na-40-mln-zl-juz-nie-bedzie/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/fakty/drugiej-szansy-na-40-mln-zl-juz-nie-bedzie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Sep 2011 14:06:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fakty]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=11539</guid>
		<description><![CDATA[Rozmowa z Januszem Bodziackim, burmistrzem Lubartowa Na jakim etapie są przygotowania do budowy Zakładu Zagospodarowania Odpadów ? – Związek Komunalny Gmin Ziemi Lubartowskiej złożył wniosek o wsparcie zewnętrzne ze szwajcarsko – polskiego programu i w tej chwili zbliżamy się do końca procedur umożliwiających zrealizowanie tego projektu. Z sekretariatu ds. ekonomicznych Federacji Szwajcarskiej mamy informacje, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Rozmowa z Januszem Bodziackim, burmistrzem Lubartowa</strong></p>
<p><strong>Na jakim etapie są przygotowania do budowy Zakładu Zagospodarowania Odpadów ?</strong></p>
<p>– Związek Komunalny Gmin Ziemi Lubartowskiej złożył wniosek o wsparcie zewnętrzne ze szwajcarsko – polskiego programu i w tej chwili zbliżamy się do końca procedur umożliwiających zrealizowanie tego projektu. <span id="more-11539"></span><br />
Z sekretariatu ds. ekonomicznych Federacji Szwajcarskiej mamy informacje, że rozwiązania techniczne naszego przedsięwzięcia zostały ocenione pozytywnie. Jesteśmy więc przed podjęciem przez stronę szwajcarską ostatecznej decyzji, czy podpisze z nami umowę o takim dofinansowaniu.</p>
<p><strong>Co to są „fundusze szwajcarskie”? Proszę wyjaśnić Czytelnikom </strong></p>
<p>–  Jest to forma bezzwrotnej pomocy przyznanej Polsce przez rząd Szwajcarii. Fundusz Szwajcarski ma na celu zmniejszenie różnic społeczno-gospodarczych pomiędzy Polską, a innymi krajami Unii Europejskiej. Środki z Funduszu przeznaczone są m.in. na dofinansowanie projektów z obszaru ochrony środowiska i gospodarki odpadami.<br />
<strong><br />
&#8222;Piłeczka&#8221; jest teraz po stronie szwajcarskiej?</strong></p>
<p>–  Nasz partner, strona szwajcarska, jest w tej chwili w przededniu przygotowywania i proponowania porozumień w tej sprawie. I stąd też tak bardzo ważne jest, żeby nie spowodować zachwiania u Szwajcarów, że my poprzez brak zgody w Lubartowie i w związku komunalnym nie zrealizujemy tego projektu. Poddanie w wątpliwość naszej determinacji może spowodować, że strona szwajcarska się wycofa.<br />
Sekretariat ds. ekonomicznych ustalił kwotę, jaką można zadysponować na nasz projekt. To 11,7 mln franków szwajcarskich, czyli ponad 41 mln zł.<br />
&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;<br />
<strong>Nie możemy doprowadzić do utraty tych pieniędzy. </strong></p>
<p>Myślę, że na najbliższe kilkanaście lat nie znajdziemy innego źródła sfinansowania tego projektu. Jeżeli nie uzyskamy wsparcia zewnętrznego, to w całości z własnych środków będziemy musieli zapłacić za rekultywację składowiska w Nowodworze, nie pomożemy naszym mieszkańcom w wymianie pokryć dachowych i oczywiście nie jesteśmy w stanie sami zbudować zakładu segregacji odpadów. W konsekwencji za brak odpowiedniego poziomu segregacji i składowanie większej ilości odpadów organicznych, większe koszty poniosą wszyscy nasi mieszkańcy. Do takiej sytuacji nie powinniśmy dopuścić.<br />
<strong><br />
Największym problemem pozostaje lokalizacja ZZO… </strong></p>
<p>– Jak już wspomniałem, projekt obejmuje trzy obszary. Pierwszy to budowa samego zakładu, gdzie będzie i segregacja i odzyskiwanie surowców wtórnych, produkcja paliwa alternatywnego, kompostownia , w tym również produkcja biogazu i energii elektrycznej. Drugi to rekultywacja składowisk śmieci. Trzeci to utylizacja do 30 procent pokryć dachowych zawierających azbest.<br />
Z tych trzech elementów kontrowersje budzi lokalizacja samego zakładu. Miasto podejmuje starania, aby zrealizować ten projekt i za zgodą strony szwajcarskiej zmienić miejsce budowy tego zakładu, ale jak pokazuje życie, nie jest to łatwe.<br />
<strong><br />
Po co więc było miastu pozwolenie na budowę przy ul. Lipowej?</strong></p>
<p><a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/09/bodziacki.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-11540" title="bodziacki" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/09/bodziacki-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>– To nie miasto, a inwestor, czyli Związek Komunalny Gmin Ziemi Lubartowskiej podjął się w imieniu pięciu gmin przeprowadzenia procesu inwestycyjnego. Miasto Lubartów przed kilku laty wskazało lokalizację w Lubartowie. Związek sporządził projekt techniczny, pozyskał od miasta grunty i uzyskał pozwolenie budowlane.<br />
Problem z lokalizacją tego zakładu dotyczy mieszkańców miasta,  nie całego Związku, stąd  podejmujemy działania, aby przenieść zakład do bardziej optymalnej lokalizacji.<br />
Natomiast, co jest bardzo ważne: gdyby teraz ze strony władz miasta wyszło stanowisko, żeby związek komunalny wycofał się z budowy zakładu, bez wskazania propozycji innej lokalizacji, to obawiam się, że strona szwajcarska zakończy z nami współpracę, będzie przeświadczona, że jeśli wycofuje się miasto, które w ZKGZL stanowi połowę mieszkańców i trzy czwarte strumienia odpadów, to całe przedsięwzięcie staje się wątpliwe.</p>
<p><strong>Wśród potencjalnych lokalizacji najczęściej wymienia się Rokitno</strong></p>
<p>– Jestem przekonany o tym, że Rokitno jest najbardziej optymalnym miejscem dla ulokowania sortowni. Zakład Zagospodarowania Odpadów może poprawić warunki ochrony środowiska przy składowisku śmieci. W ostatnich dwóch latach pracując w gminie, podjąłem rozmowy, które zakończyły się umową społeczną z mieszkańcami miejscowości sąsiadujących ze składowiskiem w Rokitnie. Podpisując porozumienie z gminą, mieszkańcy upoważnili Radę Gminy Lubartów do zmiany planu pozwalającej na ulokowanie tego przedsięwzięcia</p>
<p><strong>Ale Gmina Lubartów dotąd nie powiedziała, czy taki zakład widziałaby u siebie </strong></p>
<p>– Gminie zaproponowaliśmy współpracę – umowę partnerską, która dawałaby korzyści obu stronom. Wystąpiliśmy do gminy o  podjęcie współpracy  przy realizowaniu zadań z obszaru oświaty. Czyli miasto bez dodatkowych kosztów ponad subwencje, które szacuję na ponad 500 tys. zł,  uczyłoby dzieci szkół podstawowych i gimnazjów. Natomiast od gminy oczekujemy przyjęcia do siebie tego zakładu. Wbrew temu, co niektórzy podnoszą, że jest to handel, moim zdaniem jest to propozycja współpracy. Polega ona na tym , że własnym staraniem i środkami pomagamy drugiej stronie.</p>
<p><strong>Czy jest szansa na inną lokalizację?</strong></p>
<p>– Zwracałem się też do innych samorządów,  aby poszukali takiej możliwej lokalizacji u siebie. Rozmawiałem z burmistrzem Ostrowa Lubelskiego, wystąpiłem z wnioskiem do wójta gminy Kamionka i Serniki. Pan wójt Sernik przygotowuje wniosek o podjęcie zmian planu zagospodarowania przestrzennego i próbę wpisania w swój obszar zakładu zagospodarowania odpadów, niemniej to może jeszcze potrwać.</p>
<p><strong>Czy protesty – zapowiadana blokada na krajowej 19-tce – zwiększą szansę na znalezienie nowego miejsca dla sortowni?</strong></p>
<p>– Protest ma sens, gdy jest potrzeba zasygnalizowania, czy podkreślenia problemu. Natomiast my go już i tak dobitnie znamy. Podejmujemy działania, żeby go rozwiązać.<br />
&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;<br />
<strong>Protest może spowodować, że strona szwajcarska odstąpi od współpracy z nami.</strong></p>
<p>Szwajcarzy podkreślają, że nie chcieliby współpracować z partnerem, u którego realizowany projekt rodzi konflikty społeczne. Mogą się wycofać z dofinansowania, a to jest poważne zagrożenie dla nas.</p>
<p>Rozmawiała Aleksandra Jędryszka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/fakty/drugiej-szansy-na-40-mln-zl-juz-nie-bedzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krzysiek chce rozwinąć skrzydła</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/krzysiek-chce-rozwinac-skrzydla/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/krzysiek-chce-rozwinac-skrzydla/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Aug 2011 08:13:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=11431</guid>
		<description><![CDATA[Krzysztof Kubera mieszka w Szczekarkowie, koło Lubartowa. Uczy się w technikum elektronicznym, ale jego największą pasją jest rysowanie. Póki co, wykonuje portrety swoich znajomych. Dlaczego nie może bez tego żyć i dlaczego nie rozwija swojego talentu na przykład w liceum plastycznym?  Rozmawiała z nim Kornelia Ramusiewicz. Od jak dawna rysujesz? Kiedy odkryłeś w sobie taki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Krzysztof Kubera mieszka w Szczekarkowie, koło Lubartowa. Uczy się w technikum elektronicznym, ale jego największą pasją jest rysowanie.</strong><span id="more-11431"></span> Póki co, wykonuje portrety swoich znajomych. Dlaczego nie może bez tego żyć i dlaczego nie rozwija swojego talentu na przykład w liceum plastycznym?  Rozmawiała z nim Kornelia Ramusiewicz.<br />
<strong>Od jak dawna rysujesz? Kiedy odkryłeś w sobie taki talent?</strong><br />
– Rysuję odkąd pamiętam. Wcześniej nie przywiązywałem do tego aż takiej wagi, najczęściej były to jakieś bazgroły w zeszytach szkolnych, dopiero od niedawna zająłem się rysunkiem „na poważnie”. Zacząłem rysować coraz więcej i teraz jest to moim uzależnieniem.<br />
<strong><a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/08/rysownik1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-11432" title="SONY DSC" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/08/rysownik1-233x300.jpg" alt="" width="233" height="300" /></a>Dlaczego więc nie uczysz się w liceum plastycznym?</strong><br />
– Za późno odkryłem co jest dla mnie ważne. Kiedy skończyłem gimnazjum, chciałem zdobyć konkretny zawód, później pracować. Ale zacząłem rysować i rysować, coraz więcej. Może nie wszystko stracone. Za rok będę technikiem elektronikiem, ale to jest tylko zawód wyuczony. Wiem, że rysować będę zawsze.<br />
<strong>Czyli sam nauczyłeś się tak rysować?</strong><br />
– Tak, sam, chociaż w dużym stopniu pomaga mi moja mama. Kiedy byłem jeszcze dzieckiem, to pod jej okiem powstawały moje pierwsze prace. Teraz podobnie, kiedy coś mi nie wychodzi, to właśnie ona wspiera mnie przy stertach zmarnowanego papieru.<br />
<strong>Czy rysując wzorujesz się na kimś?</strong><br />
– Chyba ważne jest mieć swój indywidualny styl. Ale czasem szperam w internecie, czytam publikacje ludzi, którzy znają się na rysunku, którzy są specjalistami w tej dziedzinie i dzielą się swoim doświadczeniem. Podpowiadają jak rysować, aby szło to sprawniej i aby bardziej oddawało rzeczywistość.<br />
<strong>A co najbardziej lubisz rysować?</strong><br />
– Portrety, ze szczególnym uwzględnieniem portretów kobiecych. Jestem normalnym chłopakiem (śmiech). Trzeba czerpać radość z tego, co się robi.<br />
<strong>Dużo ludzi już namalowałeś?</strong><br />
– Trudno powiedzieć. Nigdy tego nie liczyłem. Poza tym, dopiero od niedawna staram się rysować na specjalnym papierze, różnymi ołówkami. Wielu znajomych prosi mnie o portret, albo też chcą podarować komuś prezent i proszą mnie o rysunek ze zdjęcia swoich znajomych, rodziców. Rysuję często spontaniczne i jeśli mi się coś spodoba, to  staram się to przelać na papier.<br />
<strong>Jak spędzasz wakacje? Rysujesz?</strong><br />
– Tak, dużo rysuję, ale też pracuję trochę dorywczo. Muszę sobie zarobić na profesjonalne materiały do rysunku. Ołówki, papier. To jest dość kosztowne.<br />
<strong>A plany na przyszłość? Wiążesz je z rysunkiem?</strong><br />
– W tym roku czeka mnie matura, którą postaram się zdać jak najlepiej, aby móc startować na ASP. To moje wielkie marzenie. W przyszłości chciałbym pracować w zawodzie związanym z plastyką i rozwijać swoje umiejętności. Mam nadzieję, że będę się realizował w tym, co robię najlepiej.</p>

<a href='http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/krzysiek-chce-rozwinac-skrzydla/attachment/sony-dsc-9/' title='SONY DSC'><img width="100" height="57" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/08/rysownik1-100x57.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="SONY DSC" title="SONY DSC" /></a>
<a href='http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/krzysiek-chce-rozwinac-skrzydla/attachment/rysownik9/' title='rysownik9'><img width="100" height="57" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/08/rysownik9-100x57.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="rysownik9" title="rysownik9" /></a>
<a href='http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/krzysiek-chce-rozwinac-skrzydla/attachment/sony-dsc-10/' title='SONY DSC'><img width="100" height="57" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/08/rysownik3-100x57.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="SONY DSC" title="SONY DSC" /></a>
<a href='http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/krzysiek-chce-rozwinac-skrzydla/attachment/rysownik4/' title='rysownik4'><img width="100" height="57" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/08/rysownik4-100x57.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="rysownik4" title="rysownik4" /></a>
<a href='http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/krzysiek-chce-rozwinac-skrzydla/attachment/rysownik5/' title='rysownik5'><img width="100" height="57" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/08/rysownik5-100x57.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="rysownik5" title="rysownik5" /></a>
<a href='http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/krzysiek-chce-rozwinac-skrzydla/attachment/rysownik6/' title='rysownik6'><img width="100" height="57" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/08/rysownik6-100x57.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="rysownik6" title="rysownik6" /></a>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/krzysiek-chce-rozwinac-skrzydla/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzy pytania do…</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/trzy-pytania-do%e2%80%a6-2/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/trzy-pytania-do%e2%80%a6-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 17 Aug 2011 07:34:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=11354</guid>
		<description><![CDATA[Roberta Tomali, pomysłodawcy utworzenia w Lubartowie nowego stowarzyszenia literackiego.Co to za zrzeszenie i skąd wziął się pomysł? – Miałoby to być Zrzeszenie Literatów Ziemi Lubartowskiej. Kiedyś tego typu stowarzyszenie istniało u nas, ale jego działalność została zawieszona. Nie chcę powielać schematów. Chciałbym coś zrobić od nowa. Otrzymałem wiele e-maili od ludzi z Michowa, Sernik, Ostrowa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Roberta Tomali, pomysłodawcy utworzenia w Lubartowie nowego stowarzyszenia literackiego.<span id="more-11354"></span><strong>Co to za zrzeszenie i skąd wziął się pomysł?</strong><br />
– Miałoby to być Zrzeszenie Literatów Ziemi Lubartowskiej. Kiedyś tego typu stowarzyszenie istniało u nas, ale jego działalność została zawieszona. Nie chcę powielać schematów. Chciałbym coś zrobić od nowa. Otrzymałem wiele e-maili od ludzi z Michowa, Sernik, Ostrowa Lubelskiego czy Kocka, którzy chcieliby się zaangażować w to przedsięwzięcie.<br />
<strong><br />
No właśnie, w Lubartowie funkcjonowało kiedyś Stowarzyszenie „Efemeryda”. Jak wyglądała jego działalność?</strong><br />
– Pierwszy tomik poezji ukazał się w 1993 r. Było to osobliwe wydanie. Posłowie do pierwszej „Efemerydy” napisał profesor Stefan Zabierowski, który konsultował się z Czesławem Miłoszem. Poeta ten stwierdził, że są to fajne  wiersze  i „coś z nich wyrośnie”. Zostały jeszcze wydane inne antologie poetyckie Waldemara Michalskiego, tomiki poezji mojego autorstwa oraz Jarosława Gawrysiaka i Waldemara Ściborskiego. Były też publikacje w prasie fachowej.</p>
<p><strong>A jak będzie wyglądała teraz wasza działalność – czy do zrzeszenia będą mogli zgłaszać się chętni, zainteresowani literaturą i poezją?</strong><br />
– Spotkania chcemy zorganizować w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. A. Mickiewicza w Lubartowie. Jej dyrektor, Adam Banucha, wsparł inicjatywę i zgodził się, aby działalność zrzeszenia odbywała się w budynku biblioteki. Spotkanie organizacyjne odbędzie się we wrześniu. W zrzeszeniu będą działali ludzie, którzy już drukowali swoje utwory, mają osiągnięcia literackie, ale zapraszamy też tych, którzy interesują się poezją i chcą zacząć tworzyć coś w tej dziedzinie. Chcielibyśmy publikować w internecie, wydawać pismo literackie. Mamy też w planach spotkania w plenerze – z poezją śpiewaną i muzyką graną przy ognisku.</p>
<p style="text-align: justify;">Rozmawiała: Sylwia Nowokuńska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/wywiady/trzy-pytania-do%e2%80%a6-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kamil Bednarek: kocham to, co robię</title>
		<link>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/kamil-bednarek-kocham-to-co-robie/</link>
		<comments>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/kamil-bednarek-kocham-to-co-robie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Jul 2011 12:03:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>emilia1</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.lubartowiak.com.pl/?p=11126</guid>
		<description><![CDATA[Skąd wzięła się pasja do muzyki reggae? - Właśnie się śmiałem, że będzie pytanie: dlaczego reggae? Muzyką interesuję się od 6 roku życia, kiedy zacząłem grać na keyboardzie. Cały czas przez lata muzyka była ze mną. Potem był saksofon w szkole muzycznej. Pewnego dnia spodobał mi się jeden utwór reggae. Jak iskra zapaliła się we [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Skąd wzięła się pasja do muzyki reggae?</strong></p>
<p>- Właśnie się śmiałem, że będzie pytanie: dlaczego reggae? Muzyką interesuję się od 6 roku życia, kiedy zacząłem grać na keyboardzie. Cały czas przez lata muzyka była ze mną.<span id="more-11126"></span> Potem <a href="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/07/b-ednarek31.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-11128" title="b ednarek3" src="http://www.lubartowiak.com.pl/wp-content/uploads/2011/07/b-ednarek31-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>był saksofon w szkole muzycznej. Pewnego dnia spodobał mi się jeden utwór reggae. Jak iskra zapaliła się we mnie pasja do tej muzyki. Słuchałem coraz więcej piosenek tego gatunku. Aż w końcu przyszedł czas, że postanowiłem napisać pierwszy kawałek. Gdy go napisałem, pomyślałem, że trzeba mieć zespół i razem grać. Pogadałem z ludźmi, których znałem ze szkoły muzycznej. Zrobiliśmy pierwszą próbę i stworzyliśmy zespół. Nagraliśmy pierwszą piosenkę, wystąpiliśmy na pierwszym koncercie, były pierwsze zwycięstwa i tak to się rozwijało. Następnie program „Mam talent” napędził to wszystko jak wielka machina. I tak cały czas gram i coraz bardziej to kocham.<br />
<strong><br />
A jak wrażenia po programie „Mam talent”?</strong></p>
<p>- Pozytywne. Bardzo fajny program. To jest ogromna szansa dla ludzi. A przede wszystkim bardzo mocny, darmowy PR, bo nic nie nakręca tak jak media. Ale przy okazji poznaje się fajnych ludzi, ciekawe talenty.</p>
<p><strong>Udział w tym programie przyniósł Ci niewątpliwie popularność? Czy pomaga Ci ona w życiu?</strong></p>
<p>- Są dobre i złe strony popularności. Na pewno minusem jest brak prywatności, brak czasu. Ale plusy nadrabiają to wszystko, jest ich z pewnością więcej. Popularność pomaga, bo istnieje możliwość rozwoju, grania na fajnych scenach, spełniania marzeń. Udało nam się pojechać na Jamajkę i wszyscy wróciliśmy zadowoleni. Plusem jest świadomość tego, że robi się to, co się kocha, nie trzeba się przejmować jutrem.</p>
<p><strong>Wspominasz o Jamajce&#8230; Nagraliście tam swój ostatni album. Jak tam było?</strong></p>
<p>- Na Jamajce wszędzie jest muzyka, ludzie po prostu nią żyją, pomimo, że jest tam bieda. To wzbudziło refleksje. Pierwsze dwa dni patrzyłem na te warunki i myślałem, że u nas ludzie narzekają, a tam mają gorzej. Z pobytu na Jamajce przywieźliśmy pozytywne wspomnienia. Poznaliśmy muzyków Boba Marleya i Shaggy&#8217;ego. To są fajni ludzie. A wyobrażałem sobie, że są aroganccy, ale to tylko stereotypy. Każdy nam mówił – róbcie to, co lubicie. Grajcie z sercem i z uczuciem i nie wstydźcie się tego. I tak też robimy.</p>
<p><strong>Udział w programach telewizyjnych to chyba fajne doświadczenie&#8230;</strong><br />
- Tak to na pewno niesamowite, np. udział w programie u Kuby Wojewódzkiego czy Debiutach w Opolu. Zawsze na to patrzyłem przed telewizorem jako widz, a teraz miałem możliwość być po drugiej stronie ekranu. Wrażenia na długo pozostają w pamięci.</p>
<p><strong>Jakie masz plany na przyszłość?</strong></p>
<p>- Muzyka reggae to jedyny mój plan na życie. Cały czas wierzę, że będzie dobrze. Wszystko idzie do przodu. Chciałbym siebie i zespół usłyszeć za 10 lat i zobaczyć, jak się to rozwinęło.  Na pewno będę grać cały czas i chcę, aby trwało to jak najdłużej. Mam takie marzenie – zbudować fundament i stać się kiedyś kimś, kto dałby ludziom inspirację. Aby mogli się wzorować na mojej muzyce.</p>
<p><strong>W Lubartowie jesteś po raz pierwszy?</strong></p>
<p>- Być może byłem tu kiedyś przejazdem, ze znajomymi. Mam rodzinę w tych okolicach, za Lublinem. Cieszę się, że dziś mogę u was zagrać.</p>
<p style="text-align: justify;">Tuż przed koncertem z wokalistą zespołu Star Guard Muffin rozmawiała Sylwia Nowokuńska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.lubartowiak.com.pl/kultura/kamil-bednarek-kocham-to-co-robie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

