W dziale | Fakty, Nasz patronat

Bracia Bednarczyk oraz Karol Zalewski zdobyli Grossglockner

Opublikowany 02.07.2018

Bracia Jakub i Bartłomiej Bednarczyk oraz Karol Zalewski zdobyli Grossglockner – najwyższy szczyt AustriiTo kolejna zakończona pozytywnie wyprawa Lubartowskich alpinistów. Tym razem wybrali się w Wysokie Taury, najwyższe pasmo górskie Austrii, położone w głównej grani Alp. Ich celem było postawienie stopy na najwyższym szczycie tego kraju. Grossglockner mierzy 3798 m n.p.m. i jest drugim co do wybitności szczytem całych Alp. Przyciąga on swoim specyficznym kształtem przypominającym piramidę oraz bardzo eksponowaną i ciekawą drogą. Wyjazd poza wejściem na główny wierzchołek miał na celu przygotowanie kondycyjne przed zbliżającymi się większymi wyprawami. O tym jak przebiegła droga na „Wielki Dzwon” w relacji poniżej.

 

Kolejne kroki nad chmurami

Zarówno Karol Zalewski jak i bracia Bednarczyk mają na swoim koncie już kilka różnych wypraw. Wspinali się min. w Alpach i Kaukazie. Ich relacje pojawiały się niejednokrotnie na naszym portalu. Duża odległość od gór nie jest barierą w realizacji marzeń. W tym roku również będą kontynuować i rozwijać swoją pasję. Tym razem mieli do przejechania 1300 kilometrów, nim postawili pierwsze kroki w kierunku najwyższego punktu góry, gdzie znajduje się charakterystyczny, metalowy krzyż ważący 350 kilogramów. Już w środę rano dotarli na parking znajdujący się przy domu turystycznym Lucknerhaus (1918 m n.p.m.). Po przygotowaniu potrzebnych rzeczy i pobudzającej kawie wyruszyli niezwłocznie w góry, wykorzystując sprzyjającą, słoneczną pogodę.

 

Początek drogi

Pierwsza część drogi to zwykłe podchodzenie po stromej ścieżce wymagający jedynie odpowiedniej kondycji. Na tym etapie nie ma jeszcze śniegu, a spotkać można tutaj zwykłych turystów podziwiających alpejską przyrodę. Występują tu licznie świstaki, które poza charakterystycznie wydawanym dźwiękiem dają się sfotografować wśród zielonych traw.

Z założonym na barki plecakiem dotarli najpierw do schroniska Lucknerhutte (2241 m n.p.m.). Spędzili tutaj tylko chwilę, by docelowo dotrzeć do kolejnego obiektu jakim było Studlhutte (2801 m n.p.m). To również schronisko górskie z jednej strony przypominające kształtem beczkę, jest to dość często spotykana konstrukcja w Alpach. Bardzo podobny obiekt bracia widzieli w 2016 roku, po drodze na szczyt Gran Paradiso, we Włoszech. Na wysokości Studlhutte (2801 m n.p.m) postanowili pozostać i przygotować się do nocnego ataku szczytowego. Ambitniejszy wariant zdobycia szczytu wymaga podchodzenia do góry o kilka godzin dłużej niż w większości praktykują to np. przewodnicy górscy, którzy dzielą całą drogę na więcej dni.

 

Nocne wyjście na szczyt

Dźwięk budzika o godzinie 3 rozpoczął najważniejszy etap wyjazdu. Był już czwartek, drugi dzień zmagania z górą. W świetle czołówek przygotowali lekkie śniadanie i rozpoczęli sprawne przygotowanie do wyjścia. Droga usłana jest wiecznym śniegiem oraz lodowcami, co wymaga określonych umiejętności, doświadczenia oraz używania specjalnego sprzętu min. uprzęży, kasków, lin, raków, czekanów, karabinów i innych akcesoriów wspinaczkowych. Wyruszyli o godzinie 4, najpierw wkraczając na pola śnieżne, gdzie szli związani liną tworząc jeden zespół. Pierwszym celem było dotarcie do najwyżej położonego tutaj schroniska – Erzherzog Johann Hutte na wysokości 3454 m n.p.m.

 

Od tego miejsca zaczynała się najciekawsza i najbardziej wymagająca część drogi. Najpierw stromo po śniegu, następnie kuluarem wyprowadzającym na skalną grań. Góra posiada dwa wierzchołki, niższy Kleinglockner, za którym z lękiem wysokości byłyby duże problemy. Otwarta przestrzeń i wielkie przepaście wymagały tutaj dużego skupienia. Następnie wąskim krokiem do przełęczy Glocknerscharte, rozdzielającej dwa wierzchołki góry. Stąd już tylko stromo do góry po czystych skałach i stanęli na najwyższym punkcie góry. Piękna pogoda pozwoliła cieszyć się widokami.

 

Wszystko co dobre szybko się kończy

Zawsze trzeba pamiętać, że wejście na szczyt to dopiero połowa drogi, należy jeszcze bezpiecznie wrócić. Zejście z góry wymaga również pełnej koncentracji, a zdobycie wierzchołka nie może spowodować rozluźnienia. Lubartowianie wracając skalną granią usłyszeli pierwsze grzmoty, świadczące o zbliżającej się burzy. Nie można było jednak liczyć na szybkie schodzenie, gdyż w około opadały wielkie ściany. Błąd w tym miejscu groził upadkiem z dużej wysokości, nawet do samego lodowca znajdującego się u podnóża góry. Na szczęście udało się im dotrzeć bezpieczniej do schroniska. Opady deszczu dopadły ich dopiero na lodowcu, będącym ostatnim etapem drogi powrotnej. Padający nieprzerwanie ulewny deszcz przemoczył ich do ostatniej nitki. Na szczęście kolejny poranek przywitał ich pogodnym niebem i napływającymi ciepłymi promieniami słońca. Alpiniści w piątek dotarli do miejsca, gdzie zaczęli swoją przygodę z górą Grossglockner.

 

To nie koniec przygód

 Wyjazd do Austrii do dopiero początek górskich przygód braci Bednarczyk jak i również Karola Zalewskiego w 2018 roku . Wszystkie wydarzenia będą mogli Państwo śledzić na łamach naszego portalu oraz na profilu: https://www.facebook.com/MateMountainsBednarczykTeam/

Dotychczasowe relacje z wypraw oraz galerie zdjęć można oglądać na stronie internetowej www.matemountains.pl oraz http://karolzalewski.com.pl/ Zapraszamy

Niebawem kolejne wyzwania.

Autor:

<- zobacz inne artykuły tego autora (4845).


Skontaktuj się z autorem

Pozostaw opinię

Musisz być zalogowany/a, aby móc komentować.