W dziale | Fakty

Przejedzie 3,7 tysiąca kilometrów dla Bianki. Pan Janusz dotarł na Śląsk

Opublikowany 13.07.2018

Lubartowianin Janusz Kobyłka jedzie dookoła Polski dla chorej Bianki. Na rowerze z sakwami, z logo Miasta Lubartów, wyruszył 30 czerwca. W środę 11 lipca dotarł do Zabrza, w czwartek był już w Gliwicach, przekroczył pierwszy 1000 km.

Większość czasu pan Janusz spędza na pedałowaniu, szybko fotografuje swój rower na tle tablic z nazwami miejscowości, przez które przejeżdża. Liczy się dla niego cel, czyli pomoc małej Biance. – Jego wyczyn robi się już ogólnopolski – mówi Halina Żeromska z lubartowskiego Klubu Aktywnych Art-Fit, do którego należy pan Janusz. – Jedzie przez miasta, spotyka się z dużym zainteresowaniem. Rowerzysta pomaga Biance, ale nie przyjmuje pieniędzy. – Są osoby, które chcą pomóc, wtedy Janusz wręcza im ulotki na temat chorej dziewczynki oraz gotowe druki wpłaty na konto fundacji „Słoneczko”, której podopieczną jest Bianka Zosia Dzięcioł.

Z Lubartowa dojechał najpierw do Włodawy i trafił prosto na festyn z okazji dni miasta. Zostałem zaproszony na scenę. Zaprezentowałem Biankę i miasto Lubartów. Pan Janusz nie skorzystał jednak z zaproszenia na wieczór. – Mój cel to zdrowie i życie Bianki, więc już odpoczywam, jutro jazda – napisał na profilu Facebook na początku swojej drogi.

W niedzielę 1 lipca zrobił 120 kilometrów. Dotarł do Hrubieszowa. W Dołhobyczowie czekała na niego niespodzianka – otrzymał pyszny obiad. Ruszył dalej w trasę na Hrebenne. Następnie Horyniec – Zdrój i Korczowa. Dotarł w Bieszczady: – żarty się skończyły, jestem w Bieszczadach, podjazdy kilometrowe trenowałem, ale bez wiatru z przodu, dziś tylko 84 km. Jutro robię sobie wolne przed górami i wzmacniam się duchowo – pisał na swoim profilu fb. Z Łapanowa do Wieliczki i Kraków. Zrobiło się burzowo, gonił mnie deszcz, dopadł w Babicach – kontynuował relację pan Janusz. W Katowicach spotkał ludzi, którzy obiecali mu wsparcie jego rajdu w mediach.

Wyjeżdżam z Zabrza, zatrzymuję się w Gliwicach, żeby kupić śniadanie, wchodzę do piekarni Pana Franciszka Kleszcza, przedstawiam się – gdzie jadę i dla kogo. Pan Franciszek bierze torbę i wkłada bułki, wędliny, napój. Pyta – co jeszcze potrzebuję, aby mieć siły do jechania. Odpowiadam: brak już miejsca w sakwach. Uśmiecha się. Powiedzcie, jak dziękować takiemu człowiekowi. Prowiant, którym obdarzył mnie, starczy jeszcze na jutro. Stokrotnie dziękuję – pisze pan Janusz na swoim profilu Fb.

Pana Janusza poruszyła historia chorej, dwuletniej Bianki Zosi Dzięcioł. Dziewczynka urodziła się z bardzo rzadką wadą, zespołem wrodzonej hipowentylacji. Ma problem z oddychaniem, zwłaszcza podczas snu. Specjalne urządzenia monitorują oddech dziewczynki w dzień i w nocy. Ratunkiem jest kosztowna operacja, na którą potrzebne są pieniądze, a jeszcze trochę ich brak. Każda kwota wpłacona na konto Bianki przybliża ją do zdrowia, a nawet życia.

Rajd charytatywny dla Bianki będzie liczył 3,7 tys. kilometrów. Potrwa łącznie 45 dni.

UM Lubartów


 

Autor:

<- zobacz inne artykuły tego autora (4772).


Skontaktuj się z autorem

Pozostaw opinię

Musisz być zalogowany/a, aby móc komentować.