W dziale | Fakty

Sukces w Biegu Rzeźnika.

Opublikowany 22.06.2015

Drugie miejsce w Biegu Rzeźnika 6 czerwca w kategorii zespół mieszany zajęła drużyna Lubartów Biega w składzie Wioletta Dessauer i Grzegorz Pożak z czasem: 10:01:44. To wielki sukces. Nasi lubartowscy „górale” dawali z siebie wszystko. Jak do tego doszło i jak się do tego przygotować rozmawiamy z Wiolettą i Grzegorzem.2 (1)

Kiedy zrodził się pomysł, aby pobiec razem w tym morderczym biegu?

Pomysł wystartowania w Biegu Rzeźnika zrodził się w październiku 2014 roku po ultra Maratonie Bieszczadzkim, wtedy Wioletta zadebiutowała w swoim pierwszym biegu górskim i to na dystansie 56 km, zajmując 3 miejsce w kategorii kobiet. Te zawody przebiegliśmy razem, to miała być pierwsza lekcja Wioletty w biegach ultra. Po tych zawodach padło pytanie, „a może wystartujemy w Biegu Rzeźnika?”, decyzja była szybka. Startujemy!

Skąd wzięła się nazwa Bieg Rzeźnika?

Na początku lat dziewięćdziesiątych, po trzydniowym przejściu głównego szlaku bieszczadzkiego od Komańczy do Ustrzyk Górnych, dwóch przyjaciół, późniejszych członków klubu OTK Rzeźnik, stwierdziło, że trasę tę są w stanie pokonać w jeden dzień, a w zasadzie w ciągu 12 godzin, powstał więc przyjacielski zakład. Parę lat później w 2004 roku zrealizowali ten zakład, organizując bieg z grupą znajomych. Nazwali go Bieg Rzeźnika, od nazwy klubu OTK Rzeźnik w którym trenowali. Od tamtej pory bieg jest rozgrywany corocznie, a w każdej edycji jest coraz więcej chętnych.

Co działo się na trasie w szczegółach?

Start rozpoczął się o 3:00 nad ranem z Komańczy, skąd wystartowało 694 par. Pierwsze 8 kilometrów biegło się drogą szutrową, co pozwoliło rozciągnąć całą stawkę przed wbiegnięciem na czerwony szlak, ale mimo tego w początkowej fazie biegu tworzyły się małe kolejki np. przed strumieniami, bądź trudniejszymi odcinkami szlaku. Odcinek 32 km od Komańczy, aż do Cisnej postanowiliśmy zgodnie z naszym planem, przebiec w tempie wycieczki biegowej, a więc spokojnie. Na pierwszym punkcie kontrolnym na Żebraku (16,7 km) byliśmy na 181 miejscu. Większość zawodników za szybko rozpoczęła ten bieg, co niestety później skutkowało kryzysami. Na punkcie w Cisnej (32,1 km) byliśmy już na 95 miejscu. Tam był pierwszy punkt odżywczy, plan był taki, że na punktach uzupełniamy płyny, a jedzenie spożywamy na trasie, bez organizowania sobie pikników. Od tego punktu lekko przyspieszyliśmy, teraz mieliśmy biec tempem treningowym. Na podejściu na Małe Jasło (1097 m) systematycznie wyprzedzaliśmy drużyny, które za szybko rozpoczęły bieg. W następnym punkcie w Smerku (56,1 km) zameldowaliśmy się na 42 miejscu. Na tym punkcie dowiedzieliśmy się, że jesteśmy na 5 miejscu w mixie. Szybko uzupełniliśmy picie i wyruszyliśmy na trasę, pozostawiając jedną z par mix na punkcie, a więc już byliśmy na 4 miejscu. Od tego miejsca rozpoczęło się prawdziwe ściganie. Czekało nas dosyć strome i długie podejście na Smerek (1222 m), słońce dawało już o sobie znać, było gorąco. Systematycznie utrzymywaliśmy szybkie i równe tempo, cały czas wyprzedzaliśmy kolejne drużyny. Na ostatnim punkcie kontrolnym w Berehach Górnych (68,8 km) zameldowaliśmy się na 30 miejscu, przed sobą mieliśmy 3 pary mix. Przed nami było strome i długie podejście na Połoninę Caryńską. Na podejściu dowiedzieliśmy się, że mamy tylko 1 minutę straty do następnej pary mix, utrzymywaliśmy szybkie tempo podejścia, co pozwoliło w połowie podejścia doścignąć parę. Szybka ocena sytuacji i postanowiliśmy zaatakować, chwilę podchodziliśmy za nimi aby złapać oddech, a następnie przyspieszyliśmy wyprzedzając ich. Teraz musieliśmy utrzymywać szybkie tempo, aby zerwać z nimi kontakt wzrokowy. Na samej Połoninie Caryńskiej, jak i sam zbieg do Ustrzyk, biegliśmy już szybko i ryzykownie, w końcu walczyliśmy o 3 miejsce, więc nie mieliśmy nic do stracenia. Na zbiegu około 4 km przed metą dogoniliśmy drugą parę mix, nie zwalniając postanowiliśmy zaatakować i szybko przebiec koło nich, udało się, nie utrzymali naszego tempa. Do mety biegliśmy ile sił w nogach, trasa była stroma, usiana kamieniami i wysokimi stopniami. Na tym odcinku Wiola potknęła się na kamieniu i wywróciła rozcinając kolano i łokieć, ale szybko się zebrała i kontynuowaliśmy bieg, a w zasadzie ucieczkę od pary która nas goniła. Na mecie w Ustrzykach Górnych (77,7 km) zameldowaliśmy się z czasem 10:01:44, co dało nam ostatecznie 20 miejsce w generalce, a co najważniejsze 2 miejsce w kategorii mix. Pierwsze miejsce naszej kategorii, jak i w całe zawody wygrali Magdalena Łączak i Paweł Dybek z Salomon Sunnto team, ich zwycięstwo w zasadzie było formalnością. Magda jest brązową medalistką Mistrzostw Świata w Skyrunningu na dystansie 80 km.

Jaka jest tajemnica waszego sukcesu?

Oprócz odpowiedniego przygotowania fizycznego, najważniejsze w takich długich biegach po górach, to wypracowanie odpowiedniej taktyki pokonania trasy. Przed zawodami studiowaliśmy trasę, jej profil, zapoznawaliśmy się z wynikami z poprzednich edycji, oglądaliśmy zdjęcia i filmy z poprzednich biegów, to wszystko pozwoliło nam na zapoznanie się z trasą i samym biegiem. Mieliśmy rozpisane tempo biegu i czasy na punktach. Zaplanowaliśmy nawet w jakich odstępach czasu mieliśmy spożywać żele i picie, to jest bardzo ważne, należy pić i jeść pomimo tego, że się nie ma na to ochoty, bo jeżeli poczujesz głód, albo pragnienie to znaczy, że jest już za późno. Największym błędem jest rozpoczęcie takiego biegu za szybko, po starcie należy biec z zaciągniętym hamulcem i utrzymywać założone tempo, pomimo tego, że wszyscy ciebie wyprzedzają i oglądasz ich plecy, ale w drugiej połowie trasy to ty wszystkich zaczynasz wyprzedzać i to oni oglądają twoje plecy.

Jak długo przygotowaliście się do biegu – wspólne rozbiegania. Ile razem ćwiczyliście?

Trenujemy w zasadzie przez cały rok. W styczniu 2015 roku ostatecznie zostaliśmy wylosowani i zakwalifikowani do Biegu Rzeźnika, więc mogliśmy rozpocząć przygotowania między innymi pod ten bieg. Mieliśmy ustalony plan treningowy, w którym były między innymi długie wycieczki biegowe. Są to dosyć długie biegi, trwające nawet 3-4 godziny, więc często razem trenowaliśmy, to pozwoliło nam na zgranie się, ustalenie tempa i taktyki biegu, testowania sprzętu, czy żeli. Oprócz biegania dochodzi także basen oraz ćwiczenia ogólnorozwojowe.

Czy był kryzys na trasie?

Na całej trasie obeszło się bez kryzysów fizycznych, jak i psychicznych, uniknęliśmy tego dzięki dobremu przygotowaniu fizycznemu, a w szczególności dobrze dobranej taktyce biegu. Oczywiście zmęczenie lub dyskomfort jest odczuwany, jak np. kamyk w bucie który działał jak tarka na zbiegu z Połoniny, ale nie było czasu zatrzymać się i zdjąć buta, bo w tym czasie walczyliśmy o podium, a za plecami mięliśmy goniącą nas parę.

Kto kogo ciągnął, jak się wspieraliście?

Wiele drużyn stosuje tzw. hol w sytuacjach kryzysowych. Całe szczęście obyło się bez holowania, chociaż mieliśmy w planie zabrania linki, tak aby podczas kryzysu holować się. Ale ostatecznie przed zawodami zrezygnowawszy z tego planu, może i to było dobre rozwiązanie, nie było linki, nie było myśli o holowaniu i o kryzysie.

Jakie kontuzje was dopadły?

Cale szczęście obeszło się bez kontuzji, prócz lekkich otarć kolana i ręki u Wioletty, ale to jest efekt bezpośredniej walki na trasie. Oczywiście zdarzały się mniejsze potknięcia na kamieniach, korzeniach, czy bliski kontakt z krzakami. Takie potknięcia bądź upadki to codzienność w biegach, zwłaszcza w crossach bądź biegach górskich. Co ciekawe statystycznie w takich biegach jest mniej kontuzji niż w biegach ulicznych.

Na fotkach widziałem krwawiące kolano?

Krwawiące kolano Wioletty to efekt wywrotki podczas zbiegania po kamieniach, po trudnym technicznie odcinku. Wydarzyło się to około 3-4 km przed metą, gdy uciekaliśmy od pary którą chwilę wcześniej wyprzedziliśmy, ale to była walka o II miejsce.

Najciekawsze wydarzenie i najgorsze na trasie?

Najciekawszym momentem było podejście pod Połoninę Caryńską, kiedy dogoniliśmy 3 parę, Krzyśka i Magdę Dołęgowskich, jest to znane małżeństwo z biegów górskich, są to zaprawieni górale, startują w Polsce jak i za granicą, biegali np. w UMTB oraz kilkakrotne w Biegu Rzeźnika. Niedawno wydali książkę „Szczęśliwi Biegają Ultra” w niej jest między innym opisana taktyka rozegrania Biegu Rzeźnika, ich książkę również przeczytaliśmy. Gdy ich dogoniliśmy zamieniliśmy z nimi parę słów o ich książce, po czym z uśmiechem na twarzy pozdrowiliśmy ich i wyprzedziliśmy. Właśnie ich opisaną taktykę wykorzystaliśmy przeciwko nim, tzw. „nóż w plecy”. Nie to, że było nam wesoło, tak naprawdę to mieliśmy ciemno przed oczami i brakowało nam powietrza, ale nie wolno było tego okazać przeciwnikowi. Zaskoczeniem dla nas było dogonienie 2 pary, gdy zbiegaliśmy z Połoniny, byliśmy tak skupieni na zbieganiu i patrzeniu pod nogi, że zobaczyliśmy ich kilka metrów przed nami, chcieliśmy ich zaskoczyć i przemknąć koło nich z zaskoczenia, nie wiedzieli że ich doganiamy. Gdy do nich dobiegaliśmy Wioletta się potknęła i w tym momencie zorientowali się, że ich dogoniliśmy, byli zupełnie zaskoczeni. Szybko ich wyprzedziliśmy, ale nie byli w stanie utrzymać się za nami. Do najgorszego momentu, to można zaliczyć ten upadek Wioletty na zbiegu z Połonin, było dosyć stromo i kamieniście, więc przez chwilę była lekka dezorientacja czy wszystkie kości są na swoim miejscu, tym bardziej że goniła nas para, którą wcześniej wyprzedziliśmy. Całe szczęście skończyło się tylko rozcięciem kolana, ogólnymi otarciami i stłuczeniami, resztę zrobiła adrenalina.

Jak byście zachęcili innych do uprawiania takiego ekstremalnego biegania?

Bieganie po górach to świetny czas na spędzenie wolnego czasu. To nie tylko czyste bieganie, ale przede wszystkim kontakt z przyrodą. Każdy z nas próbuje w życiu przełamać swoje granice i własne bariery. Bieganie nam w tym może pomóc. Samo ukończenie takich zawodów daje nam niesamowitą satysfakcję, że dokonaliśmy czegoś, co dla większości osób jest nieosiągalne.

1 1.1314 1.1412 2 3 4 5 6 8 9 10 11 13 16

Autor:

<- zobacz inne artykuły tego autora (6054).


Skontaktuj się z autorem

Pozostaw opinię

Musisz być zalogowany/a, aby móc komentować.