Nie stać nas na eksperymenty i ryzyko wynikające z poparcia wątpliwej argumentacji organizatorów referendum w sprawie odwołania burmistrza. Lata 2007-2013 dają szanse pozyskiwania środków unijnych dla rozwoju miasta „Naszej małej Ojczyzny”, z których to szans nasze miasto maksymalnie korzysta. Rozwój Lubartowa to nie tylko trudne wyzwanie, to obowiązek. Warto to właśnie podkreślić w chwili, gdy wielu z nas zastanawia się nad tym czy to, co robimy jest, czy nie jest patriotyzmem lokalnym. A wielu mieszkańców zastanawia się nad tym czy iść czy nie iść na referendum. Z jednej strony słyszymy, że odwołanie burmistrza to „korzyść dla miasta” w wysokości 65 tys. zł., bo nie będzie konieczności wykładania z kasy miejskiej pieniędzy do kolejnych wyborów, na pensje burmistrza i jego zastępcy (jak głoszą organizatorzy referendum). Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, jakie nastąpią dla realizowanych przez miasto projektów opłacanych pokaźnie przez UE (chodzi nie o zysk tysięcy, ale o stratę milionów złotych). Te zagrożenia są szersze niż mówi oficjalny komunikat Urzędu. Miasto otrzymało dofinansowanie nie tylko do „Czasu na Lubartów” (przygotowanie terenów pod inwestycje) i eInclusion (komputery zakupione i przekazane mniej uposażonym 150 rodzinom), ale dostało także na inne projekty, w sprawie których nie podpisano jeszcze umów. Kto podpisze te umowy? Komisarz, który po ewentualnym odwołaniu Zwolińskiego, będzie tylko administrował miastem? A czy będzie on to robił za darmo, bo tak chcą organizatorzy referendum, którzy wyplatają dosłownie i w przenośni bajki nieświadomym mieszkańcom?
Odwołanie Zwolińskiego w referendum nie tylko może, ale na pewno zablokuje ważne dla rozwoju miasta inwestycje.
Najważniejszą zagrożoną inwestycją jest „Czas na Lubartów”, w której buduje się drogi i uzbraja tereny pod inne inwestycje, tereny latami skupowane przez miasto, aby zaoferować firmom, które inwestując, stworzą nowe miejsca pracy. Opóźnienie choćby pół roku realizacji tego projektu to nasza strata, a zysk naszych konkurentów z innych miast, którzy czekają tylko na takie okazje.
Radni ślubowali służyć interesom całego miasta, a nie tylko swoim. Jedna z organizatorek referendum radna Jublewska, przestała popierać burmistrza, gdy ten i inni radni nie poparli jej sprzeciwu w sprawie podziału jej działki w czasie uchwalania planu zagospodarowania przestrzennego. Ja też wtedy byłam radną i moją działkę też podzielono drogą. Czy z tego powodu mam występować przeciw burmistrzowi? Czy z tego powodu miałam blokować ten plan, jak ona to zrobiła? Czy z ochrony własnego interesu mam występować przeciw wszelkim inicjatywom Zwolińskiego i radnych z nim współpracujących? Czy z tego powodu mam mamić i namawiać mieszkańców do protestów, nieświadomych tego, że są manipulowani? Czy z tego powodu mam rozgłaszać tragiczne wieści że „zjedzą nas szczury”, a smród opanuje ulicę Lipową i całe miasto? To wszystko wieści i plotki, które nie mają uzasadnienia.
Żyjemy w UE, której przepisy nie pozwalają na wybudowanie w centrum miasta „budowy śmieciarni obok naszych domów” – jak nazywają organizatorzy referendum nowoczesny Zakład Zagospodarowania Odpadów, dla którego w Lubartowie nie ma innego miejsca niż właśnie tam.
Ja jak i wielu innych radnych myślimy o rozwoju miasta, a nie tylko o własnym interesie. Niech przykładem będzie to, że ja też mam w tamtej okolicy dużą działkę, ale głosowałam za sortownią odpadów, której lokalizacja nie podoba się organizatorom referendum. Głosowałam za tym dlatego, bo była to jedyna możliwa lokalizacja spełniająca kryteria (także te bezpieczeństwa dla osób i środowiska w tamtej okolicy). I nie obawiam się, że straci ona na wartości, a wręcz przeciwnie uważam, że jej wartość wzrośnie. Na budowę tego zakładu możemy pozyskać ze środków unijnych nawet ok. 43 mln zł. – Jak można z tego nie skorzystać?
Zresztą ten zakład ma być właśnie częścią niezbędnej infrastruktury, o której pisała, mamiła w swojej ulotce wyborczej radna, gdy startowała na burmistrza z ramienia PiS. Oto jej wypowiedź z tamtych czasów – „nasza mała Ojczyzna ma być – prężnie rozwijającym się zagłębiem przemysłowym, dzięki sprowadzaniu inwestorów, tworzeniu terenów przeznaczonych na nowe zakłady pracy i budowie odpowiedniej infrastruktury”. Czy faktyczne jej działanie służy temu celowi? Przecież inwestycja ta ma być realizowana w miejscu, które od początku rozwoju gospodarczego Lubartowa zostało do tych celów przeznaczone.
Zakład Zagospodarowania Odpadów w tamtym miejscu nie będzie stwarzał większych zagrożeń niż dzikie wysypiska śmieci w mieście i okolicach.
W świetle takich zagrożeń, jakie mogą wyniknąć z odwołania przed końcem kadencji burmistrza, apeluję do mieszkańców Lubartowa, jeżeli chcecie pomóc swojemu miastu, nie bierzcie udziału w awanturach politycznych. Nie idźcie na referendum.
Ewa Grabek
Wiceprzewodnicząca Rady Miasta Lubartów


