Marian (ur. 1930 r.) już w wieku 13 lat zaczął pracować w lubartowskiej hucie szkła, był odnoszaczem butelek. Później dmuchał butelki, słoje, gąsiory. W wieku szkolnym grał w szmaciankę. W tragicznym okresie wojny pomimo pracy chodził na wieczorówkę aby coś osiągnąć w życiu. Praca, nauka i gra w piłkę to główne Mariana „zajęcia”. W późniejszym czasie awansował na majstra. Pierwsze kroki w prawdziwej drużynie stawiał w wieku kilkunastu lat, było to w „Hutniku”. Grał tez w milicyjnej drużynie „Gwardii”. Za namową p. Józefa Filipiaka zaczął grę w „Lewarcie”. Każdą wolną chwilę poświęcał piłce nożnej grając w różnych drużynach. Mecz „Hutnika” w Parczewie zakończył się zwycięstwem lubartowiaków (grali M. Goral i Rogowski). Wśród zawodników lat czterdziestych p. Marian pamięta Kazika Kosiarskiego, który grał bardzo dobrze jako pomocnik, oraz dwóch Guzów (Ludwika i Bolka), trzech Szponarów (Józefa, Czesia, Miecia) i innych.
Najlepsze i najprzyjemniejsze wspomnienia to czas najlepszej kondycji i formy. Nazywali mnie Goralik (wspomina p. Marian) ze względu na szybkość i technikę gry (tzw. „drybling”) znany byłem w całym województwie.
Złe wspomnienia to czas kiedy jako zawodnik za nieczystą grę na meczu w Puławach był przez ponad rok zawieszony. Później dzięki trenerowi z Lublina został odwieszony. Przykry czas to okres kiedy miał kontuzję kolana i nie mógł grać. Pomimo tego ma dobre i piękne wspomnienia z dawnych lat. Snuje refleksje o przeszłości. Mecze odbywały się na Popówce ( gdzie był stadion jeszcze przed wojną) a potem w parku na nowym boisku. Budowali go zawodnicy i sympatycy footbolu (i nie tylko), założono rury odwodniające, później rozgrywano tam mecze. Gra w piłkę dawał p. M. Goralowi dużą satysfakcję i zadowolenie, pozostało to do obecnej chwili. Tymi wydarzeniami bardzo się cieszył, to było Jego życie, często myślał i obecnie też myśli o piłce nożnej.
Jako ciekawostkę z trudności, które wtedy istniały podał, że buty trzeba było naprawiać samemu. Bywało i tak, że f. Przystupa brał prawy but (bo kopał z prawej nogi), a ja lewy (bo kopałem z dwóch nóg), takie trudności miał klub. Było to za prezesury St. Suchoraba, później kupiono nowe buty co dla zawodników było wielką frajdą. Pomimo niedogodności piłka miała bardzo wilu zwolenników. Na starym stadionie (Popówka) kibice krzyczeli miedzy sobą, kiedy będzie w niedziele mecz?
Pan Marian Goral zakończył granie w 1963 r. jak miał 33 lata. Pomimo nikłej postury grał często w różnych drużynach. O Jego grze decydowała technika, szybkość, ambicja i silna wola. Starsi kibice pamiętają mecz w parku, kiedy z kornera ‘Marianek” strzelił bramkę. Obecnie mając prawie 80 lat z „łezka w oku” wspomina dawne, dobre czasy związane z piłka nożną.
Rozmowa przeprowadzona była kilka miesięcy przed śmiercią, której nikt się nie spodziewał. Pan Marian Goral zmarł dnia 22 maja 2010r. Uroczystości pogrzebowe z udziałem pocztu sztandarowego odbyły się dnia 1 czerwca 2010r.
W głębokim żalu i smutku pozostaje
Rodzina
Oraz Przyjaciele, Znajomi i Kibice
Opracował Wojciech Charliński


