W dziale | Ludzkie sprawy

Chcą pracować, nie chcą kraść

Opublikowany 22.04.2010

Na początku kwietnia wysypisko w Rokitnie zostało zamknięte… dla osób przeszukujących, czyli tzw. „szperaczy”.  Powodem tej decyzji był nieszczęśliwy wypadek.
Przypomnijmy, że w lutym na wysypisku podczas zbierania odpadków 64-letni mieszkaniec gminy Jawidz został przygnieciony przez pracujący tam spychacz. W wyniku poniesionych obrażeń mężczyzna zmarł w szpitalu. Policjanci ustalili, że 53-letni operator spychacza miał ponad 0,3 promila alkoholu w organizmie.
Kilkadziesiąt osób, dla których wysypisko jest źródłem utrzymania, postanowiło zablokować wjazd na wysypisko. Blokadę zaplanowano na 12 kwietnia, jednak ze względu na żałobę narodową, protest przeniesiono na 19 kwietnia.
Po godzinie 7.00 rano zablokowano wjazd na wysypisko i nie wpuszczano ciężarówek przywożących śmieci, ustawiła się kolejka. Po godzinie pojawił się kierownik wysypiska – Waldemar Kowalczyk, który tłumaczył zebranym: W najbliższym dniach będzie omówiony i wypracowany sposób bezpiecznego przebywania tej grupy osób, która tutaj przychodziła. Jak to było rokitno2dotychczas, jest to niedopuszczalne. Skończyło się to wypadkiem śmiertelnym… Komisja powypadkowa, przeanalizowała wszystkie materiały dowodowe i decyzja jest o nie wpuszczaniu. Protestujący nie ustąpili i kontynuowali blokowanie bramy wjazdowej. Co?  Mam, zacząć kraść. Kto mi da na chleb. Dwieście złotych pożyczyłam na jedzenie – mówi jedna z protestujących. Pracę mi się zabiera, na takie bezrobocie. Co, może lepiej jakbym zaczął kraść? – mówi inny. Niech nas przeszkolą, możemy pracować w kamizelkach odblaskowych – mówi starsza kobieta. Dla niektórych szperanie na wysypisku to jedyna praca. Po interwencji wójta gminy Lubartów i policji protestujący ustąpili, gdy dowiedzieli się, że trzeba czekać do czwartku.
Decyzja ze strony administratora pozostaje na tę chwilę niezmienna – mówi wójt gminy Lubartów Janusz Bodziacki – Ten wypadek śmiertelny spowodował, że komisja wypadkowa i przełożeni kierownika zlecili nie wpuszczanie w tej chwili osób postronnych na to składowisko. Natomiast ja prowadzę rozmowy z prezesem MPWiK, jak również z władzami miasta Lublin, aby w jakiejś zorganizowanej i z dyscyplinowanej formie mieszkańcy naszej gminy mogli wchodzić na to składowisko i dorobić sobie do budżetu rodzinnego.
Kierownik wysypiska mówił, że widzi to w ciemnych barwach…
Pan Kowalczyk ma duże doświadczenie – kontynuuje wójt – ja jednak jestem optymistą. W imieniu tej grupy, nawet to potwierdzili, bo w ubiegłym tygodniu trochę awansem o tym mówiłem, chciałem to zrobić w ten sposób i tak uzgodnić z władzami Lublina, aby do samochodu podchodziły małe zorganizowane grupki i stworzyły kolejkę. Takim podstawowym elementem jest też trzeźwość na terenie tego składowiska i mieszkańcy zobowiązali się, że kupią alkomat i będą się badać przy wyjściu na składowisko i przekazywać listę trzeźwości kierownikowi.
W czwartek odbędzie się spotkanie wójta z Dyrektorem Wydziału Ochrony Środowiska UM Lublin Marianem Stani. Czy dojdzie do porozumienia?

Autor:

<- zobacz inne artykuły tego autora (2337).


Skontaktuj się z autorem

Pozostaw opinię