W dziale | - Polecamy -

Charytatywny Bal Walentynkowy dla Wiktorii Baran

Opublikowany 08.02.2018

Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom „Niech się serce obudzi” zaprasza na XIV Charytatywny Bal Walentynkowy w dniu 10 lutego o godzinie 19, w Hotelu Wincentów. To okazja do dobrej zabawy podczas karnawału, połączonej z pomaganiem. W tym roku dochód z balu przeznaczony będzie dla Wiktorii Baran, podopiecznej Stowarzyszenia. Gwiazdą wieczoru będzie Męska Grupa Wokalna KAIROS. Na uczestników czekają atrakcje kulinarne, aukcja wartościowych przedmiotów. Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom zaprasza wszystkich chętnych do zapisywania się. Zgłoszenia – pod numerem telefonu: 696 234 998 (do poniedziałku 5 lutego). Wstęp – 150 zł od osoby.

WIKTORIA ZNACZY ZWYCIĘSTWO

Wiktoria znaczy zwycięstwo. Ale przecież wszyscy wiemy, że droga do zwycięstwa prawie zawsze jest okupiona bólem…

Przyszli we troje. Ona, młoda kobieta z pogodnym uśmiechem i niepewnością w oczach. On, spokojny i małomówny, ale uważnie obserwujący otoczenie. A z nimi szczupła blondyneczka, wtulona ufnie w mamę. Wiktoria.
Urodziła się w 22 tygodniu ciąży. Ważyła tylko 600 gramów. Od razu powiedzieli nam, że nie przeżyje. Zaczęły się rutynowe procedury medyczne, z góry skazane na niepowodzenie. Ale ona tak bardzo chciała żyć… zabrali ją do inkubatora, podłączyli do jakichś maszyn, a ja umierałam ze strachu. Nawet nie wolno mi było jej dotknąć, bo skóra była zbyt wrażliwa na dotyk.
Szybko przeliczam w pamięci wagę. To jest skrajnie niska waga urodzeniowa. Szanse na przeżycie są niemal równe zeru.
Przyjeżdżałam do szpitala i patrzyłam przez szybę inkubatora. Nie mogłam zrobić zupełnie nic. To był straszny czas. Ja przed szybą, ona po drugiej stronie, podłączona do mnóstwa rurek, wkłuć, z niemal przeźroczystą skórą.
A lekarze?
Oni… no cóż, albo nie mówili nic, albo w taki sposób, z którego ja nie rozumiałam nic. Lekarze chyba nie biorą pod uwagę, że rodzic może być laikiem i nie znać się na medycynie. Jedyne, co do mnie docierało, to informacja, że jest bardzo źle, a przypadek jest właściwie beznadziejny. Żeby założyć jej wkłucie centralne, musieli ściągnąć lekarza się z innej placówki, bo u nich nikt nie podjął się zabiegu na tak małym dziecku.
Ale nadzieja jest niezniszczalna. Czasem wbrew logice.
Tak. Leżeliśmy w szpitalu cztery miesiące, raz było lepiej, raz gorzej. U wcześniaków jest z reguły mnóstwo powikłań, bo narządy nie są jeszcze wykształcone dostatecznie, więc organizm trzeba wspomagać. U Wiktorii tych zaburzeń było całe mnóstwo. Rozpoznano mózgowe porażenie dziecięce, niedowład spastyczny czterokończynowy, niedowidzenie obuoczne, hipoplazję móżdżku i ciała modzelowatego, torbiel pajęczynówki.
To bardzo dużo jak na takie małe ciałko…
Z częścią sobie poradziła. Do dziś pamiętam, jak jechała na zabieg oczu do Centrum Zdrowia Dziecka. Przyjechała specjalistyczna karetka. Cały zespół lekarzy. Przygotowali ja do drogi: z respiratorem, całym sprzętem i powiedzieli nam, że ona może tam w ogóle nie dojechać… to daleka droga, a ona… karetka z przodu, a my samochodem za nimi. To była straszna droga. W życiu nie chciałabym przeżyć czegoś takiego po raz drugi.
Mamie Wiktorii łamie się głos. Jakby nagle znalazła się w tamtym czasie i miejscu. Ale przecież Wiktoria znaczy zwycięstwo…
Udało się uratować jej oczka, retinopatia się cofnęła, ale jej następstwem jest niedowidzenie. Oznacza to, że Wiktoria widzi, ale musi mieć przedmioty blisko siebie. To już coś. Wylewy w obrębie czaszki też się wchłonęły. Ale niestety, nie ze wszystkim jest tak dobrze. Ona sama nie siedzi, nie chodzi, je tylko zmiksowane potrawy, nie sygnalizuje potrzeb, nie mówi, wydaje jedynie dźwięki. Postawiliśmy na rehabilitację, ale efekty są znikome w stosunku do włożonego wysiłku.
I teraz w sumie jest tak, jak na początku – stoją pod ścianą i nie mają możliwości, by tę ścianę przesunąć. Tyle tylko, że Wiktoria ma cztery lata, a jej rodzice nauczyli się walczyć. Jak ona.
Co można dla niej wywalczyć?
Godne życie. Komisja bioetyki zakwalifikowała nas do podania komórek macierzystych. To eksperymentalna terapia, ale przynosi bardzo dobre efekty, mamy tego przykłady na innych dzieciach. Niestety, jak wszystko, co nowe, jest także kosztowna. Całość terapii, to koszt ok. 26 tysięcy złotych. Zbieramy pieniądze, ale taka suma jest dla nas niewyobrażalna. Nie wchodzą w grę żadne kredyty, bo z czego byśmy je spłacili? Pracuje tylko mąż, ja nie mogę zostawić Wiktorii ani na moment, a przecież rehabilitacja też jest prywatna. Jeśli nie znajdziemy wsparcia…
Znajdą. Muszą znaleźć. Bo otaczają to dziecko niewyobrażalną troską, bo tę miłość zwyczajnie widać. Znajdą, bo droga, którą przeszli, jest naznaczona takim bólem, że trudno to sobie wyobrazić. Znajdą, bo czas, by w tej ścianie wreszcie pojawiły się okna i drzwi.
Kiedy słucha się takich historii, człowiek uczy się szacunku do życia. Ale widzi także jego potęgę, która drzemie nawet w tak kruchej istotce, jak Wiktoria.
Właśnie dlatego 10 lutego, podczas Charytatywnego Balu Walentynkowego, będziemy wspierać Wiktorię. Chcemy, by ta historia miała szczęśliwe zakończenie.

Justyna Wereszczyńska
Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom
„Niech się serce obudzi”
im. Jana Pawła II

Autor:

<- zobacz inne artykuły tego autora (4597).


Skontaktuj się z autorem

Pozostaw opinię

Musisz być zalogowany/a, aby móc komentować.