Archiwum wydań | "„Chasydzka droga – z Lublina do Kocka”"

Symcha Keller nagrywa w Lubartowie

Wydanie: , , ,


„Chasydzka droga – z Lublina do Kocka” to tytuł płyty, która powstaje w lubartowskim Majart Studio. Jej autorem jest Symcha Keller, światowej sławy kantor, działacz społeczności żydowskiej, dawny rabin. Prowadził on modlitwy podczas wizyt najważniejszych osób ze świata religii i polityki. Za wybitne zasługi w działalności na rzecz dialogu polsko-żydowskiego został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W rozmowie z „Lubartowiakiem” Symcha Keller opowiada o najnowszej płycie, wspomina też o Lubartowie z czasów, kiedy Żydzi stanowili tu ponad 60 procent mieszkańców.

Spotykamy się w studiu nagraniowym „Majart” w Lubartowie, w połowie drogi między Lublinem, a Kockiem. To chyba nie bez znaczenia w nawiązaniu do tytułu Pana najnowszej płyty?

Symcha Keller: Wielki noblista, pisarz żydowski Singer powiedział, że przypadek to nie koszerne słowo. Tytuł płyty, czyli „Chasydzka droga – z Lublina do Kocka” rodził się w mojej głowie od dawna. Tak się złożyło, że nagrywamy tutaj w Lubartowie u Marka Majewskiego, więc wszystko jest tak jak powinno być. To trzecia płyta z mojego tryptyku, który wydaje. Pierwszą płytę „Bramy” nagrywaliśmy w Łodzi u mojego przyjaciela Andrzeja Adamiaka z Rezerwatu, niestety już świętej pamięci. Druga płyta to „Chojze Widzący z Lublina” poświęcona postaci wielkiego rabina, mistrza, mistyka. Trzecia płyta jest jakby klamrą tego projektu, dlatego, że ruch chasydzki, jego mistyka i przekaz duchowy w pewnym momencie rozpoczął jakby walkę z cieniem, walkę z samym sobą. Zaczął szukać nowej drogi. Symboliczną wielką postacią tego buntu wewnętrznego był właśnie rabin Mendel z Kocka. Jeśli chodzi o brzmienia, pierwsza płyta jest trochę rockowa, szaleńcza i medytacyjna, druga jest w czystym chasydzkim folkowo – mistycznym brzmieniu. Ta ostatnia, która powstaje tu w Lubartowie, jest poszukiwaniem prawdy, nowego brzmienia, bardziej chropowata, ostra, zróżnicowana w swojej materii.

Postać związana z tą płytą, czyli Mendel z Kocka, to jeden z najwybitniejszych cadyków, założyciel dynastii chasydów w Kocku. Czy może Pan powiedzieć coś więcej o nim ?

Symcha Keller: Mendel z Kocka była to postać niezwykła. Był człowiekiem bardzo wrażliwym, uczulonym na prawdę, przekaz, zaczął buntować się przeciwko skostnieniu ruchu chasydzkiemu. Na końcu swojej drogi na 20 lat zamknął się w domu, praktycznie nie wychodził. Twierdził, że wszystko można na świecie podrobić oprócz prawdy. Skoro jej nie znalazł, nie chce więcej uczyć. To człowiek buntu. Polecam książkę „Opowieści Chasydów” Martina Bubera, gdzie przytoczono wiele jego nauk i słów.

Na jakim etapie są nagrania.? Kiedy możemy spodziewać się premiery płyty?

Symcha Keller: Premiera zaplanowana jest na 5 grudnia w Bramie Grodzkiej. Idziemy dość szybko z pracami nagraniowymi, niebiosa nam sprzyjają. Dziś mieliśmy nagrać dwa utwory, nagraliśmy cztery…

Tutaj w Majart Studio powstała też okładka na płytę…

Symcha Keller: Okładka jest już gotowa, to projekt i realizacja Marka Majewskiego.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że muzycy z Pana zespołu to ludzie o różnych poglądach, ale udaje się Wam znaleźć wspólny przekaz…

Symcha Keller: Ci muzycy to między innymi moi dawni przyjaciele. Mimo, że dzieli nas ocean światopoglądowy od mistyków, do racjonalistów, doskonale się ze sobą czujemy i współpracujemy, a gramy ze sobą już prawie od 4 lat. To fenomen, że zjawiło się sześciu facetów, którzy zaczęli ze sobą grać muzykę i nie ma żadnych problemów.

Marek Majewski wspomniał, że ludzie z Pana zespołu to wspaniali muzycy…

Symcha Keller: To muzycy z bardzo dużą karierą. Robert Brzozowski, który gra na kontrabasie jest filharmonikiem, grał w bardzo wielu formacjach związanych z jazzem, muzyką folkową, cygańską. Bartek Stańczyk – nasz akordeonista sam tworzył i remontował akordeony, to człowiek, który siada i gra tak, że wszyscy są zachwyceni…

Występował Pan podczas wizyt najważniejszych osób ze świata religii i polityki – papieża Jana Pawła II, Benedykta XVI oraz papieża Franciszka, a także Billa Clintona czy Vaclava Havla. Które z tych wydarzeń były dla Pana najbardziej istotne?

Symcha Keller: Jeśli chodzi o spotkanie z Janem Pawłem II, byłem wtedy młodym kantorem, odśpiewałem jedną modlitwę, pamiętam krótką rozmowę. Niezwykle wspominam swoje śpiewanie podczas obchodów 60 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau, kiedy na trybunie miałem od Putina przez królową Szwecji, poprzez same najważniejsze głowy państw. Pamiętam to doskonale, bo miałem straszliwą tremę, prowadzona była transmisja na żywo na cały świat. Najbardziej zapamiętałem spotkanie z papieżem Benedyktem XVI, ponieważ doszło do scysji między nami. Wypowiedział zdanie podczas modlitw, które mnie bardzo zbulwersowało. Pozwoliłem sobie wejść z nim później w dyskusję. Bardzo mile wspominam spotkanie z papieżem Franciszkiem. Mój śpiew podczas jego wizyty był bardzo symboliczny, natomiast sama osobowość tego człowieka mnie bardzo ujęła.

Żydowska muzyka chasydzka nie jest muzyką znaną w Polsce. Co jest dla niej najbardziej charakterystyczne?

Symcha Keller: W Polsce w ogóle kultura żydowska jest bardzo mało znana, a muzyka to już totalna „porażka”. Muzyka chasydzka jest daleka od popularnej muzyki klezmerskiej, która grana była na weselach, ślubach. Muzyka chasydzka to oczko wyżej i to dużo wyżej. To muzyka ducha. Każdy utwór, niezależnie czy ma słowa czy nie jest formą medytacji. Nie ważne, że ktoś sfałszuje, ważne, żeby emocja, energia i duch szedł do góry. Chasydzka muzyka tak jak cała muzyka żydowska bierze też bardzo dużo z muzyki regionalnej, czyli ludowej. Słyszymy tu między innymi walczyki, czardasze, dunki ukraińskie.

Dla mnie ciekawe jest to, że siedzą w Panu też rockowe brzmienia. Na początku lat osiemdziesiątych był Pan współzałożycielem i liderem  legendarnej grupy Katharsis…

Symcha Keller: Tak, od tego się zaczęło. Graliśmy jazz, rock, potem reggae. Była to kapela bardzo mocno antyreżimowa, z religijnymi, duchowymi artystami.

Jest Pan specjalistą historii Żydów w Polsce. Chciałabym, żeby Pan powiedział kilka słów o lubartowskim dziedzictwie, które Żydzi pozostawili po sobie…

Symcha Keller: Zajmuje się głównie historią mistyki żydowskiej. Lubartów był drugim co do wielkości skupiskiem Żydów w województwie lubelskim. Tu przebywali wielcy rabini, mieszkał tu między innymi jeden z największych mistyków żydowskich Lewi Ichcak z Berdyczowa. To postać z legendy żydowskiej, był znany z kłótni z Bogiem. Lubartów pamiętam dobrze z lat 80. Mam w pamięci drewniany dom rabina, którego już nie ma. Bardzo szkoda, bo był to jeden z nielicznych reliktów tego typu obiektów w Polsce. W Lubartowie bardzo czuć ten żydowski klimat, mam na myśli typową zabudowę, domki, sklepiki. Mam do przekazania pewien apel – nie bójmy się tej historii. Żydów w Polsce już praktycznie nie ma. Zadbajmy o to, co po tych ludziach pozostało. Jeżeli w danym miejscu mieszkało ponad 50 procent Żydów, którzy zostali w bestialski sposób wymordowani, uczciwe jest dbanie o ich pamięć.

 

Marek Majewski, właściciel Majart Studio, realizator i producent płyty
Na początku października ruszyliśmy z pierwszymi nagraniami, obecnie prace są bardzo zaawansowane. W wydanie płyty zaangażowało się wiele podmiotów, samorządów, wydawnictw oraz ambasada Niemiec w Polsce. To ogromne przedsięwzięcie. Jestem dumny z tego, że miałem w tym swój duży udział. To też promocja naszego miasta. Na okładce jest napis, że płyta powstawała na przełomie października – listopada 2021 roku w Lubartowie. To dla mnie duży prestiż jako realizatora i producenta płyty.

 

 

Rozmawiała: Katarzyna Wójcik

Autorem projektu graficznego okładki na płytę jest Marek Majewski (Majart Studio)

 

Reklama

facebook

Szybkie linki