Archiwum wydań | "Lubartowski Ośrodek Kultury w Lubartowie"

Wigilia Miejska z Mikołajem, kolędą i barszczykiem

Wydanie: , , ,


Był Mikołaj, kolędy na żywo oraz gorący barszczyk z pasztecikami. Wigilią Miejską zakończył się trzydniowy Lubartowski Jarmark Bożonarodzeniowy.

Burmistrz Krzysztof Paśnik i jego zastępca Tadeusz Małyska złożyli mieszkańcom życzenia.  Świąteczny wiersz odczytała Danuta Woźniak, mieszkanka Lubartowa, a kolędy zaśpiewał zespół Psallite Deo prowadzony przez Zbigniewa Skrzypka.

Wigilię poprzedził pokaz gotowania pod chmurką. Przyrządzano wolno gotowanego łososia mi-cuit  techniką sous vide oraz zupę rybną z karpiem i kluskami lanymi. Do tego każdy mógł poczęstować się rozgrzewającym barszczem z pasztecikami.

Na dzieci czekała karuzela wenecka, miały tez możliwość zrobienia sobie zdjęcia z Mikołajem.

(kw)

Lubartowski Punkt Informacji Turystycznej ma dwie gwiazdki

Wydanie: , , , , ,


Punkt Informacji Turystycznej w Lubartowie otrzymał prestiżowy certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej. Mieszczący się na ulicy Farnej 4 ośrodek wyróżniono dwoma gwiazdkami. Dokument potwierdzający certyfikację wręczono 17 grudnia w siedzibie PIT.

Punkt Informacji Turystycznej w Lubartowie działa od stycznia 2021 roku. W sezonie letnim odwiedziło go ponad tysiąc turystów.

Ośrodek przeszedł certyfikację wzorcowo, prawie od samego początku zaczyna od dwóch gwiazdek, co jest ogromnym sukcesem – mówiła podczas dzisiejszego spotkania Dorota Lachocka, dyrektor Lubelskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej.

Celem przeprowadzenia certyfikacji jest potrzeba zapewnienia odpowiedniej jakości obsługi turystów przez jednostki informacji turystycznej oraz stworzenie krajowej sieci standaryzowanych jednostek informacji turystycznej współpracujących na poziomie lokalnym, regionalnym i krajowym.

W procesie certyfikacji brano pod uwagę m.in. lokalizację, kwalifikacje informatorów, prowadzenie sprzedaży, oznakowanie, układ pomieszczeń.

PIT został przygotowany w 80 proc. ze środków zewnętrznych. Certyfikat wpisuje nas w grupę miejsc o szczególnym znaczeniu. Dziękuję swoim poprzednikom, którzy rozpoczęli proces związany z powstaniem obiektu – mówił podczas spotkania burmistrz Krzysztof Paśnik, na ręce którego wręczono certyfikat.

Z certyfikatu cieszy się Adam Kościańczuk, dyrektor Lubartowskiego Ośrodka Kultury, któremu podlega  PIT: Przyznanie nam tych gwiazdek to bardzo dobre podsumowanie pierwszego roku funkcjonowania Punktu Informacji Turystycznej w Lubartowie. Od samego początku naszą misją jest tworzenie miejsca przyjaznego turystom oraz samym mieszkańcom – przyznaje. – To tutaj można otrzymać bogatą informację turystyczną o regionie oraz nabyć wydawnictwa i pamiątki. Punkt oferuje także liczne usługi, od rezerwacji hoteli, wejść do muzeów, poprzez wycieczki z przewodnikiem, zorganizowane wyjazdy po atrakcjach Lubelszczyzny, konkursy, na grze miejskiej kończąc. Cieszę się także, że lubartowscy twórcy znaleźli miejsce, w którym mogą pokazać swój dorobek szerokiemu gronu odbiorców. PIT to również cel zakupowych wędrówek mieszkańców Lubartowa. Mogą nabywać u nas ozdoby świąteczne i gadżety, które często wysyłane są do rodziny i znajomych po całej Polsce i zagranicą. Stale się rozwijamy i podnosimy jakość swoich usług. Zapraszamy wszystkich do skorzystania z naszej oferty i odwiedzenia PIT na ul. Farnej 4. Można zakochać się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia – dodaje.

Co daje certyfikacja? Jak tłumaczy  Artur Kuśmierzak, naczelnik Wydziału Promocji, Kultury, Sportu i Komunikacji Społecznej UM – uczestnictwo w certyfikacji daje wiele korzyści. Jest to między innymi promocja na portalach Polskiej Organizacji Turystycznej, mediach, otwarcie możliwości prezentowania się podczas wydarzeń organizowanych przez POT, uczestnictwo w szkoleniach dla kadr, członkostwo w Forum Informacji Turystycznej i udział w Walnym Zgromadzeniu członków, a także współpraca w akcjach promocyjnych oraz dostęp do wydawnictw promocyjnych POT.

Katarzyna Wójcik

Będzie tydzień krwiodawstwa w Lubartowa. Krwi potrzebuje chora dziewczynka

Wydanie: , , , ,


Emilka Gębal z Kamionki choruje na ostrą białaczkę i potrzebuje krwi. To między innymi dla niej zostanie przekazana krew zebrana podczas Tygodnia Krwiodawstwa w Lubartowie.

W dniach 19, 21 i 22 lipca będzie można oddać krew w RCKiK, w godzinach 7-12, ul. Cicha 14.

Wakacje to okres szczególnie narażony na braki krwi. Głównym zamierzeniem naszej akcji jest popularyzowanie oddawania krwi w mieście. Naszym celem jest reaktywowanie naszego lubartowskiego punktu tak, aby był czynny przez 5 dni w tygodniu – mówi Przemysław Kowalczyk, prezes Klubu HDK Lewart.
Chcemy docenić krwiodawców, bo są oni pomijani w Polsce. Dzięki naszej inicjatywie mogą oni taniej zakupić bilet do lubartowskiego kina albo ze zniżką zrobić zakupy w sklepie zoologiczno – wędkarskim „MORMYSZKA” – dodaje.

W akcję włączył się Lubartowski Ośrodek Kultury.

Akcja jest częścią obchodów Święta Miasta. Pragniemy zachęcić do oddawania tego najcenniejszego daru. Podsumujemy ją podczas Annowania. To kolejna nasza wspólna inicjatywa z Klubem HDK Lewart – mówi Adam Kościańczuk, dyrektor LOK.

Zebrana podczas akcji krew zostanie przekazana między innymi dla Emilki Gębal z Kamionki. Dziewczynka choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną.

Lubartów opanowały unikatowe auta z całego województwa

Wydanie: , ,


 Kilkaset aut od tych zabytkowych do tych najnowocześniejszych zaprezentowało się 23 maja na Placu przed Pałacem Sanguszków. „Moto Start Sezonu” zorganizował  Lubartowski Ośrodek Kultury przy współpracy z Urzędem Miasta i Starostwem Powiatowym. 

Do Lubartowa przyjechali miłośnicy motoryzacji z całego województwa zrzeszeni  w grupie – Lubelskie Klasyki Nocą. Można było zobaczyć maluchy, polonezy, syrenki, czy oryginalnego chevroleta z 1937 r.

WIĘCEJ ZDJĘĆ TUTAJ

 

 

Piotr Kozak: ”Zawsze miałem w sercu kino”

Wydanie: ,


 29 maja Lubartowski Ośrodek Kultury w swojej siedzibie otwiera Muzeum Kina Lewart. Wśród eksponatów oprócz zabytkowych projektorów znajdziemy fotografie, plakaty, wycinki prasowe, szyldy, stare taśmy czy wspomnienia byłych pracowników. Wśród nich wspomnienia wieloletniego kinooperatora Piotra Kozaka, który poznał to miejsce od podszewki.

Bardzo przyjemnie było patrzeć przez okienko projektorki, jak była pełna sala ludzi. Śmietanka lubartowska, bo tak nazywałem młodzież z naszego miasta – siedziała na podłodze, tak było tłoczno – wspomina czasy sprzed ery kaset wideo Piotr Kozak. O lubartowskim kinie Pan Piotr może opowiadać godzinami, a powstanie Muzeum Lubartowskiego Kina to spełnienie jego marzeń. Marzeń o tym, aby pamięć o analogowym kinie w Lubartowie nie zaginęła.

Ile lat pracował Pan tu jako kinooperator?

Piotr Kozak: W sumie to 34 lata. Swoją pracę jako kinooperator zacząłem w kinie objazdowym w 1965 roku, mając 18 lat, które podlegało kierownikowi kina w Lubartowie. Pierwszy seans był w szkole w Łucce. A do kina do kabiny trafiłem w 1968 roku. Wtedy pracowało nas trzech – Ryszard Zagajski, Wojtek Jaglewicz i ja. W Kinie Lewart pracowałem do 1993 roku, następnie po przerwie wróciłem w 2007 roku i tak przepracowałem do 2014 roku, kiedy to kino zostało poddane renowacji i zdemontowano starą aparaturę. Pamiętam osoby, z którymi pracowałem, był to między innymi Roman Guz, przyuczałem też do zawodu Krzysztofa Bronisza.

Co Pan czuje widząc po latach te piękne odrestaurowane projektory. Zachowały się one chyba całkiem dobrze?

Piotr Kozak: Tak, zachowały się całkiem nieźle dzięki nam. Dobrze konserwowaliśmy je. Trochę mi jednak żal, że te aparaty od razu nie pozostały w tej kabinie, żeby służyć dla potomnych, aby wiedzieli jak to wszystko wyglądało kiedyś.

Czy na początku Pana pracy kino było w rękach samorządu miejskiego?

Piotr Kozak: Nie, dopiero nastąpiło to w 1990 roku. Wtedy kinem zarządzał Lubartowski Ośrodek Kultury z dyrektorem Pawłem Tregerem na czele. Później kino przejęła Estrada Lublin, a następnie trafiło w prywatne ręce Jerzego Kosika, a później znów w ręce samorządu. Kierownikiem został Jacek Jakubiec, który od razu wziął się za jego remont. Z Jackiem zacząłem prace od 2007 roku do 2014.

Pamięta Pan tytuł pierwszego i ostatniego wyświetlonego przez Pana filmu? Ile filmów przeszło w sumie przez Pana ręce?

Piotr Kozak: Niestety nie pamiętam ani ostatniego, ani pierwszego tytułu. Ale w przybliżeniu mogłem wyświetlić ponad 100 tys. seansów.

Jak wyglądało wtedy nasze kino jeśli chodzi o wnętrze? Pamięta Pan jakieś szczegóły?

Piotr Kozak: Zewnętrzny wygląd budynku był w opłakanym stanie. Szyby na wysokości budynku były wybite i zabite od środka dyktą. Krzesła na widowni były drewniane, a na sali widowiskowej były piece opalane węglem. Krzeseł było 235, podłoga była ropowana, a wyjście z sali widowiskowej było obok ekranu. Z biegiem lat kino sukcesywnie przechodziło remont. Wymieniono podłogi, zlikwidowano piece, wymieniono krzesła na tapicerowane, okna zamurowano i odnowiono budynek na zewnątrz. Ekran był zasłonięty kurtyną automatyczną, widownia miała przyciemniane światła, a wszystko było sterowane z kabiny. Całe kino było w boazerii dębowej wykonanej przez stolarnię z Michowa. Akustyka była niesamowita, gdy przyjeżdżały różne zespoły nie trzeba było nagłośnienia.

Porównując do dzisiejszej technologii kinowej kiedyś było znacznie trudniej. Potrzeba było dużo cierpliwości i wyczucia. Jakie przeszkolenie musiał Pan przejść, aby być na tym stanowisku?

Piotr Kozak: Aby móc wyświetlać filmy, musiałem przejść przeszkolenie i zdać kursy oraz egzaminy od III kategorii do I. Pierwsza kategoria była najwyższym uprawnieniem. Na kinooperatorze spoczywała odpowiedzialność za zniszczenie filmu. Mi to na szczęście się nie zdarzyło. Na pewno moja praca była trudna i odpowiedzialna i nie ma porównania do dzisiejszej technologii. Jako kinooperator mogłem zastąpić pozostałych na stanowisku, natomiast kinooperatora nie mógł zastąpić ani kierownik, ani dyrektor, ani nikt inny. Człowiek uczy się całe życie, by wypełniać powierzone mu stanowisko.

Czy często zdarzały się awarie podczas seansu? Obiła mi się o uszy historia o zamienionych szpulkach…

Piotr Kozak: Awarie nie były częste, jednak jak to w życiu bywa nic nie jest doskonałe. Każdy film posiadał metrykę i tam było napisane, która taśma ma jakieś usterki i stopień zużycia. Od tego był kinooperator, aby wszystkie taśmy były numerowane, Chyba że, nie miał czasu sprawdzić. Bo czasami zdarzało się, że dostawało się film i od razu trzeba było grać. Poza tym czasami, gdy zerwał się film robione były sklejki. Każda sklejka powinna przejść 300 razy, ale praktyka była inna. No i mówiło się trudno… Widz potupał trochę, dalej się założyło, przewinęło trochę i leciało dalej. Później się skleiło…

Lata 90 – te to czas rozkwitu naszego kina, czy wprost przeciwnie?
Piotr Kozak: W latach  90- tych zaczęła się moda na filmowe kasety wideo. Jednak dobre filmy zawsze były najpierw w kinach. Kino przeżywało swój rozkwit w latach 60 – tych do 90 – tych, kiedy nie była tak powszechna telewizja. Lubartowianie rodzinami przychodzili do kina, nawet po trzy, cztery razy na ten sam film. Kolejki po bilety były ogromne, trzeba było stać nawet 2-3 godziny. Bilety były w cenie 5-7 zł, później 9 -12 zł. Uzależnione to było od rzędu.

Pamięta Pan jakieś stare tytuły, za sprawą których kino pękało w szwach?

Piotr Kozak: Kino pękało w szwach, gdy była era westernów. Popularnością cieszyły się też filmy wojenne, melodramaty i komedie. Mogę wymienić takie tytuły jak: „Winnetou”, „Złoto MacKenny”, „Dirty Dancing”. Dzieci przychodziły na poranki w niedzielę na „Bolka i Lolka na Dzikim Zachodzie”, czy „Wilka i Zająca”. Bardzo przyjemnie było patrzeć przez okienko projektorki jak była pełna sala ludzi. Śmietanka lubartowska, bo tak nazywałem młodzież z naszego miasta siedziała na podłodze, tak było tłoczno. Warto też wspomnieć, że każdy film rozpoczynał się od Polskiej Kroniki Filmowej. Byli tacy, którzy przychodzili tylko na kronikę. Mieliśmy jednego widza, który zawsze siedział na swoim ulubionym miejscu w 18 rzędzie. Nazywał się Zygfryd Miduch.

W wywiadzie w „Lubartowiaku” z lat 90- tych czytałam, że lubartowskie kino miało najlepszy, najnowszej generacji ekran, którego mógł pozazdrościć Lublin, Zamość czy Chełm…

Piotr Kozak: Tak, lubartowskie kino miało najlepszy ekran w województwie lubelskim, dzięki jego kierownikowi Jackowi Jakubcowi. Zadbał on też o odnowę sali kinowej oraz poczekalni.

Łezka się w oku kręci, że nie ma go już wśród nas. Zmarł niecały rok po tym, jak odszedł na emeryturę. Jak Pan Go wspomina?

Piotr Kozak: Bardzo dobrze go wspominam, zawsze się dogadywaliśmy.

Jak Pan zareagował na informację o zamiarze utworzenia przez LOK Muzeum Kina Lewart?

To było spełnienie moich marzeń. Jestem bardzo wdzięczny dyrekcji LOK, że spełniła moje oczekiwanie. Cieszę się, że tego doczekałem.

Jakie pamiątki Panu pozostały?

Piotr Kozak: Mam legitymacje, dyplomy, trochę fotografii, migawkę, rolki do aparatu, bieżnie…

Rozmawiała Katarzyna Wójcik

VLUU L100, M100 / Samsung L100, M100

Przystanek Woodstock w Galerii Trzech Obrazów

Wydanie: , , ,


Fotoreportaż z festiwalu Przystanek Woodstock zagościł w Lubartowskim Ośrodku Kultury. To czarno – białe zdjęcia Jacka Bodzaka w ramach cyklu  Galeria Trzech Obrazów.

Sceny utrwalające bliskość między ludźmi są w obiektywie Jacka Bodzaka potraktowane z finezją – mówi o pracach Jacka Bodzaka Marek Danielkiewicz, instruktor w LOK.

Od połowy kwietnia fotografie znajdują się w  korytarzu Lubartowskiego Ośrodka Kultury. Powstały one podczas festiwalu Przystanek Woodstock, którego autor był wielokrotnie uczestnikiem.

– Czasami podróżowałem autostopem, czasami pociągiem. Byłem tam chyba 7 – 8 razy, zarówno jako fotoreporter jak i prywatnie. Powstała z tego dość obszerna dokumentacja – mówi Jacek Bodzak. – Zdjęcia to relacja uczestnika, obserwatora. Odzwierciedlają wolność, spontaniczność, autentyczność – dodaje.

Jacek Bodzak ma 48 lat. Studiował socjologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz fotoreportaż pod kierunkiem Tateusza Rolke w Laboratorium Reportażu na Uniwersytecie Warszawskim. Brał udział w wystawie w Galerii Młodych Twórców w Warszawie oraz wystawie zbiorowej fotografii studentów Laboratorium Reportażu pt. „Łódź, miejsca – ludzie – klimaty”.

Jego prace były kilkakrotnie doceniane. Miedzy innymi zdobył nagrodę główną w konkursie fotograficznym „Bezpieczeństwo pracy w obiektywie” oraz zajął drugie miejsce w konkursie fotograficznym „Człowiek i miasto”.

Współpracował też z akademickim miesięcznikiem „Workshop” wydawanym przez Laboratorium Reportażu Uniwersytetu Warszawskiego. Z jego ramienia był akredytowanym fotoreporterem na festiwalu Przystanek Woodstock. Na łamach tego pisma były publikowane też jego zdjęcia związane z katastrofą smoleńską.

W okresie od października 2009 do kwietnia 2010 r. uczestniczył w projekcie fotograficznym „Łódź, miejsca – ludzie – klimaty”. Projekt zwieńczyła wystawa fotografii, która miała miejsce w Galerii Młodych Twórców w Warszawie.

W 2011 r. był fotoreporterem „Kuriera Lubelskiego”. Uczestniczył też w projekcie fotograficzno-dokumentalnym „Łuków – szewska pasja”, którego pomysłodawcą i opiekunem jest Waldemar Zdrojewski, wykładowca Laboratorium Reportażu na Uniwersytecie Warszawskim oraz założyciel galerii fotografii „Obserwacja”. Rezultatem tego przedsięwzięcia jest album o mieście i jego mieszkańcach pt. „Dlaczego Łuków”.

Od 2019 roku Jacek Bodzak współpracuje z „Tekstualiami”, kwartalnikiem naukowo – literackim przy Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Tego samego roku rozpoczął też współpracę z agencją fotograficzną „Reporter”.

Prace Jacka Bodzaka recenzuje Marek Danielkiewicz, poeta, malarz i instruktor LOK:

„Jacek Bodzak jest w Lubartowie twórcą osobnym i oryginalnym. Jego prace fotograficzne są przykładem dojrzałości i rzetelności warsztatowej. W Galerii Trzech Obrazów prezentujemy fotografie opowiadające historię o pewnym zdarzeniu w środowisku młodzieżowym. Jest to zapis z imprezy muzycznej, której integralną częścią jest rytualny taniec w błocie z elementami agresji. Agresji z góry zaakceptowanej przez uczestników zdarzenia. Trzeba przyznać, że tego rodzaju obrazy budzą skojarzenia archetypowe. I myślę, że służą rozładowaniu pierwotnych instynktów. W tym sensie twórczość Jacka Bodzaka pozostawia po sobie wyraźny osad. Jego studia socjologiczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz w Laboratorium Reportażu na Uniwersytecie Warszawskim świetnie wzbogacają notę biograficzną. W twórczości Jacka Bodzaka, która w naturalny sposób dotyczy naszego życia tu i teraz, mamy do czynienia również z elementami brzydoty, które w sensie poznawczym wzbogacają naszą wiedzę o naturze człowieka, zaś jeśli chodzi o stronę estetyczną, to przypominają o względności definicji piękna. Sceny utrwalające bliskość między ludźmi są w obiektywie Jacka Bodzaka potraktowane z finezją. To ważny aspekt jego twórczości.”

(kw)

Alicja Nagietowicz nową Viki Gabor

Wydanie: , , ,


Lubartów ma już swoją nową Viki Gabor. Alicja Nagietowicz, uczennica Szkoły Podstawowej nr 3 w Lubartowie, wygrała konkurs na najlepszą piosenkę młodego pokolenia, który zorganizował Lubartowski Ośrodek Kultury. Teraz czeka ją nagranie własnego singla w profesjonalnym studiu muzycznym w Lubartowie oraz teledysku do niego.

– Zawsze chciałam zajmować się muzyką i myślę, że nagroda ułatwi mi pójście w tym kierunku – mówi Alicja Nagietowicz

Laureaci pierwszego etapu konkursu na najlepszą piosenkę młodego pokolenia wystąpili 12 kwietnia na scenie Lubartowskiego Ośrodka Kultury. Był to drugi etap zmagań młodych artystów z powiatu lubartowskiego, do którego wybrano sześć osób spośród ponad 20 zgłoszonych. Poziom konkursu był bardzo wysoki i jury miało twardy orzech do zgryzienia. Ostatecznie wygrała Alicja Nagietowicz (14 lat), a Liliana Szlachta (12 lat) otrzymała wyróżnienie.

Wygrała świadoma interpretacja

– Alicja ma doskonałą barwę głosu. Poza tym doceniliśmy jej zachowanie sceniczne, bo też na to kładliśmy nacisk. Doskonale odzwierciedlała znaczenie słów utworu, chociażby w mimice twarzy, gestykulacji – mówi reprezentant jury Marek Majewski, lubartowski muzyk, właściciel MAJART Studio – sponsora nagrody głównej w konkursie.

– Poziom był bardzo wyrównany, ciekawe głosy, niełatwy repertuar. O wygranej Alicji zdecydował ciekawy głos, wiedziała, o czym śpiewa. To była bardzo świadoma interpretacja. Wystąpiła jak profesjonalistka – ocenia występy finalistów Alfred Kędziora, instruktor LOK, czynny pianista współpracujący z muzykami Filharmonii Lubelskiej.

Występom przysłuchiwał się też Piotr Wójcik, trener wokalny Speech Level Singing, który prowadzi zajęcia w LOK oraz dyrektor Ośrodka Adam Kościańczuk.

Własny singiel i teledysk

Finałowa szóstka będzie miała zapewniony udział w wydarzeniu artystycznym LOK w 2021 roku.
Nagrodą główną będzie zaś nagranie i mastering singla w MAJART Studio – profesjonalnym studiu muzycznym w Lubartowie. Zostanie ono poprzedzone zajęciami z trenerem wokalnym Piotrkiem Wójcikiem, w trakcie których laureat przygotuje swój własny utwór.
– Nagrodą będzie także produkcja profesjonalnego teledysku. Naszym zamiarem jest przygotowanie pełnowartościowego produktu muzycznego świadomej artystki. Chcemy, żeby Alicja i jej muzyka była wizytówką nie tylko LOK -u, ale i całego Lubartowa – mówi Adam Kościańczuk, dyrektor LOK.

„To dla mnie ogromne zaskoczenie”

Alicja Nagietowicz jest uczennicą Szkoły Podstawowej nr 3 w Lubartowie. Śpiewa od przedszkola. Lubi pop i spokojne, nostalgiczne utwory. Oprócz tego, że udziela się wokalnie, gra też na gitarze, a jej pasją jest jazda konna. – Wygrana to dla mnie ogromne zaskoczenie, jeszcze nie dociera do mnie ta wiadomość. Zawsze chciałam zajmować się muzyką i myślę, że nagroda ułatwi mi pójście w tym kierunku – mówi Alicja.

Partnerzy wydarzenia: Miasto Lubartów, MAJART Studio.
Patroni medialni: Telewizja Lubartów, Lubartow24.pl, Tygodnik Lubartowiak.

(KW)

Jury konkursu (od lewej) Piotr Wójcik, Alfred Kędziora, Adam Kościańczuk, Marek Majewski

Maja Kisiel

Agnieszka Jonaszko

Liliana Szlachta- wyróżnienie

Paweł Kubera

Alicja Nagietowicz – I miejsce

Wiktoria Kowalczyk

„Wielkanocne tradycje i obyczaje” – konkurs plastyczny w LOK

Wydanie: , ,


Na pisanki, stroiki, wielkanocne rysunki wykonane dowolną techniką Lubartowski Ośrodek Kultury czeka do 22 marca. Konkurs przeznaczony jest dla dzieci i młodzieży z przedszkoli, szkół podstawowych oraz średnich z terenu miasta i powiatu lubartowskiego.

Prace będą oceniane w czterech kategoriach:
1. prace płaskie: przedszkola + klasy I – III SP
2. prace płaskie: klasy IV i wyżej
3. prace przestrzenne: przedszkola + klasy I – III SP
4. prace przestrzenne: klasy IV i wyżej

Prace przestrzenne takie jak pisanki i stroiki zostaną przekazane do Domu Pomocy dla Dorosłych Zgromadzenia sióstr Felicjanek w Jadwinowie

SZCZEGÓŁY KONKURSU TUTAJ

„Baśnie i Legendy” opanowały Lubartowski Ośrodek Kultury

Wydanie: , ,


Są już wyniki konkursu plastycznego „Baśnie i Legendy”. Na skrzynkę Lubartowskiego Ośrodka Kultury wpłynęło aż 208 prac między innymi akwarele, makiety, czy plastelinowe figurki.

Prace oceniała komisja w składzie – Sylwia Cichoń, Agnieszka Karpińska i  Piotr Opolski.
WYNIKI:

Prace płaskie

Nagrody:
I miejsce – Kaja Sztejnbis – Szkoła Podstawowa nr 1 w Lubartowie
II miejsce – Gabriela Lenarciak – Przedszkole Miejskie nr 5 w Lubartowie
III miejsce – Oliwia Szlachta – Szkoła Podstawowa nr 1 w Lubartowie
Wyróżnienia:
Karolina Kobyłka – Szkoła Podstawowa w Woli Sernickiej
Eryk Wróbel – Przedszkole Miejskie nr 4 w Lubartowie
Aleksandra Lenarciak – Przedszkole Miejskie nr 5 w Lubartowie
Antonina Miduch – Szkoła Podstawowa nr 1 w Lubartowie
Antonina Borzęcka – Szkoła Podstawowa nr 4 w Lubartowie
Aleksandra Salomon – Szkoła Podstawowa w Samoklęskach

Formy przestrzenne

Nagrody:
I miejsce Zuzia Puchacz – Szkoła Podstawowa nr 1 w Lubartowie
II miejsce Emilia Soroka – Szkoła Podstawowa nr 3 w Lubartowie
III miejsce Łucja Krupa – Szkoła Podstawowa nr 1 w Lubartowie

Wyróżnienia:
Kornelia Barszcz – Szkoła Podstawowa w Rudnie
Jakub Suchodolski – Szkoła Podstawowa nr 3 w Lubartowie
Kacper Czuchryta – Szkoła Podstawowa nr 3 w Lubartowie
Kinga Żabińska – Przedszkole Casper w Firleju
Marcelina Machoń – Szkoła Podstawowa w Parczewie /zamieszkała w powiecie lubartowskim/
Lena Socha – Punkt przedszkolny w Samokleskach
Natalia Cieszko – Szkoła Podstawowa w Samoklęskach
Jagoda Turowska – Szkoła Podstawowa nr 3 w Lubartowie
Hanna Świderska – Szkoła Podstawowa nr 1 w Lubartowie

Ponadto przyznano nagrody specjalne:

Nagroda Specjalna Klubu Fantastyki „Zielony Smok” w Lubartowskim Ośrodku Kultury – Filip Marzec – Szkoła Podstawowa w Samoklęskach
Nagroda Dyrektora Lubartowskiego Ośrodka Kultury – Zuzanna Bocian – Szkoła Podstawowa nr 1 w Lubartowie.

Wszystkie osoby nagrodzone, wyróżnione oraz zdobywców nagród specjalnych LOK zaprasza po odbiór dyplomów i upominków  od dnia 8 marca od godziny 12:00

Ogromne zainteresowanie „Magiczną Szkołą”- rozmowa

Wydanie: ,


„Magiczna Szkoła” to propozycja Lubartowskiego Ośrodka Kultury dla placówek oświatowych z całego powiatu. To połączenie pokazów kuglarskich, sztuczek cyrkowych i magii. Warsztaty prowadzi Dariusz Nowacki, instruktor LOK, pasjonat kuglarstwa, POI, fireshow i planszówek.

Rozmawiamy z Agnieszką Karpińską – specjalistą do spraw promocji LOK i pomysłodawcą tej inicjatywy.

Jak na wieść o projekcie „Magiczna Szkoła z LOK” zareagowały placówki szkolne? Jakie jest zainteresowanie?

Pierwszy pokaz odbył się w Szkole Podstawowej w Samoklęskach. Tego samego dnia dostaliśmy kilka zapytań z Lubartowa oraz powiatu. Bardzo nas cieszy tak duże zainteresowanie nową propozycją skierowaną do dzieci. Obecnie zapisanych jest już kilkadziesiąt grup. „Magiczna Szkoła z LOK” zagości w placówkach z Lubartowa, Sernik, Firleja, Nowego Antonina, Kamionki oraz Brzostówki. Potrzebujemy trochę czasu, aby ustalić dogodne terminy. Prosimy o chwilę cierpliwości oraz wyrozumiałość. Cały czas przyjmujemy kolejne zapisy.

Pokazy prowadzi Dariusz Nowacki, lubartowski sztukmistrz, instruktor LOK. Co się na nich dzieje?

Podczas spotkań dzieci poznają rekwizyty kuglarskie. Dowiadują się, jakie jest ich zastosowanie oraz same mogą sprawdzić ich działanie. Dodatkową atrakcją są konkursy. Ich zwycięzcy otrzymują kolorowe zwierzaki wykonane z… balonów.

Czy dzieci chętnie włączają się w zabawę?

Początkowa nieśmiałość z każdą chwilą przeradza się w odwagę. Kiedy dzieci zobaczą, jakie figury można wyczarować za pomocą naszych rekwizytów – same chcą spróbować. Wychodzi im to świetnie. Przecież najlepsza nauka, to ta poprzez zabawę.

Rozmawiała: Katarzyna Wójcik

Rezerwacji pokazów można dokonać u Agnieszki Karpińskiej mailowo: lok@loklubartow.pl oraz telefonicznie 81 855 22 42

„Jestem osobą, która cały czas coś tworzy” – wywiad z Edmundem Kurylukiem

Wydanie: , ,


W Lubartowskim Ośrodku Kultury Edmund Kuryluk prowadzi warsztaty teatralne. Na zajęcia zazwyczaj nie przychodzi z gotowym scenariuszem. Lubi eksperymentować. Warto dodać, że o mały włos ze swoim mezzosopranowym kontratenorem nie zostałby śpiewakiem operowym…choć początkowo wątpiono w jego umiejętności.

ROZMOWA:

W różnych źródłach, do których dotarłam piszą o Tobie: teatrolog, scenarzysta, reżyser, śpiewak, animator. Powiedz, z kim Ty się najbardziej utożsamiasz?

Edmund Kuryluk: Najbardziej utożsamiam się z… twórcą, mimo, że brzmi to trochę górnolotnie. Te wszystkie rzeczy zawarte w moim cv, wszystkie działania, zmierzają w kierunku tworzenia – tworzenia warsztatów, spektakli teatralnych, koncertów, czy sytuacji społecznych, które służą zazwyczaj edukacji. Ogólnie rzecz biorąc, jestem osobą, która cały czas coś tworzy.

Przejdę do teatru. Kiedy on pojawił się w Twoim życiu?
Edmund Kuryluk: Teatr w moim życiu pojawił się dość późno. Jestem z małego miasta, gdzie grupy teatralne nie funkcjonowały, zresztą były to czasy kiedy nikt jeszcze nie mówił o czymś takim jak warsztaty czy zajęcia teatralne. W szkole była chyba tylko jedna wycieczka do Teatru Muzycznego w Lublinie w 1994 r.. Teatr znałem tylko z Teatru Telewizji, który jako dziecko dobrowolnie oglądałem. A moją sceną było lustro w szafie, mikrofonem – zapalarka do kuchenki gazowej. Już wtedy było coś na rzeczy. Przygodę z teatrem na poważnie zacząłem dopiero na studiach, gdzie dostałem się do muzycznego, studenckiego Teatru ITP. Spędziłem tam ponad 5 lat.

Obecnie prowadzisz zajęcia teatralne z dziećmi, młodzieżą i studentami. Nie da się nie zauważyć, że lubisz eksperymentować podczas warsztatów….
Edmund Kuryluk: Przede wszystkim kładę nacisk na inspirowanie i poszukiwanie. Zazwyczaj na zajęcia nie przychodzę z gotowym scenariuszem czy z gotowym schematem warsztatów. Bazuję na tym, co zauważam w uczestnikach. Jest to trudne, ludzie często tego do końca nie rozumieją. Uważam, że to, co uczestnicy warsztatów mają do zaproponowania, ich przemyślenia, emocje, talenty, to stanowi fantastyczną materię teatralną i artystyczną. Artysta to tak naprawdę wolność i przestrzeń, a nie schematy. Najbardziej interesuje mnie proces – rozwijanie się uczestników dochodzenie i przełamywanie barier, tego chcę przede wszystkim nauczyć tych, którzy uczestniczą w moich zajęciach – że najbardziej fascynującym jest dochodzenie do czegoś, a nie parcie na efekt. Z takiego postępowania wynika częsty brak finalizacji działań w postaci spektaklu… dlatego moje zajęcia nie cieszą się popularnością A przecież warsztaty teatralne to takie miejsce gdzie człowiek, niezależnie w jakim wieku, rozwija się najbardziej. Teatr jest syntezą wielu sztuk – dlatego taka szeroka gama rozwoju umiejętności, ale również uspołeczniania się. Z doświadczenia wiem, że to co zyskałem biorąc udział w bardzo wielu warsztatach przydaje mi się w życiu codziennym nawet nie związanym z tą dziedziną sztuki.

Czy jesteś obecnie praktykującym aktorem? Można Cię gdzieś zobaczyć?
Edmund Kuryluk: Akurat teraz pomyślałem, że dawno nigdzie nie występowałem i brakuje mi trochę sceny. Od kilku lat zajmuję się warsztatowaniem i „wypychaniem” innych na scenę. W sumie uważam, że edukowanie jest dla mnie ważniejsze jednak miło wspominam zwłaszcza udział w spektaklach zawodowych teatrów, np. występowałem w spektaklu „Sen nocy letniej” w Teatrze im. J. Osterwy w reż. A. Tyszkiewicza.

Jesteś też śpiewakiem. Opowiedz o tej sferze życia…

Edmund Kuryluk: To jest bardzo ciekawa historia, bo praktycznie od początku swojego życia śpiewałem, tylko niestety zazwyczaj do dezodorantu. Jak trafiłem do teatru ITP, uważano, że tak naprawdę nie umiem śpiewać. Sytuacja zmieniła się, gdy po studiach rozpocząłem staż w Ośrodku Rozdroża w Lublinie. Tam pracowali ludzie, którzy zajmują się muzyką tradycyjną. Słyszeli często jak chodzę po biurze śpiewając i zaprosili mnie do Zespołu Międzynarodowej Szkoły Muzyki Tradycyjnej. Okazało się, że jednak umiem śpiewać. Od 10 lat zajmuję się rekonstrukcją muzyki tradycyjnej – polskiej, ukraińskiej, serbskiej, litewskiej, rosyjskiej. Brałem udział w bardzo wielu warsztatach specjalistów tej dziedziny. Ostatnio śpiewam przede wszystkim pieśni polskie z Lubelszczyzny. W „międzyczasie” okazało się, że mam duży potencjał jako śpiewak klasyczny okazało się że dysponuję mezzosopranowym kontratenorem – czyli jestem facetem, który śpiewa w skali kobiecej. Koleje losu ułożyły się jednak tak, że akademii muzycznej nie ukończyłem . Jednak wykorzystuję swój głos, np. We wspomnianym spektaklu w Teatrze Osterwy wykonywałem dwie arie barokowe.

Działasz też w Fundacji Muzyka Kresów. Czym zajmuje się a fundacja, w której jesteś wiceprezesem?
Edmund Kuryluk: Działałem i byłem wiceprezesem. Pełna nazwa jest długa i brzmi – Fundacja na rzecz Badań nad Muzyką Ludową i Sakralną Kresów Muzyka Kresów. Założyła ją 30 lat temu para badaczy, etnomuzykologów, aktorów, śpiewaków, którzy wspierani przez etnomuzykologów z Ukrainy, Rosji czy Litwy wyznaczyli nowy sposób badania i rekonstrukcji polskiej muzyki ludowej. Wielu osobom wydaje się, że polska kultura ludowa to bardzo mocny makijaż i śpiewanie piosenek bardzo cienkim głosem, a to nieprawda. Fundacja od 21 lat organizuje największe w Polsce międzynarodowe warsztaty śpiewu otwartym głosem, czyli najnaturalniejszym dla człowieka, który zachował się w przestrzeni wsi. W ramach działalności w Fundacja wskrzesza różne obrzędy polskie, na przykład kolędowanie zimowe. Dzięki współpracy z Fundacją sam teraz pracuje nad rekonstrukcjami wokalnej muzyki ludowej. Udało mi się nagrać płytę „Moja tradycja”, na której wraz z przyjacielem, wykonuję pieśni polskie, ukraińskie i serbskie. Prowadziłem też Męski Zespół Śpiewaczy, w którym zajmowaliśmy się, m.in. kolędowaniem wiosennym czyli „jajorzami”.

Zespół SIE ŚPIEWA to także Twoje dziecko…choć średni wiek uczestniczek to 60/70 lat…
Edmund Kuryluk: Tak, wraz z paniami z Koła Gospodyń Wiejskich w Wierciszowie stworzyliśmy śpiewaczą – rekonstruujemy tradycyjną muzykę ludową In crudo. W tym wypadku ma miejsce bardzo ciekawe zjawisko – urodziłem się i mieszkam w mieście, a jednocześnie, dzięki doświadczeniu z Fundacją Muzyka Kresów – staram się przywracać wsi kulturę muzyczną, którą niestety zapomniała. Odgrzebujemy coś, co zostało dawno zasypane, rekonstruujemy. Jesteśmy daleko od strojów ludowych i skansenów. Chcemy pokazać, że muzyka ludowa żyje, że nadajemy jej wartość właśnie tu i teraz.

Jak wyglądają zajęcia, które prowadzisz w Lubartowskim Ośrodku Kultury?
Edmund Kuryluk: Trafiłem do LOK dwa lata temu. W tym roku i rok temu realizowałem tu projekt „Lato w Teatrze”. To dwutygodniowe warsztaty teatralne. Dzięki temu powstała fajna grupa, spotykamy się regularnie raz w tygodniu na 3 -godzinnych warsztatach. Tym razem skupimy się na tradycyjnym podejściu do teatru i poszukamy jakiegoś scenariusza. W poprzednich sezonach tworzyliśmy go sami. Na warsztatach zajmujemy się ciałem, głosem, śpiewamy, ćwiczymy dykcję, robimy zadania aktorskie z zakresu teatru dramatycznego, pracujemy nad tekstami. To trzy godziny,
podczas których dużo się dzieje, ale nie ma nudy. Staram się, abyśmy byli jak jedna wielka rodzina. Czasami spotykamy się i część zajęć rozmawiamy po prostu, co u kogo słychać. Wychodzę z założenia Juliusza Osterwy, aby tworzyć pewną wspólnotę teatralną, żeby żyć ze sobą.

Rozmawiała: Katarzyna Wójcik

Międzynarodowo w Lubartowie

Wydanie: , , , , , , , , ,


Tegoroczna edycja Ogólnopolskiego Turnieju Szachowego, będącego Memoriałem Ryszarda Czermińskiego skupiła aż 110 szachistów z Białorusi, Ukrainy i Polski. Wśród nich mistrzów międzynarodowych i mistrzów krajowych. Od dawna Lubartów nie przeżywał takiego „oblężenia” miłośników najtrudniejszej gry świata. Patronat Honorowy nad imprezą objął Burmistrz Miasta Lubartów – Janusz Bodziacki.

Zawody rozegrano 12 listopada w gościnnych progach Szkoły Podstawowej nr 3. im. Piotra Firleja. W inauguracji wzięli udział: Dyrektor Lubartowskiego Ośrodka Kultury Małgorzata Gryglicka – Szczepaniak, Prezes LUKS Lubartów Jerzy Walczak oraz Dyrektor MOSiR Janusz Sysa. Zawodnicy rywalizowali w turnieju OPEN na dystansie 9 rund, przy czasie 10 minut plus 5 sekund bonusu za każdy ruch na zawodnika. Pierwsze miejsce zajął Vadim Razin z Ukrainy zdobywając 8 pkt, drugi był Petro Golubka również z Ukrainy z 7,5 pkt. Na trzecim miejscu znalazł się Rafał Przedmojski z KU AZS UW w Warszawie – 7 pkt. Kolejne miejsca: 4. Paweł Stoma KSz Drakon Lublin – 7pkt.; 5. Piotr Polkowski – KSz Drakon Lublin – 7 pkt.; 6. Sergei Khamitskiy z Białorusi – 7 pkt. Najlepszą kobietą turnieju okazała się Patrycja Waszczuk z klubu TS Wisła Kraków. Wszyscy wymienieni otrzymali nagrody finansowe w łącznej kwocie blisko 2000 zł.

Dodatkowo sklasyfikowano zawodników w 6 kategoriach wiekowych. Oto wyniki:

JUNIORZY:

Do lat 10: 1. Igor Zasadziński – LKSz Lublin – 5 pkt. 2. Jerzy Rzeńca – LKSz Lublin – 5 pkt. 3. Eryk Bronisz – LUKS Lubartów – 4 pkt.

Do lat 14: 1. Krzysztof Iwańczuk – MKS Agros Chełm – 6 pkt.; 2. Mateusz Bojczewski – LKSz Lublin – 5,5 pkt.; 3. Dominik Seredyn – LUKS Tempo Ożarów – 5 pkt.

Do lat 21: 1. Ignat Bogdanov – Ukraina – 6 pkt.; 2. Nikolay Vorobets – Ukraina – 6 pkt.; 3. Rafał Sadlak – LKSz Lublin – 5 pkt.

JUNIORKI:

Do lat 10: 1. Julia Giemza – Hetman Ostrowiec Świętokrzyski – 4,5 pkt; 2. Sandra Papierz – IMUKS Ostrowiec Świętokrzyski – 4 pkt.; 3. Joanna Szewczyk – Hetman Ostrowiec Świętokrzyski – 4 pkt.

Do lat 14: 1. Patrycja Waszczuk – TS Wisła Kraków – 6 pkt.; 2. Aleksandra Szyszko – MUKS Gambit Międzyrzec Podlaski – 5 pkt. ; 3. Daria Sawa – LUKS Fajsławice – 4,5 pkt.

Do lat 21: 1. Weronika Frączek – 5,5 pkt.

Najstarszym uczestnikiem był Tadeusz Maleszyk z Lubartowa (1936 r), najmłodszym zaś Stanisław Gorzkiewicz z Zamościa (2011 r). Zwycięzcy kategorii open otrzymali: puchary (miejsca I-III), nagrody finansowe (miejsca I-VI) oraz dyplomy (miejsca I-X). Zwycięzcy w 6 kategoriach dziewcząt i chłopców, otrzymali puchary i nagrody rzeczowe (miejsca I-III) oraz dyplomy (miejsca I-X). Wśród wszystkich uczestników turnieju rozlosowano publikacje literatury szachowej ufundowanych przez wydawnictwo szachowe „Penelopa” z Warszawy.

Sędzią głównym zawodów był Andrzej Sykuła, sędzią rundowym Piotr Opolski. Nagrody finansowe, puchary, oraz nagrody w postaci literatury szachowej zwycięzcom wręczali: Zastępca Burmistrza Miasta Lubartów Radosław Szumiec, Prezes Banku Spółdzielczego w Lubartowie Władysław Mikucewicz, Prezes Społem Sp.z.o.o w Lubartowie Grzegorz Poznański oraz Prezes LUKS Lubartów Jerzy Walczak.

Fundatorami nagród i sponsorami były: Urząd Miasta Lubartów; Bank Spółdzielczy w Lubartowie; „Społem” Sp.z.o.o w Lubartowie; SOLBET Lubartów, Lubartowski Ośrodek Kultury w Lubartowie; Lubartowski Uczniowski Klub Sportowy w Lubartowie; „Intergraf” s.c. w Lubartowie; Restauracja „Zgoda”; Piekarnia Bigoraj – Jeżowski, Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Lubartowie oraz osoby prywatne.

W ocenie Sędziego Głównego Andrzeja Sykuły, jest to jeden z najsilniejszych OPENów na Lubelszczyźnie. Organizatorami byli turnieju byli: Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Lubartowie; Lubartowski Ośrodek Kultury; Lubartowski Uczniowski Klub Sportowy; Szkoła Podstawowa nr 3 w Lubartowie.

Organizatorzy dziękują wszystkim sponsorom, darczyńcom wspierającym, osobom zaangażowanym w przedsięwzięcie, za pomoc w przygotowaniu i przebiegu turnieju. W szczególności Dyrekcji Szkoły Podstawowej nr 3 i II Liceum Ogólnokształcącego w Lubartowie oraz ich pracownikom.

Pełne wyniki: http://www.chessarbiter.com/turnieje/2016/ti_2420/