Archiwum wydań | "SP4"

Za co warto oddać życie

Wydanie: , , , , , ,


Na tablicy zamiast tematu lekcji są zdjęcia dzieci. Mali żołnierze musieli jakoś odnaleźć się w brutalnej, wojennej rzeczywistości. Walczyli mając kilkanaście lat. Ojciec Bogdan Augustyniak opowiadał o nich uczniom szóstej klasy Szkoły Podstawowej nr 4 im. Jana Pawła II w Lubartowie.

O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0213_1024x687

Stuła ojca Bogdana z jednej strony ma znaczek Ordynariatu Polowego, czyli kapelanów Wojska Polskiego. Z drugiej jest orzełek jednostek sił powietrznych.

Ojciec Bogdan Augustyniak przez dziewięć lat był przełożonym w klasztorze warszawskim, na Starówce. – Właśnie w tym rejonie walczyły dwa ugrupowania: Batalion „Gozdawa” i Dywizjon Motorowy. Ten drugi to ludzie, którzy znajdowali różne sprzęty, naprawiali je i dzięki temu powstańcy mieli wozy opancerzone, samochody, motory. Nawet dwa czołgi niemieckie zdobyli, nakleili polskie znaki i walczyli w powstaniu – opowiada ojciec Bogdan, obecnie wikary domu w Klasztorze Braci Mniejszych Kapucynów w Lubartowie. Na niezwykłą lekcję historii przybył do Szkoły Podstawowej nr 4 w zwykły dzień, 4 lutego.

Dlaczego zbuntowała się cała Warszawa ?

– Wojna trwała mniej więcej tyle lat, ile wy chodzicie do szkoły – mówi ojciec Bogdan do uczniów klasy VI „a”.  – Można było zostać zastrzelonym tylko dlatego, że wyszło się na ulicę.

Ilu Polaków zginęło podczas II Wojny Światowej? Według Jakuba Bermana ponad 6 milionów. Taka liczba pojawiła się w 1946 roku. Według demografów, ofiar było znacznie więcej.

– W Powstaniu Warszawskim brało udział ok. 30-40 tys. żołnierzy. Osiemnaście tysięcy zginęło. Czyli prawie tyle, ilu mieszkańców liczy Lubartów – wylicza ojciec Bogdan.

Piętnaście tysięcy dostało się do niewoli. Zginęło jeszcze 180 tysięcy tych, którzy nie brali udziału w powstaniu. Kiedyś ojciec Bogdan rozmawiał z jednym z powstańców, żołnierzem, który mówił: – Nie wyobrażasz sobie, co to znaczy po pięciu latach móc walczyć jako wolny człowiek.

Oglądaliście Władcę Pierścieni ?

To pytanie do uczniów. Chodzi o część trzecią – „Powrót Króla”. – Są rycerze konni i jeden malutki Hobbit – opowiada ojciec. – Jest śliczna pani, która ma na imię Eowina. Hobbit dostał mieczyk, zbroję, a ona stwierdza: tępym mieczem nikogo nie obronisz, leć go naostrzyć. Wtedy jeden z długowłosych dryblasów śmieje się i mówi: masz krótkie ramię i krótki mieczyk, nic nim nie zwojujesz. Na to Eowina odpowiada: dlaczego zabraniacie mu walczyć za tych, których kocha?…

– Kiedy macie młodsze rodzeństwo i ktoś je bije na podwórku, to nawet jeżeli jesteście słabsi, nie ruszycie na pomoc tylko dlatego, że ktoś jest silniejszy od was? Dlaczego nie wolno nam walczyć za tych, których kochamy? Są takie momenty, dzięki którym łatwo zrozumieć to, co mamy w sercu, za co warto oddać życie.

Podziemia Powstania Warszawskiego

Jeden z powstańców miał 11 lat. Potrafił przeprowadzić bezpiecznie całe oddziały przez linię niemiecką. Niektórzy mali powstańcy byli listonoszami. Całe drużyny harcerskie roznosiły listy, wiadomości. Kiedy człowiek niepokoi się o kogoś bliskiego, to otrzymanie listu od niego jest czymś niesamowicie ważnym. – Harcerze przygotowywali się przez całe lata do powstania. Uczyli się topografii miasta. Ale uczyli się jej nie po tym, co jest na powierzchni, czyli takich rzeczy jak drzewa, detale architektoniczne – bo to mogło w jednej chwili zostać zniszczone przez bombę, granat – mówi ojciec Kapucyn. – Warszawscy harcerze uczyli się rozmieszczenia domów po tym, jak wyglądają piwnice. Tamtędy mogli przemieszczać się bezpiecznie, bo Niemcy tych piwnic nie znali.

Nie zawsze jesteśmy tymi, którymi byliśmy na początku

W 2013 roku zmarł ostatni kapelan Powstania Warszawskiego, ojciec Medart. Był Kapucynem. Dobrze pamiętał, jak na ul. Miodowej w Warszawie podczas powstania żywiono kilkaset osób. Znajduje się tam Klasztor Ojców Kapucynów.

– Przychodzą takie momenty, w których powołanie jest czymś więcej niż bycie księdzem, zakonnikiem. Ja jestem zakonnikiem, ale oprócz tego mam jeszcze inne ubranie. Jestem też żołnierzem. Pod habitem mam mundur – mówi ojciec Bodan zdejmując habit.

Będąc zakonnikiem został powołany na kapelana jednostki wojskowej i robił to, co robi każdy kapelan – udzielał ślubów, chrzcił dzieci żołnierzy, ale też chował do grobu tych, którzy zginęli od kul. Wtedy wytłumaczyć żonie, dzieciom, że ich taty, męża, już nie ma – to był najtrudniejszy moment dla kapelana.

– To prawda, że w czasie drugiej wojny za wszystko można było zginąć, ale nie można było siedzieć w lęku jak myszy – mówi ojciec. – Już dawno temu powiedziano: jeżeli twoje życie miałoby być lękiem, to po co ci je dano? Oni mając jedenaście lat musieli być równie mądrzy i dojrzali, jak ich starsze rodzeństwo i rodzice. Mieli prawo bronić tych, których kochali i którzy byli sensem ich życia.

Pamiątki jak relikwie

Maleńka książeczka. Brunatne plamki to ślady krwi. To notatnik jednego z dowódców Batalionu „Gozdawa”. Jeden z zapisków brzmi: „Pan Jastrzębiec mieszka na ul. Zawrat 3 mieszkania 2, na Mokotowie”. Albo: „kompania miotaczy płomieni – porucznik Polan dowódca kompanii, sierżant Mały, plutonowy Włodek i plutonowy Wir”.

W 70 rocznicę Powstania Warszawskiego powstał film dokumentalny o powstaniu. Ci którzy potrafią czytać z ruchu warg, odtworzyli część rozmów nagranych w czasie wojny bez dźwięku. Na zdjęciach nie można było też rozpoznać koloru słynnej chusty. Po latach została odtworzona przez firmę Polski Jedwab. To apaszka, którą nosili Powstańcy Warszawscy m.in. ze Zgrupowania „Radosław”. Granatowy materiał w białe grochy. Żołnierze uszyli z niego chusty dla całego Zgrupowania. Według relacji materiał pochodził z magazynów wojskowych na Woli. W Muzeum Powstania Warszawskiego znajduje się oryginalny egzemplarz z 1944 roku. W filmie „Powstanie Warszawskie” podobną apaszkę nosi Stanisław Firchał ps. Wicher.

Dlaczego powstanie?

– Niemcy postanowili zniszczyć wszystkich Polaków. Pamiętamy czym było getto w Warszawie. To jest album poświęcony dzieciom – mówi ojciec Bogdan pokazując książkę. Widać w niej ile okrucieństwa, ile bólu potrafili zadać ludzie drugiemu człowiekowi.

– Mieszkańcom getta powstańcy przekazali broń. W momencie kiedy je zlikwidowano, ocalało tylko 300 Żydów, których Polacy uratowali z obozu Gęsiówka. Oni później dołączyli do Powstania i był to oddzielny batalion żydowski. Kiedy getto zostało zniszczone, całe dowództwo z generałem Ściborem Rylskim już wiedziało, że przyjdzie czas także i na całą Warszawę. Odpowiedź na pytanie: dlaczego wybuchło Powstanie?, – brzmi: Dlatego, że przez cały czas byliśmy przez hitlerowców przeznaczeni do całkowitego zniszczenia. Nikt by nie przeżył. Nie było innego wyjścia, jak tylko walczyć.

Kawał historii…

Książka Barbary Wachowicz nosi tytuł „Bohaterki Powstańczej Warszawy”. Z niej cytat: – „my musimy być mocne i jasne” (jasne czyli czyste). Na kartach książki zdjęcia dziewczyn, które w czasie powstania potrafiły poprawiać sobie makijaż, fryzury. Sanitariuszki, które spod ostrzału ratowały swoich kolegów. Listonoszki, które roznosiły wiadomości…

Żołnierze Starówki” to jedna z książek, które dokładnie opisują to, co się wtedy działo. Z nazwiskami, datami, z fotokopiami rozkazów.

– W tym wszystkim brali udział harcerze, Szare Szeregi. Będąc uczniem zostałem harcerzem. Od tych ludzi, którzy przeżyli powstanie uczyliśmy się, co to znaczy prawda, czystość, mądrość. Uczyliśmy się sprawności od Rudego, Alka, od Zośki. Co to znaczy być człowiekiem, co znaczy być odważnym, być mężczyzną, kobietą. Od nich uczyliśmy się przyjaźni, słowności.

Ojciec Bogdan opowiada szóstoklasistom o swojej szkole, gdzie dyskusje między nauczycielem i uczniem kończyły się daniem słowa honoru przy klasie i było to respektowane przez nauczyciela.

– W momencie gdyby złamał to słowo, nie ma kolegów – mówi z powagą ojciec Kapucyn. – W szkole na warszawskiej Pradze w latach 70-tych danie słowa honoru przez ucznia „zamykało temat”.

Mówiono wtedy, że harcerz jest na dziś, na jutro i na pojutrze. Na dziś jest konspiracja, czyli zbieranie żywności, puszek, bandaży, zbieranie broni. Na jutro – jest Powstanie Warszawskie, czyli walka. Na pojutrze – budowanie nowej Polski i podział ról – jeden harcerz będzie lekarzem, inny nauczycielem i tak dalej…

– Chcieli, aby Polska w ten sposób była dobrze rządzona – tłumaczy ojciec Bogdan.

Emocje były ogromne i bardzo różne zarazem

Powstańcy nadal myślą, że są w Powstańczej Warszawie. Pan Ryszard Kępiński ocalał w jednym z kościołów. Opowiadając o tych rzeczach, nie pamięta wiele. Emocje w dziecku były tak ogromne. Pamięta tylko, że jego brat i rodzice zostali rozstrzelani.

Ojciec Bogdan Augustyniak wspomina spotkania opłatkowe, wigilijne, z rodzinami powstańczymi w Muzeum Powstania Warszawskiego. Po 70 latach oni cały czas tym żyją, odtwarzają. To wszystko im się śni. Życzenie opłatkowe brzmi więc mniej więcej w ten sposób: „wszystkiego najlepszego, a pamiętasz jak wychodziliśmy wtedy z kanału…”. Powstańcy wracają do tego, gdzie byli, co robili, rodzaj uzbrojenia, najdrobniejsze szczegóły. Takie emocje są w nich do tej pory.

– Jako dziecko mieszkałem na warszawskiej Pradze. Zrobiłem razem z innymi dzieciakami głupi żart – opowiada ojciec Bogdan. – Mieliśmy łuski z prochem i poukładaliśmy je na torach. Kiedy najechał na nie tramwaj, zabrzmiała jakby seria z karabinu maszynowego. Pewien pan w garniturze szedł gdzieś, pewnie w gości i słysząc tę „serię z karabinu” padł jak długi. Widzieliśmy, jak czołgał się do najbliższej bramy. Dla tego człowieka na Pradze wojna cały czas trwała. Słysząc strzały pada plackiem i czołga się. Jak on nas zobaczył i zrozumiał, że to żart, to puścił się w ulicę Długą za nami. Uciekliśmy, ale odchodząc było nam tak głupio, że nawet nie rozmawialiśmy ze sobą. Nigdy więcej takiego żartu nie powtórzyliśmy.

Nie da rady zapomnieć, że się do kogoś strzelało

Pewne rzeczy drzemią w ludziach przez długie lata. Jako kapelan jednostki wojskowej ojciec Bogdan spotkał się z trudną sytuacją człowieka. To był wartownik, który w 1998 roku został napadnięty. Oddał strzał w kierunku cieni. Przez dwa dni dochodził do siebie. – Chodziliśmy z nim w tamto miejsce, pokazywaliśmy, że nie ma śladów krwi, że w nikogo nie trafił – opowiada ojciec. – Mimo to był roztrzęsiony. Taka jest normalna reakcja kogoś, kto strzela do drugiego człowieka. A co działo się w powstaniu? Pamiętajmy, że nasi dziadkowie chwycili za broń, żebyśmy mogli tutaj dzisiaj być.

Od Powstańców z Batalionu „Gozdawa”

Należą do Światowego Związku Żołnierzy AK. Ponieważ dowiedzieli się, że ojciec Bogdan Augustyniak będzie dawał lekcję historii w „Czwórce”, chcieli za to zainteresowanie podziękować. Zarząd Główny Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej uchwałą numer P36 dnia 18 grudnia 2015 roku nadał Szkole Podstawowej nr 4 im. Jana Pawła II w Lubartowie dyplom uznania za zasługi dla Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, wraz z podziękowaniem za aktywną i wybitną działalność dla dobra środowiska AK-owskiego.

Do dyplomu ojciec Bogdan Augustyniak dołączył orzełka z Powstania Warszawskiego. – Nie da rady zrobić czegoś dobrze, jeśli się nie robi tego z sercem – dodał na zakończenie lekcji.

W niezwykłym spotkaniu uczestniczyli nauczyciele – Justyna Wereszczyńska i Jolanta Antos oraz dyrektor szkoły Krzysztof Świć.

 

Aleksandra Jędryszka

 

Poniżej zamieszczamy zdjęcia ze spotkania. Można na nich zobaczyć przedmioty pochodzące z Batalionu „Gozdawa”. Ojciec Bogdan przechowuje je w specjalnym kuferku. Te wyjątkowe pamiątki to:

  • Ekspress Lubelski z 27 lipca 1939 roku , a w nim m.in. artykuł „Jak urządzić schron w mieszkaniu”.
  • Orzełek z czasów Powstania Warszawskiego.
  • Furażerka z Powstania, z widocznym miejscem, w którym był przyczepiany orzełek.
  • Pas z czasów powstania.
  • Ładownica, w której trzymano pociski do karabinu.
  • Manierka używana w czasie wojny od 1939 roku w Wojsku Polskim. Poznaje się ją po charakterystycznym koreczku umieszczonym w nakrętce.
  • Bagnet niemiecki paradny zdobyty w czasie Powstania.
  • Notatnik jednego z dowódców Batalionu „Gozdawa”.

O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0324_1024x678
O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0197_1024x741
O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0199_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0202_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0204_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0205_1024x678
O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0218_1024x752
O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0220_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0223_1024x727 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0227_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0231_1024x751 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0232_1024x671 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0235_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0237_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0239_1024x669 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0242_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0245_1024x739 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0247_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0249_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0253_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0255_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0258_1024x762 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0264_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0265_1024x641 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0272_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0279_1024x695 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0286_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0292_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0295_1024x678 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0303_1024x767 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0310_1024x645 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0317_1024x674 O_Bogdan_Augustyniak_LLL_0321_1024x678

Bliżej nieba

Wydanie: , , ,


Wakacje. Czas upragnionego odpoczynku dla dzieci. No i nie ma co ukrywać – dla nauczycieli także. Jak dobrze rozpocząć letni wypoczynek, by zapamiętać go na długo? Może tak jak my – na festynie integracyjnym Szkoły Podstawowej nr 4 i Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom „Niech się serce obudzi”.
Aby godnie powitać czas błogiego lenistwa, 28 czerwca zebraliśmy się na boisku szkolnym. Pogoda dopisała i dzieciaki miały możliwość skorzystania z przygotowanych atrakcji. A było ich sporo (dla ścisłości: i dzieciaków, i atrakcji): miło było popatrzeć na kolejki cierpliwie oczekujących maluchów (i nie tylko) na malowanie twarzy, przejażdżkę na koniu, spacer w kuli sferycznej czy zjazd na linie z alpinistycznym rynsztunkiem. Nasi rodzice i dzieci znają się już dobrze, ponieważ towarzyszymy sobie na wspólnych ścieżkach od wielu lat, dlatego też festyny wyglądają trochę tak, jakby spotykała się grupa starych przyjaciół. A ci, którzy byli po raz pierwszy, mieli szansę, by poznać innych i nawiązać kontakty, które są bezcennym źródłem informacji i wsparcia.
A teraz wnioski i spostrzeżenia: w tym roku hasłem ogólnym festynu było stwierdzenie „Bliżej nieba”. Prawdopodobnie dlatego, że zupełnie niezamierzenie wiele rzeczy, które się tam działy, w jakiś sposób do nieba nas zbliżało. A oto przykłady:
1. Kula sferyczna. To trochę taki spacer bez dotykania stopami ziemi. Nasze dzieciaki uwielbiają się w niej turlać, biegać, przewracać. Bliżej nieba.
2. Zjazd na linie ze szkolnego komina. Nawet jeśli w dół, to i tak najpierw trzeba w górę. A przeżycia nie do zapomnienia. Wojtek Ślifirczyk i spółka – dziękujemy. Bliżej nieba.
3. Trampolina. Taki podskok to z pewnością oderwanie się od ziemi (i ciała, i duszy). Alwernia nasza kochana – dziękujemy. Znów bliżej nieba.
4. Zamki dmuchane. Jak wyżej (w kwestii podskoków).
5. Malowanie twarzy. Na buźkach w większości było to, co lata, skacze, unosi się. W pełnym słońcu, z poświęceniem godnym uznania, Agnieszka Skomra i Monika Góźdź na twarzach małych (i dużych) tworzyły prawdziwe dzieła sztuki. Bliżej nieba.
6. „Stankowe” ludki ( to ci od koników). Zawsze niezawodne. Jak człowiek na takiego konia wsiądzie, od razu nabiera respektu do świata i zwierząt. Nasze dzieciaki kochają konie. Bliżej nieba.
7. Pieski. Oswajając się ze zwierzętami przenosimy się w inny świat. To taka kraina łagodności. Bliżej nieba.
8. Straż Pożarna i Policja. No tu mamy pewien problem. Czy zakucie w kajdanki, nawet dobrowolne, może zbliżyć do nieba? Ale dzieciom bardzo podobała się możliwość obejrzenia z bliska strażackiego i policyjnego samochodu, a skoro im to daje radość, to chyba są bliżej nieba. Dziękujemy i Strażakom, i Policjantom, że znaleźli dla nas czas.
9. Wata i popcorn. No tu już bez wątpliwości. To jest raj dla podniebienia. Bliżej nieba.
10. Grill, a na nim pyszności. Podobnie jak z watą i popcornem, tylko może powinno być jako danie główne, ale niech tam. Po pierwsze- wielkie dzięki dla Wojtka Trykacza, bo po raz kolejny nie odmówił nam pomocy. Po drugie – z tym grillem, to ciekawa sprawa…
Grill był obsługiwany przez… dwóch Michałów. Jeden, Michał Filipowicz (ten hospicyjny, więc jak najbardziej bliżej nieba), drugi, o.Michał Kulczycki (ten kapucyński, więc pewnie też). Pominąwszy pyszności, które w upale przygotowywali dla głodomorów, nasi dzielni grillownicy sami postarali się, by być bliżej nieba. Wystarczyło na nich popatrzeć: owiani dymem jak kadzidłem, pełni powagi i dostojeństwa ( a może cierpienia związanego z upałem) karmili nas niestrudzenie. O. Michał postanowił także na własnej skórze sprawdzić festynowe atrakcje. I cóż … powiemy szczerze, wiele w życiu widzieliśmy. Ale kapucyna (w habicie) na koniu, w kuli sferycznej lub zjeżdżającego na linie z komina – jeszcze nie. Widok niezapomniany i fajne poczucie normalności. Wielkie dzięki. Bliżej nieba.
Dziękujemy wszystkim. Bo przyszli, darowali nam swój czas i talent. Bo chcieli zrobić coś więcej dla innych, albo zwyczajnie pobyć z nami. To też się liczy. Sprawia, że czujemy się bliżej nieba.
Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom
„Niech się serce obudzi”
im. Jana Pawła II

foto: J.A.

DSC_2381 festynsp4DSC_2472_1024_679 festynsp4DSC_2471_1024_681 festynsp4DSC_2466_509_768 festynsp4DSC_2461_509_768 festynsp4DSC_2456_1024_677 festynsp4DSC_2454_508_768 festynsp4DSC_2447_1024_680 festynsp4DSC_2446_509_768 festynsp4DSC_2441_1024_678 festynsp4DSC_2439_1024_678 festynsp4DSC_2434_1024_678 festynsp4DSC_2432_1024_678 festynsp4DSC_2431_508_768 festynsp4DSC_2430_1024_678 festynsp4DSC_2419_1024_678 festynsp4DSC_2413_1024_678 festynsp4DSC_2411_1024_679 festynsp4DSC_2409_1024_678 festynsp4DSC_2407_1024_678 festynsp4DSC_2405_1024_678 festynsp4DSC_2367_1024_678 festynsp4DSC_2348_1024_678 festynsp4DSC_2347_1024_678 festynsp4DSC_2346_1024_678 festynsp4DSC_2344_1024_678 festynsp4DSC_2342_1024_678 festynsp4DSC_2334_1024_678 festynsp4DSC_2328_1024_678 festynsp4DSC_2327_1024_678 festynsp4DSC_2325_509_768 festynsp4DSC_2319_1024_678 festynsp4DSC_2318_1024_678 festynsp4DSC_2310_1024_678 festynsp4DSC_2302_1024_678 festynsp4DSC_2290_1024_678 festynsp4DSC_2289_511_768 festynsp4DSC_2284_509_768 festynsp4DSC_2277_1024_644 festynsp4DSC_2270_1024_678 festynsp4DSC_2264_1024_678 festynsp4DSC_2262_1024_678 festynsp4DSC_2251_1024_679 festynsp4DSC_2248_1024_678

Pierwsze „prawo jazdy”

Wydanie: , , ,


Uczniowie klas czwartych SP4 otrzymali karty rowerowe. Wcześniej uczestniczyli w zajęciach, podczas których uczyli się znaków drogowych i przepisów z zakresu ruchu drogowego. Rozwiązywali testy, ćwiczyli jazdę rowerem.

Po projekcji filmu „4 i pół minuty” ćwiczyli udzielanie pierwszej pomocy przedlekarskiej. Sprawdzian teoretyczny odbył się 20 maja 2014 roku w sali gimnastycznej w obecności komisji składającej się z zastępcy dyrektora szkoły Bożeny Stępień, wychowawczyni klasy IV ”b” Małgorzaty Stępień i nauczyciela zajęć technicznych Anny Dudziak. Test trwał 45 minut i składał się z 20 pytań z zakresu przepisów o ruchu drogowym, budowy roweru.

Po uzyskaniu pozytywnych wyników testu przez wszystkich uczniów w dniu 27 maja 2014 roku odbył się sprawdzian praktyczny na boisku szkolnym który obejmował praktyczną jazdę rowerem na miasteczku ruchu drogowego. Przeprowadziło go dwóch przedstawicieli Komendy Policji Lubartów w obecności nauczyciela zajęć technicznych, dyrekcji oraz wychowawców klas. Efektem końcowym było wydanie kart rowerowych przez dyrektora szkoły Krzysztofa Świcia w dniu 2 czerwca.

Materiał: SP4

DSC05151 DSC05154 DSC05164 DSC05242 DSC05247