W dziale | Wywiady

Hospicjum. Mój drugi dom

Opublikowany 06.10.2011

Rozmowa z Justyną Dalentką, psychologiem z Hospicjum Świętej Anny w LubartowieKiedy byłam na studiach, przechodząc obok niego zawsze myślałam, że jest tam dużo cierpienia i smutku. W dzisiejszych czasach liczy się młodość, sprawność. A tam następuje zetknięcie się ze śmiercią.

Jakimi osobami się opiekujecie?
– Dorosłymi, u których stwierdzono chorobę nowotworową. Są u nas pacjenci w wieku od 20 kilku lat wzwyż. Wszyscy pacjenci zapadają nam w pamięć, ponieważ dzielą się z nami swoimi doświadczeniami, a my towarzyszymy im w jednym z najważniejszych momentów w ich życiu. W hospicjum są osoby, które potrzebują opieki całodobowej. Część pacjentów, to osoby samotne, które nie są w stanie samodzielnie zająć się sobą. Inni pacjenci podejmują decyzję wraz z rodziną, która już nie radzi sobie z pacjentem, bo potrzeba mu opieki fachowej, silniejszych leków. Dla nas, jeśli pacjent spełnia warunki, nie ma znaczenia kim był, czy kim jest. Poza tym, hospicjum to miejsce bardzo kameralne, w którym panuje poczucie spokoju i bezpieczeństwa.

Jaka jest twoja rola w hospicjum?
– Do pacjenta, który jest nowo przyjęty, staram się iść pierwsza, jeszcze przed lekarzem. Muszę zobaczyć, czy pacjent jest świadomy gdzie się znajduje, czy się boryka z problemem niepokoju, czasami też z trudnymi doświadczeniami pobytu w szpitalu. To on przenosi na nas wiedzę i swoje problemy, a my staramy się pomóc, dać szansę aby opowiedział, co jest jego największą dolegliwością. Analizuję jego potrzeby i dzielę się tym z personelem, aby mógł odpowiednio reagować. Informuję też pacjenta za zgodą rodziny, gdzie się znajduje. Opowiadam mu o zasadach, o zespole, który tutaj pracuje. Proszę, aby nie bał się mówić głośno o swoich potrzebach, aby miał tę odwagę.

Często na początku pacjenci płaczą, odreagowują stres, czy szok. Są przecież w nowym miejscu. Ale później coraz częściej się uśmiechają.

– Podczas tak zwanej rozmowy terapeutycznej pacjent może opowiedzieć mi o sobie, o swojej chorobie. Moim zadaniem jest również poprawa jego nastroju. Uznaję, że wszystkie stany emocjonalne takie jak lęk, ból, gniew, które towarzyszą pacjentowi, są naturalne. Poprzez rozmowy staram się także, aby pacjent mógł nazwać to, co przeżywa. Staram się go zdystansować do choroby. Motywuję pacjentów, aby mogli znaleźć sens tego, co się dzieje w ich życiu. Często towarzyszy im poczucie małej wartości, przez co czują się odrzuceni, odizolowani od innych. Mam taką filozofię, że wszystko co dzieje się w życiu, to nie przypadek.

Staram się, aby pacjenci popatrzyli na swoją chorobę jako na zadanie, że to jest coś, z czego muszą się w pewnym sensie wywiązać.

Chodzi o motywację?
– Tak, trzeba pacjenta przekonać, aby swoją postawą dał świadectwo rodzinie, czy personelowi, jak żyć na tym ostatnim etapie. Czasami zdarzają się też rozmowy o śmierci. Mają za zadanie jakby pomóc spojrzeć pacjentowi na śmierć, jako jeden z takich najważniejszych momentów, do którego powinno się przygotować. Jest to potrzebne do obalania mitów dotyczących śmierci. Często pacjenci mają przekonanie, że kiedy przychodzi moment śmierci, to wówczas będą strasznie cierpieć, ale

sam moment śmierci przychodzi bardzo niepostrzeżenie i większość osób odchodzi łagodnie.
Bardzo ważna w mojej pracy jest także kwestia duchowości.

Znacznie łatwiej pracuje się z pacjentem, który wierzy w Boga. Wiara tutaj nabiera nowego znaczenia. W sferze psychicznej i fizycznej podczas choroby nie można już wiele zmienić. Wiara powoduje poczucie sensu, chory dzięki wierze rodzi sobie dużo lepiej.

Na czym polega współpraca z rodzinami pacjentów?
– One borykają się z niepokojem, często nie wiedzą czego oczekiwać od hospicjum. Tak naprawdę większość rodzin nie rozumie opieki hospicyjnej. Odczuwa poczucie winy, że zostawia pacjenta. Często bywa również tak, że rodziny, które oddają do hospicjum swoją bliską osobę, są napiętnowane przez sąsiadów, czy dalszą rodzinę. Jest to dla nich bardzo bolesne. Z jednej strony chcą pomóc, a z drugiej

– rodziny odczuwają bezsilność i osamotnienie. Boją się etykietowania ze strony innych.

Część rodzin właśnie dlatego zatrzymuje chorych w domu, gdzie oni strasznie cierpią, nie mając dostępu do całodobowej medycznej opieki, silniejszych leków uśmierzających ból. Ważne jest to, żeby rodzina ustaliła sobie hierarchię wartości. Dla nich najważniejsze powinno być dobro osoby najbliższej. Moją pracą jest również towarzyszenie rodzinie w opiece nad pacjentem. Większość rodzin przychodzi, spełnia zachcianki chorego np. dotyczące jedzenia, siedzą z pacjentami, nocują tutaj, bo także mają taką możliwość.


Zależy nam na poczuciu bezpieczeństwa pacjenta, dlatego rodzina jest bardzo ważna w takich momentach.

Choroba pacjenta zmienia relacje i funkcjonowanie całej rodziny. Muszą nauczyć się radzić sobie, opiekując się bliską osobą, ale również nie zaniedbywać własnych potrzeb. Pomagam im w tej nauce.

Jakie są relacje między pacjentem a rodziną, w obliczu choroby?
– Jeśli jest poczucie więzi i wsparcia, relacje bardziej się zacieśniają. Rodzina próbuje choremu pomagać na różne sposoby. Jeżeli jest liczna, a więzi są bardzo mocne, to wtedy wszyscy dzielą się opieką nad chorym, wymieniają się, nie zapominając o swoich potrzebach. Jest również wiele sytuacji, w których bliscy chorego mają między sobą napięcia, konflikty. Wówczas one bardzo mocno się uwidaczniają w obliczu choroby. Pojawia się złość wynikająca z nagromadzenia obowiązków, a to powoduje wzajemną niechęć. Zdarza się również, że jesteśmy świadkami kłótni. Czasem chory nie chce, aby rodzina go odwiedzała.

Czy zapadł ci szczególnie w pamięć któryś z pacjentów?

– Pamiętam jak przyszłam po raz pierwszy do hospicjum na rozmowę kwalifikacyjną.

Myślałam, że wszyscy pacjenci leżą i nikt nie wstaje z łóżek. A tu wielkie zaskoczenie! Gdy przeszłam tylko przez drzwi, przywitał mnie miły pan na wózku.

Pan zaczął ze mną rozmawiać, jak byśmy znali się od wielu lat. To właśnie on pomógł mi w przełamaniu lęku przed rozmową z pacjentami. Był tutaj pacjent, przez kilka miesięcy, z którym bardzo się zżyłam. Hospicjum bardziej traktował jako sanatorium. Śmiał się, żartował, sam nas prowokował do żartów. W życiu był aktywistą, dużo robił na rzecz innych osób. Pamiętam, że jego stan nagle pogorszył się z dnia na dzień. Czułam od niego wtedy taki smutek, żal, niedocenianie, osamotnienie, bo odwiedzał go wówczas tylko jeden kolega. Gdy nadszedł u niego już ten stan agonalny, jego znajomi, nie wiedząc o jego stanie, chcieli go w pewien sposób wynagrodzić za to, że tak wiele robił dla innych. Jednak kiedy przyszli do hospicjum, to było już za późno. Był już nieprzytomny.

Doczekał nagrody, ale już o tym nie zdążył się dowiedzieć. Dlatego ważne jest, żeby korzystać z czasu, kiedy chory jest jeszcze w stanie nawiązać kontakt, nawiązać normalne relacje.

Czy odwiedzacie również rodziny chorych w ich domach?

– Zwykle jest około piętnastu pacjentów pod opieką domową. O chorego troszczy się wtedy rodzina, która wykonuje podstawowe czynności przy nim. A my ze strony hospicjum jeździmy do niego z opieką medyczną i psychologiczną.

A co z rodzinami, których bliscy odeszli tutaj, w hospicjum?

– Zdarza się, że przychodzą do hospicjum, zaglądają do sal, w których leżeli ich bliscy. Hospicjum organizuje msze święte miesiąc po odejściu chorego, na których zbierają się rodziny. Zdarza się, że ktoś z rodziny zmarłego przynosił prezenty osobom, które leżały obok pacjenta.

Wolontariat hospicyjny prowadzi również akcję dla dzieci osieroconych. Michał Filipowicz z wolontariatem organizuje wycieczki dla nich

W tamtym roku byliśmy w Lublinie na wycieczce w Plazie, na kręglach. Mieliśmy także małą audiencję z arcybiskupem Józefem Życińskim. W tym roku zorganizowana była wycieczka do Kazimierza Dolnego. Organizujemy im również prezenty na dzień dziecka, mikołajki, czy gwiazdkę. Jest również odprawiana raz w roku msza święta dla wszystkich rodzin.

Rozmawiała Emilia Kosek

Lubartowskie Stowarzyszenie Hospicjum św. Anny w Lubartowie działa od 2007 roku. Pomysłodawcą i założycielem był śp. Ks. prałat Andrzej Tokarzewski. Hospicjum przyjmuje osoby dotknięte chorobą nowotworową w ostatnim jej stadium.

Autor:

<- zobacz inne artykuły tego autora (3929).


Skontaktuj się z autorem

Pozostaw opinię

Musisz być zalogowany/a, aby móc komentować.