W dziale | Wywiady

Pomagają uchodźcom z Czeczenii

Opublikowany 05.12.2012

Dzień Czeczeński zorganizowany w Lubartowie to była tylko niewielka część działań, jakie stowarzyszenie z Bratnika prowadzi na rzecz uchodźców.

 Rozmowa z Ewą Kozdraj, prezesem Stowarzyszenia Ekologicznego „Dla Ziemi”

Dzień Czeczeński to była tylko niewielka część projektu, który prowadzicie…

– Tak. Jest to część dużego projektu, który realizujemy od 2009 roku we współpracy z Urzędem do Spraw Cudzoziemców. Projekt ogólny nazywa się „Obcy? Zbliżenia.” i jest finansowany z Europejskiego Funduszu na rzecz Uchodźców. Fundusz pozwala na realizacje działań różnorodnych dla uchodźców mieszkających w Polsce.

Jak pomagacie uchodźcom?

– Założenia projektu to szeroka i kompleksowa współpraca i praca na rzecz uchodźców. Jeśli chodzi o dorosłych, prowadzimy kursy zawodowe, pośrednictwo pracy, lekcje języka polskiego i angielskiego. Staramy się odpowiadać na potrzeby uchodźców, a najważniejszą potrzebą jest dla nich posiadanie pracy. Zaś z dziećmi uchodźców pracujemy w ramach warsztatów edukacyjnych. Warsztaty te prowadzą głównie nauczyciele. Członkowie naszego stowarzyszenia prowadzą warsztaty w szkołach, w ramach edukacji globalnej i rozwojowej po to, aby opowiadać czym jest uchodźstwo, jakie są globalne problemy świata. Nauczyciele w ramach naszych zajęć prowadzą zajęcia wyrównawczo – edukacyjne. Organizujemy też warsztaty teatralne, muzyczne. Staramy się jak najwięcej współpracować z uchodźcami, są to osoby głównie z Czeczenii.

 

Jesteście pierwszą organizacją na Lubelszczyźnie, która zatrudnia asystentów kulturowych pochodzenia Czeczeńskiego. Jaka jest ich rola?

– Zatrudniamy dwóch asystentów kulturowych. To osoby, które pośredniczą pomiędzy nauczycielami, uczniami i rodzicami dzieci cudzoziemskich. Zaznaczmy, że dziecko przyjeżdża do Polski i od razu zostaje umieszczone w Polskiej szkole. To są ogromne problemy – bariera językowa, braki w edukacji. Dzięki temu, że zatrudniliśmy uchodźczynie z Kaukazu w roli asystentek kulturowych, sytuacja ta znacznie się poprawiła. Ich praca wspomaga pracę nauczycieli i ułatwia  kontakt z ośrodkiem dla uchodźców i z rodzicami. Asystent kulturowy musi uczestniczyć w zebraniach szkolnych, musi pomagać w czasie lekcji nauczycielom, którzy mają jakiś problem. Dochodzą kwestie religijne, bo dzieci nie uczestniczą w lekcji religii. W tym momencie te asystentki organizują czas dla dzieci. Jesteśmy dumni z tego, że udało nam się to zorganizować.

 

Na spotkanie w Lubartowie udało się Wam zaprosić panią Krystynę Kurczab-Redlich. Czy to było trudne?

– Z panią Krystyną przyjaźnimy się od kilku lat. Przyjaźń ta zaczęła się od zaproszenia jej na konferencję na UMCS w ramach projektu „Czeczeńskie dzieciństwo”. Jesteśmy ogromnie poruszeni jej działalnością.

 

Krystyna Kurczab-Redlich dla „Lubartowiaka”

Wojna okiem reportera

Pewnego dnia znalazłam się w Moskwie razem z moim mężem, który był korespondentem polskiej tv i szalenie zainteresowała mnie Rosja. To był rok 90. A im bardziej wchodziłam w Rosję, tym bardziej się nią interesowałam. Jeszcze wtedy, przy końcu komunizmu i Związku Radzieckiego, to było niesłychanie interesujące i odpychające. Chciałam to poznać. Niedługo potem wybuchła pierwsza wojna w Czeczenii. Nigdy wcześniej o Czeczenach nie słyszałam. To wszystko, co zrobiono z Czeczenami już w czasie I wojny było wstrząsające. Chciałam pojechać do Czeczenii i pojechałam. Szalenie mnie zainteresował ten naród, zupełnie odmienny od naszego, o specyficznej kulturze, trudnej do zaakceptowania, ale wymagającej szacunku. Ci ludzie byli niesłychanie życzliwi, serdeczni, godni, ale jednocześnie tak jak my mieli negatywne cechy. Chciałam poznać tę równowagę. Żyłam tam 2 miesiące non stop u nich. Zżyłam się z pojęciem „Czeczenia”. Gdy wybuchła II wojna wiedziałam, że to jest dla mnie temat, tym bardziej, że wyjazd do Czeczenii był zabroniony i absolutna większość dziennikarzy tam nie jeździła. I powstało takie bezczelne pytanie: Jeśli nie ja, to kto?  Pokazywałam wszystko, co widziałam, tę okropną rzeczywistość. Ja powtarzam, nie jestem adwokatem Czeczenów, nie jestem adwokatem Rosjan. Jestem, jak każdy reporter, śledczym faktów.

                                                                                   Rozmawiała : Katarzyna Wójcik

 

Autor:

<- zobacz inne artykuły tego autora (3929).


Skontaktuj się z autorem

Pozostaw opinię

Musisz być zalogowany/a, aby móc komentować.