Nie można mieć poglądu innego niż ten, że sama inicjatywa referendalna, wykorzystanie środków, które poniesiemy na te referenda, jest zrobiona dla własnych celów prywatnych- uważa burmistrz Jerzy Zwoliński.
Zbliża się sesja absolutoryjna. Czy zdaniem Pana, radni udzielą burmistrzowi absolutorium z wykonania budżetu?
Myślę, że budżet został wykonany na poziomie wykluczającym inną opcję niż udzielenie absolutorium. Budżet został wykonany na poziomie zdecydowanie dobrym. Jeżeli są jakieś wątpliwości, to dotyczy to np. nie wykonania inwestycji w zaplanowanym zakresie, ale to jest już od wielu lat, kiedy korzystamy z funduszy unijnych, taka sytuacja dotyczy wszystkich samorządów. Bo planuje się otrzymanie środków unijnych i realizację tych zadań w zakresie wynikającym z naszych oczekiwań, natomiast trzeba pamiętać, że środki pozyskujemy w wyniku konkursów i nie wszystkie konkursy są rozstrzygane w ten sposób, że jesteśmy ich „laureatami”. Kiedy korzystaliśmy ze środków wyłącznie własnych i pożyczek, to wykonanie było bardziej precyzyjne, to zależało tylko od nas, od naszej decyzji i od naszych starań. W tej chwili jest inaczej. Myślę, że z powodów czysto politycznych, silna, nieokiełznana opozycja bez względu na merytoryczne przesłanki- zagłosuje przeciw udzieleniu absolutorium.
Docierają do nas informacje, że miasto dokłada tylko 20% środków finansowych w przypadku projektów finansowanych z funduszy UE i żadną zasługą urzędników jest pozyskiwanie środków unijnych. Jak wygląda ta sytuacja?
Polecam, aby ten, kto tak mówi, zdobył choć 50% środków, a nie nawet 80% na dowolne zadanie. Niech sam spróbuje przygotować projekt, złożyć tą aplikację do stosownych organów i czekać na wynik. To jest duży wysiłek i odpowiedzialność, jeśli chodzi o przygotowanie tych wniosków, monitorowanie całego projektu od pomysłu do jego realizacji, a potem odpowiedzialność 3- 5 lat za jego efekty. To jest wszystko praca urzędników. Samo tylko przygotowanie świadectw płatności, to są tomy, które muszą być szczegółowe, muszą posiadać dużo załączników i dokumentów potwierdzających to, co w tych świadectwach płatności jest. Ogrom tej pracy i odpowiedzialność może znać tylko ten, kto coś robi w tym zakresie. Jeśli nie robi, to nie jest uprawniony do tego, aby w ogóle dyskutować. To świadczy tylko o ignorancji tych osób.
Jak ocenia Pan kampanie referendalne w sprawie sprzedaży placu i odwołania Pana z funkcji burmistrza przez inicjatorów referendum?
Słowo „żałosne” to zbyt mało powiedziane. Widziałem dwa z tych klipów przygotowanych przez inicjatorów. W moim odczuciu na siłę próbowano, żeby było zabawnie. Jest to takie żenujące, infantylne. Ta biedronka w żaden sposób nie kojarzy mi się z panią Jublewską, a ten kicający zając – z groźnym prezesem Tomasiakiem. Postaci, które wcieliły się w biedronkę i zająca, naprawdę nie są miłe. Uważam również, że to, co mi się zarzuca, jest tak naciągane na siłę. Nie można mieć poglądu innego niż ten, że sama inicjatywa referendalna, wykorzystanie środków, które poniesiemy na te referenda, jest zrobiona dla własnych celów prywatnych. Włącza się tu też osoba pana Smyka, który zarzekał się, żeby jego nazwiska w żaden sposób nie kojarzyć z tym protestem, ale tu się nie da inaczej. To jest oczywiste, że jest on mocno, gospodarczo związany z tym protestem.
W ubiegłym tygodniu pojawiła się informacja, że realizacja dwóch ważnych projektów „Czas na Lubartów” i „eInclusion” może być zagrożona w sytuacji, gdyby doszło do odwołania organu, czyli burmistrza. Reakcja opozycji była natychmiastowa, przygotowali oni informację, że na chwilę obecną takiego zagrożenia nie ma. Jak Pan się do tego odniesie?
Na chwilę obecną nie ma zagrożenia, oba projekty są realizowane zgodnie z harmonogramem, zgodnie z planem założonym na początku realizacji tych projektów. Natomiast rzeczywiście w przypadku obu tych projektów w umowie jest zapis, z którego wynika, że w momencie utraty wiarygodności partnera, jakim jest miasto, wyraźnie jest napisane, że jeśli zostanie wprowadzony zarząd komisaryczny, to umowa może zostać wypowiedziana w ciągu 7 lub 14 dni (sprawdzić trzeba) i kwotę trzeba będzie oddać wraz z odsetkami. Oczywiście sprawa jest bardziej skomplikowana, ponieważ zostają również roszczenia wykonawcy z tytułu przerwanego kontraktu. I tutaj trudno powiedzieć, jakiej skali byłby to problem, bo roszczenia wykonawcy nie dotyczą tego, co zostało mu zapłacone, tylko tego, co w wyniku takiej sytuacje nie zawinionej przez niego – nie zostało mu zapłacone (utrata przez wykonawcę dochodu z tytułu przerwanego kontraktu). W obu umowach taki zapis istnieje.
rozmawiała: Sylwia Nowokuńska


