Ktokolwiek wie…

Muzeum Ziemi Lubartowskiej, obok wielu innych zadań, zajmuje się także poszukiwaniem informacji dotyczących nieznanych, czasem zapomnianych postaci i zdarzeń z przeszłości. Często robimy to na prośbę osób prywatnych, zwracających się do nas z konkretnych tematem.


Okres pandemii zamknął nas w domach, rozluźnił kontakty a jednocześnie wyzwolił w wielu ludziach potrzebę poznawania przeszłości swoich rodzin, poszukiwania informacji o krewnych, których burzliwa historia rozrzuciła w różne strony. Podejmowane były zatem własne poszukiwania, dociekania, próby dotarcia do źródeł. Wiele zapytań, telefonów, maili z prośbą o pomoc docierało także do naszego muzeum. Nie zawsze – w czasie, gdy biblioteki, archiwa i inne tego typu placówki pozostawały zamknięte – było to łatwe i możliwe. Dlatego dziś pozwalamy sobie skierować do Czytelników „Lubartowiaka” apel o pomoc. Być może jesteście Państwo w stanie uzupełnić przedstawiane przez nas historie, może nasuną się przy tej okazji inne, równie ciekawe opowieści.
Pierwsza historia, którą chcemy przytoczyć – zaczęła się od telefonu z punktu skupu odpadów w Bydgoszczy. Właściciel poinformował o znalezionym wśród przekazanych przez kogoś szpargałów liście, który powinien nas zainteresować. Oto jego fragment :
„Najukochańszy Tatusiu ! Już tak długo stoimy tutaj w Lubartowie a Tatuś zamiast przyjechać nawet listu nie napisze. Mamusia poszła na posadę nauczycielską 10 km od Lubartowa a nas zostawiła na tym punkcie etapowym. Bardzo ja nie chcę iść tak daleko od miasta, bo znów nie będę się mogła uczyć. Tak zazdroszczę tym, którzy się uczą. Ale też Mamusia tutaj posady nie dostanie a choćby dostała, bez pomocy Tatusia nie utrzymamy się w miasteczku. Wojna pokazała co swoje…”
List napisała córka Bogusia Wojnarowicz do swojego taty Tadeusza. Na kopercie nr poczty polowej i adres dziewczynki: Punkt etapowy repatriantów w Lubartowie, ul. Główna 78, sala nr 2. Gwoli wyjaśnienia – przez pewien czas w Lubartowie funkcjonował punkt etapowy dla repatriantów ze wschodu. Transporty dojeżdżały do Lubartowa, następnie je rozładowano a ludzi kierowano do specjalnie przygotowanych miejsc. Przez kilka miesięcy istniał taki punkt w budynku przedwojennego gimnazjum, po wojnie liceum a potem szkoły nr 2. Zlikwidowano go w 1945 r. Jak długo przebywały tam poszczególne rodziny, co się z nimi działo dalej – nie wiemy.
Nie udało się również odszukać informacji o rodzinie Wojnarowiczów. Być może pochodziła z Wołynia, skąd masowo tuż po przejściu frontu uciekali ocaleli Polacy. Chronili się najpierw na Lubelszczyźnie i w centralnej Polsce, niektórzy wyjeżdżali na ziemie zachodnie. Odkrycie listu w Bydgoszczy tyle lat po wojnie wskazuje, że musiał on najprawdopodobniej dotrzeć do adresata. Czy rodzina się połączyła, jakie były jej dalsze dzieje – nie wiemy. Zarówno charakter pisma, jak i styl listu mogą świadczyć, że pisząca go dziewczynka ma już za sobą początkową edukację. Zapewne była już wówczas nastolatką. 77 lat po wojnie to już zapewne wiekowa staruszka. Czy jeszcze żyje? Czy ktoś zetknął się z przebywającymi w 1945 r. na terenie Lubartowa repatriantami ? Czy słyszał o takiej rodzinie? Czy potrafi uzupełnić tę historię?
Druga opowieść zaczęła się w początkach tego roku. Do Muzeum drogą mailową skierowano zapytanie o konkretnego człowieka, który pochodził z Lubartowa, był żołnierzem AK, więzionym tuż po wojnie przez UB, a który zginął tragicznie jakiś czas później. W liście który przysłał syn szczególnie mocno wybrzmiały słowa „ Jest to dla mnie bardzo istotne… chciałbym poznać Jego życiorys, ponieważ nigdy w życiu Go nie widziałem”.
Odpisując wyjaśniliśmy, że niestety realia PRL nie pozwoliły w odpowiednim do tego czasie na zebranie relacji i wspomnień z okresu wojny i okupacji. Uczestnicy tych wydarzeń często na wiele lat zamilkli – ze względów bezpieczeństwa swojego i swoich rodzin nie chcieli wracać do przeszłości. Zawodowi historycy niezwykle rzadko próbowali gromadzić materiał z tego okresu. PRL-owska rzeczywistość i cenzura nie sprzyjały podejmowaniu takich tematów. A kiedy w końcu stało się to możliwe, to okazało się, że wielu z uczestników lokalnego ruchu oporu już odeszło. Dlatego dzisiaj tak trudno odszukać informacje o tym okresie a szczególnie o konkretnych ludziach – uczestnikach tych wydarzeń. Dlatego to, co udało nam się zebrać to historia utkana dosłownie z drobinek pozyskanych w naszych lubartowskich materiałach i publikacjach. A zatem: według spisu wyborców z połowy lat 30. w Lubartowie przy ul. Lubelskiej/ Piłsudskiego 53 zamieszkiwała rodzina Stanisława i Katarzyny Budzyńskich. Oprócz rodziców w spisie figurują również ich dzieci: Bolesław, uczeń Szkoły Muzycznej oraz Jadwiga. Interesujący nas Marian jako niepełnoletni nie był wówczas objęty spisem. Czy to cała rodzina – nie wiadomo, potrzebne byłyby dalsze poszukiwania. Bolesław był fryzjerem, prowadził zakład w centrum Lubartowa, ponadto przez wiele lat śpiewał w chórze parafialnym „Lutnia kościelna”. Zachowały się nawet jakieś zdjęcia z tego okresu. Zmarł po wojnie. O córce niestety nie udało się znaleźć żadnych informacji. Jeśli chodzi o Mariana – bo to on jest poszukiwaną osobą – to  w 1927 r. podjął naukę w miejscowej, jeszcze wówczas męskiej, szkole powszechnej nr 1 (klasa I c tzw. mieszana, do której uczęszczały dzieci polskie i żydowskie). Ukończył pełną siedmioklasową szkołę powszechną w 1935 r. Nie wiadomo, czy kontynuował dalej naukę – nie istniało już wówczas w Lubartowie gimnazjum, odnowiono je dopiero w 1938. Od 1927 r. funkcjonowała szkoła zawodowa dokształcająca, niestety nie zachowały się kompletne listy uczniów z tego czasu. Być może po pełnej szkole powszechnej po prostu podjął pracę. Wskazywałaby na to przynależność od końca lat 30. aż po 1940 – kiedy to wszystkie polskie organizacje i stowarzyszenia zostały przez okupanta rozwiązane – do Organizacji Młodzieży Pracującej o/Lubartów. Za to z pewnością, co najmniej od 1935 r. zaangażowany był w harcerstwo. Był zastępowym, przybocznym, działał w komendzie Hufca Lubartów, należał do kręgu starszyzny harcerskiej, brał udział w obozach harcerskich, w tym także w obozie zlotowym ZHP w Spale. Jak pisze znawca tematyki harcerstwa w Lubartowie Jacek R. Dumało – w 1939 r. większość starszych harcerzy należała do organizacji Młodych Strzelców – Orląt i Przysposobienia Wojskowego. Nic zatem dziwnego, że w momencie organizowania się konspiracji w obwodzie Lubartów Marian Budzyński wraz z kolegami z ZHP znalazł się w plutonie dywersji bojowej Alojzego Nadrajkowskiego „Alberta”. Grupa liczyła kilkunastu członków z Lubartowa i okolicy. Początkowo zajmowali się zdobywaniem broni, niszczyli wiejskie bimbrownie, golili głowy kobietom zadającym się z Niemcami, niszczyli linie telegraficzne. Do bardziej znacznych akcji, w których uczestniczył także Marian należały m.in. akcja „dzwon” – ratowanie zagrożonych rekwizycją dzwonów z kościoła św. Anny ; zniszczenie miejskiej – niemieckiej mleczarni, rozbicie aparatury kinowej , spalenie dokumentów w kilku gminach wokół Lubartowa, czy akcja „skóra”, kiedy to – jak pisano w źródłach niemieckich – zrabowano ze sklepu niemieckiego w centrum Lubartowa „3 cetnary skóry, 9 tys. par cholew do butów, 20 kg podeszwy gumowej oraz posortowane obuwie męskie”. Z innych akcji wymienić można jeszcze akcje zaopatrzeniowe na sklepy niemieckie czy akcję „kośba”- likwidacje konfidentów niemieckich. Grupa po spaleniu kilku członków w 1943 r. musiała się przeorganizować i nabrała charakteru leśnego, działając na terenie obwodu (powiatu) m.in. w rejonie Firleja.
Wiosną 1944 r. w Inspektoracie Lublin dla celów planowanej akcji „Burza” zaczęto tworzyć 8 PP Legionów AK, w skład którego weszły działające na ziemi lubartowskiej oddziały: „Lekarza” – Bolesława Mucharskiego,  „Uskoka” – Zdzisława Brońskiego oraz lotny oddział „Brzechwy” – Tadeusza Pośpiecha. Wzięły one udział w tej akcji na Lubelszczyźnie, w tym wyzwoleniu – wspólnie z jednostkami 27. Wołyńskiej Dywizji AK – Lubartowa w lipcu 1944 r. Kiedy 27. Dywizja została rozbrojona w pobliskim Skrobowie, decyzją komendanta Okręgu AK lubelskie oddziały urlopowano. W początkach sierpnia jednak poszczególni dowódcy zwołali je z powrotem i ruszyli na pomoc walczącej Warszawie. Dotarli w okolice Puław. Nasycenie oddziałami sowieckimi tego terenu było tak znaczne, że nie dało się kontynuować marszu.
Od lata 1944 r. na Lubelszczyźnie , wobec umacniania się – przy pomocy sowieckiej – nowej władzy, zmieniła się sytuacja żołnierzy AK. Od sierpnia zaczęły się aresztowania i wywózki w głąb Rosji, zamykanie do aresztów i więzień, obozów internowania np. na Majdanku czy na terenie dawnego sowieckiego obozu w Skrobowie pod Lubartowem. W grudniu 1944 r. aresztowano m.in. B. Mucharskiego „Lekarza” i wielu jego podkomendnych (oskarżonych o przygotowywanie zamachu na B. Bieruta). Zostali oni rozstrzelani w kwietniu 1945r. Dopiero w 1991 r. ich rodziny doczekały się rehabilitacji. Równolegle w grudniu 1944/ styczniu 1945 aresztowania objęły także kierownictwo obwodu Lubartów oraz żołnierzy, m.in plutonu „Alberta” i rezerw „Lekarza”. Trafili oni częściowo na Zamek w Lublinie oraz do aresztu UB w Lubartowie. Marian Budzyński siedział w Lubartowie .W marcu 1945 roku miała miejsce udana ucieczka 18 żołnierzy z jednej z cel tego aresztu. Po tym wydarzeniu areszt zlikwidowano a pozostałych więźniów przeniesiono m.in. na Zamek w Lublinie. I na tym ślad Mariana Budzyńskiego się urywa, w dostępnych u nas materiałach brak o nim jakiejkolwiek wzmianki.
Czy w Lubartowie ktoś może uzupełnić te historie? Może odnajdą się ludzie, którzy mają wiedzę na temat punktu etapowego przy ul. Lubelskiej? Jak długo istniał, skąd pochodzili ludzie, którzy się tu zatrzymywali, dokąd się udawali, czy ktoś został na dłużej? A może ktoś pamięta rodzinę Budzyńskich, w tym również Mariana, harcerza i uczestnika konspiracji. Co się z nim stało po wojnie?
Muzeum Ziemi Lubartowskiej liczy na pomoc. Chętnie wysłuchamy Państwa relacji i wspomnień ale również sugestii i tematów wartych podjęcia. Zapraszam do współpracy!
/E. Sędzimierz – Muzeum Ziemi Lubartowskiej/