W dziale | Listy do redakcji

Centrum za Centrum

Opublikowany 21.11.2008

Witam Państwa.
Tym artykułem nie chcę się odnosić do poglądów moich koleżanek i kolegów radnych, lecz chcę wyrazić swój pogląd na temat inwestycji drogowych w Lubartowie. Poglądy radnych z grubsza są mi znane, szanuję je i nie zamierzam z nimi polemizować, a jedynie nakreślić swoją opinię. Budżet miasta jest ograniczony i na pewno patrząc na potrzeby, za mały. Zwiększając fundusze na remonty dróg i chodników, trzeba je komuś odebrać. Komu? Oświacie, kulturze- wyobrażam sobie, ile byłoby protestów. Jednak, aby ruszyły inwestycje, trzeba pozyskać środki. Wiem, że w tym roku nie uzyskamy dofinansowania na nasze projekty z funduszy unijnych, zaczynając nowe inwestycje musimy wykonać je z pieniędzy budżetowych. Jest kilka wyjść: można zaciągnąć kredyty, wyemitować obligacje komunalne, można także dokonać sprzedaży nieruchomości, z których pieniądze zasilą budżet. W tej chwili nie mam zdania, co będzie najlepsze, ale boję się reakcji nowych ekip rządzących, które będą spłacać te kredyty czy wykupywać
obligacje. Sprawa placu po pomniku jest bardzo kontrowersyjna, wzbudza wielkie emocje, głosy w społeczeństwie są na ten temat podzielone. Niektórzy chcą tam pomnik, jeszcze inni deptak, lecz słyszałem też opinie, aby go korzystnie sprzedać. Na sesji uzyskaliśmy informacje, że Konserwator Zabytków skłania się do zabudowy tego miejsca budynkiem, gdyż przed wojną stała tam kamienica i służyła społeczeństwu jako hotel. Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży tego gruntu można byłoby ruszyć z inwestycjami drogowymi, na które nie ma teraz pieniędzy. W powstałym budynku mieszkańcy znajdą pracę, a podatki będą zasilały budżet.
Odbieram wiele sygnałów od mieszkańców Lubartowa, którzy od wielu lat nie mogą doczekać się nowego chodnika czy naprawienia ulicy. Stracili nadzieję, a dzięki tym pieniądzom można byłoby spełnić ich oczekiwania. o rozmowach przeprowadzonych z mieszkańcami ulicy Piaskowej, którzy marzą o nowym chodniku, doszedłem do wniosku, że w Lubartowie jest wielka potrzeba zwiększenia wydatków na infrastrukturę drogową.
Na dotychczasowym pełno jest dziur, rośnie trawa i krzaki.
Idąc do pracy czy szkoły, mieszkańcy ulicy Łąkowej i Piaskowej muszą iść ulicą, co mogło już nie raz zakończyć się wypadkiem. Zająłem się tą sprawą i mam nadzieję, że Burmistrz dostrzeże ten problem i niedługo można będzie przejść się po nowym chodniku. Na to jednak potrzebne są pieniądze i trzeba je znaleźć. Chciałbym poddać Państwu pod rozwagę pewną ewentualność. Niedługo ruszy wielka inwestycja budowy Europejskiego Centrum Kultury na osiedlu Popiełuszki. Możemy pozyskać z Funduszy Unijnych nawet 85% wydatków kwalifikowanych na tą kilkumilionową inwestycję, która jest tak bardzo potrzebna mieszkańcom. Co robimy- czekamy, bo nie ma pieniędzy i w efekcie tracimy dotację czy jak najszybciej staramy się pozyskać pieniądze nawet poprzez sprzedaż nieruchomości. Za kilka lat będziemy mogli cieszyć się i chwalić, że Lubartów ma piękny dom kultury, w którym mieści się kino, a na osiedlu Popiełuszki przybyło wiele miejsc parkingowych. Moim zdaniem sprzedaż placu po pomniku jest ostatecznością, ale nie bójmy się tej decyzji, bo w końcowym efekcie odniesiemy wiele korzyści. Spowoduje to szybszy rozwój naszego miasta i zaspokojenie wielu ludzkich potrzeb.

 Radny Miasta Lubartów
Robert Błaszczak

Autor:

<- zobacz inne artykuły tego autora (316).


Skontaktuj się z autorem

Komentarze do artykułu (4)

  1. Grzegorz:

    Pozwolę sobie na kilka zdań komentarza do tekstu radnego Błaszczaka.
    Po pierwsze – warto przypomnieć, w jaki sposób plac po pomniku stał się „gorącym” tematem. Radni koalicyjni, których poparł klub PISu, tłumaczyli konieczność rozebrania „bałwanka” jego pokomunistyczną symboliką. Szczególnie wystąpienie wiceprzewodniczącego Zielińskiego, który jest z wykształcenia historykiem, było bardzo przekonywujące i odebrało wiele argumentów oponentom z Lewicy. Radni koalicyjni oraz władze miasta, w czasie tej debaty, ani razu nie zasugerowali, że w następstwie tej rozbiórki mają zamiar wolny już plac Piłsudskiego sprzedać. Jestem w stanie nawet się domyślać, że zamiar ten wręcz bardzo pilnie ukrywali. I mieli powód, bowiem ujawnienie takiego pomysłu post factum jest dowodem ich jednoznacznej hipokryzji i obłudy. Przymilanie się do środowisk niepodległościowych i kombatanckich, kultywowanie pamięci prałata Tokarzewskiego, który popierał rozbiórkę pomnika i budowę w jego miejsce symbolu nowych czasów, coroczne wspominanie pamięci Marszałka Piłsudskiego w czasie obchodów 11 Listopada, w świetle tego zamiaru sprzedaży, stawia pod znakiem zapytania, czy wymienione przeze mnie zachowania grupy aktualnie rządzącej Lubartowem były szczere albo, pisząc bez ogródek, uczciwe. Mam duże wątpliwości, a nawet pewność, że próba sprzedaży tego placu będzie dowodem pogardy dla środowisk kombatanckich, dla pamięci tych, którzy chcieli rzeczywistego obalenia symbolu dyktatury. Potwierdzicie też, że Lewica jednak lepiej zna wasze intencje i nie ma złudzeń, co do waszego cynizmu. Chcę jednak dalej wierzyć, że radny Zieliński, tak sugestywnie udowadniający rzeczywistą symbolikę bałwanka, nie znał prawdziwych zamiarów władz miasta. W przeciwnym bowiem razie będzie to znaczyło, że nie ma takiej granicy przyzwoitości, której nie jesteście w stanie przekroczyć.
    Po drugie – skąd pańska pewność, że sprzedaż tego placu zapewni środki finansowe na poprawę stanu ulic Piaskowej i Łąkowej? Przecież jednocześnie chce Pan zasilić z tego samego źródła dochodów budowę Centrum Kultury Europejskiej przy ulicy Popiełuszki (Tak a propos ulica Popiełuszki na dużym odcinku w ogóle nie jest zbudowana). Trzeba wyjaśnić, że wpywy do budżetu ze sprzedaży nieruchomości nie są znaczone i nie jest w momencie sprzedaży przesądzone, na co Rada Miasta przeznaczy uzyskane środki. tak więc, niech Pan nie obiecuje gruszek na wierzbie. równie dobrze uzyskane dochody mogą póść na skatepark, na podwyżki płac dla samorządowych notabli, czy choćby na podróże służbowe. Ponadto Pan proponuje tylko prostą zamianę jednego rodzaju mienia komunalnego na inną formę tego mienia. Sprzedać drogo, by kupić jeszcze drożej to żadna filozofia. Historia samorządu lubartowskiego zna wiele chybionych sprzedaży, bądź prób sprzedaży, mienia komunalnego. Majątek, który stał własnością miejską w wyniku zapobiegliwości wielu pokoleń lubartowiaków, nagle ma stać się głównym źródłem, ale niestety jednorazowym i bezpowrotnie utraconym, dla tych, którzy nie potrafią ciąć bizantyjskich kosztów i zwiększać dochodów własnych dzięki aktywizacji gospodarczej miasta. Tego zaś po prostu nie ma. Za to jest gorączkowe pozbywanie się „ojcowizny”. Tak postępuje ktoś, kto zamierza wyjechać. Nie pozwolimy zostawić miasta z gołym, za przeproszeniem, tyłkiem.
    Po trzecie – stawia Pan przed czytelnikami fałszywe wybory. Bowiem można i nalezy zmodernizować Łąkową i Piaskową, zbudować Popiełuszki i jednocześnie dać dowód przywiązania do tradycji i do wartości. Inaczej bogoojczyzniane peany na część Marszałka i akowców będą tylko okazjonalnymi banalnymi frazesami lokalnych cyników i oportunistów.

  2. Lewartowiak:

    Na pewno jest to trudny temat jeśli chodzi o newralgiczny plac w centrum miasta. Panowie zwrócę uwagę jeśli sprzedamy to miejsce to w naszym mieście nie będzie żadnego placu w centrum miasta, cóż może to i dobrze, ale czy na pewno. W każdym mieście jest plac w centrum miasta by oddawać hołd bohaterom, tym którzy walczyli za nasz kraj.
    wiem że dla nie których to puste słowa, ale popatrzcie jeśli w Warszawie chciało by się sprzedać plas z grobem nieznanego żołnierza to człowieka tego uznali by szaleńcem ze tak delikatni powiem, podobnie chyba było by z placem litewskim w Lublinie, a co będzie z naszym? mały placykiem który jest jeszcze Placem Piłsudskiego
    wiem że to najprostszy sposób na pozyskanie pienędzy a może Panowie radni zabrali by się do pracy i spróbowali sami pozyskać pieniądze dla naszego miasta i inwestycji

  3. Grzegorz:

    Radny Błaszczak podaje też zaskakującą „informację”, że Wojewódzki Konserwator Zabytków skłania się do zabudowy tego placu budynkiem, tak jak przed wojną. Ciekawe, w jakim trybie uzyskał taką „informację” jego informator? Tym i podobne brednie zbyt często przychodzą ludziom do głowy w debacie publiczej. Niedługo p. Landecką, bo to ona jest tym konserwatorem, będą dzieci straszyć w lubartowskich szkołach. Jak trzeba, to „popiera” ona popierane przez władze miejskie pomysły. A jak nie trzeba, to przeszkadza genialnym zamiarom władz (patrz – pomysł ronda przed Pałacem). Zastanawiam się tylko, czy ona wie o tych „swoich” pomysłach, czy poparciach.

  4. psychic:

    Gdybym był bogaczem, wykupiłbym to od miasta i znalazł sposób na rozsławnie Lubartowa. W jaki sposób? Zaorałbym i posadził ziemniaki. jabadydbydybydam

Pozostaw opinię