Archiwum wydań | "Aleksandra Jędryszka"

Wystawa z Lubartowa w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej

Wydanie: , , , , , , , ,


Przedstawiciele „Lubartowiaka”, jako współautorzy wystawy o błogosławionym O. Honoracie Koźmińskim, uczestniczyli w jej prezentacji, w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Składająca się z kilkunastu plansz historia błogosławionego, po raz pierwszy pokazana została w maju bieżącego roku, w Lubartowskim Ośrodku Kultury.

Otwarcie wystawy pt. „Bł. Honorat Koźmiński, kapucyn 1829 – 1916 – zakonnik, kapłan, patriota, pedagog, pisarz, założyciel zgromadzeń” w warszawskim muzeum archidiecezjalnym zorganizowano w poniedziałek 2 października. Jej pomysłodawcą, autorem opracowań życiorysu bł. O. Honorata, jest br. Grzegorz Filipiuk OFMCap. Razem z wystawą odbyła się premiera książki bł. Honorata o objawieniach w Gietrzwałdzie. Rękopis można było podziwiać w salach wystawienniczych muzeum.

– Niezwykła książka napisana przez niezwykłego człowieka, na dodatek o niezwykłych wydarzeniach. Dlatego i nasze spotkanie nabiera cech niezwykłości – mówił prowadzący spotkanie Marek Zając – dziennikarz i publicysta specjalizujący się w tematyce religijnej i społecznej. – Czas jest opatrznościowy – spotykamy się w tym momencie, kiedy zbiega się 140 rocznica objawień maryjnych w Gietrzwałdzie z obchodzonym w całej Polsce rokiem błogosławionego Honorata.

W spotkaniu uczestniczył O. dr Gabriel Bartoszewski, legenda procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych w Polsce, postulator, człowiek który miał ogromną rolę w procesie beatyfikacyjnym bł. O. Honorata. W dyskusji o książce wziął udział także profesor Wiesław Wysocki, wybitny historyk, kierownik Katedry Historii XIX i XX w. Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W spotkaniu uczestniczyli także przedstawiciele zgromadzeń, przybyły Siostry Służki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej.

– Dziś mamy okazję oglądać wystawę, która miała swoją premierę w Lubartowie podczas peregrynacji relikwii bł. O. Honorata, później zawędrowała do Białej Podlaskiej i dziś mamy okazję, aby tę wystawę oglądać w Warszawie. Dziękuję współautorom za przybycie i za współpracę – mówił O. Grzegorz Filipiuk, koordynator obchodów Roku Błogosławionego Ojca Honorata Koźmińskiego, redaktor książki będącej przedrukiem rękopisu O. Honorata Koźmińskiego – „Przesłanie z Gietrzwałdu”.

Zgromadzenia w całej Polsce wiedzą, jak dużo zawdzięczamy temu błogosławionemu. Pokorny, cichy sługa Boży założył wiele zgromadzeń i natchnął do działania tysiące osób. Jego działania nie zakończyły się wtedy, w XIX wieku, tylko cały czas trwają, cały czas są żywe.

Aleksandra Jędryszka

od prawej stoją: prof. Wiesław Wysocki, Aleksandra Jędryszka „Lubartowiak”, O. Grzegorz Filipiuk OFMCap, Mirosław Nowak dyrektor Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, Radosław Ozonek – „Lubartowiak”.

 

Spotkanie z mistrzem

Wydanie: , , , ,


Marcin Prus – siatkarz, wielokrotny reprezentant Polski, odwiedził Szkołę Podstawową nr 3 im. Piotra Firleja w Lubartowie. W czwartek 28 września spotkał się z uczniami i opowiedział im o swojej drodze do kariery. – Za wszystko, co osiągnąłem, zapłaciłem jedynie swoimi chęciami – mówił.

Spotkanie to wynik programu profilaktyczno – motywacyjnego w ramach Siatkarskich Ośrodków Szkolnych (SOS). To ogólnopolski projekt szkoleniowy finansowany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki , skierowany do dzieci i młodzieży. Jego głównym celem jest upowszechnianie sportu, a w szczególności siatkówki. SOS powstał w 2012 roku z inicjatywy Polskiego Związku Piłki Siatkowej. To jedyny, tak szeroko zakrojony, nowoczesny siatkarski projekt szkoleniowy dla dzieci i młodzieży na świecie. Obejmuje szkoły podstawowe, gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne w całym kraju. Opiera się na idei współpracy szkoły, lokalnego samorządu i związku sportowego.

Jak to się stało, że wybór padł na szkołę w Lubartowie? – Imię naszego miasta nie było obce panu Marcinowi Prusowi, a to z powodu naszych wyjazdów na mecze siatkówki. Dlatego wybrał właśnie naszą szkołę spośród wielu innych do wyboru – mówi Marian Bober, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 w Lubartowie.

Uczniowie żywo reagowali na słowa mistrza. Widać było zainteresowanie tematem kariery w sporcie. Marcin Prus zaskoczył swoim prostym i zarazem umiejętnym przekazem chociażby korzyści ze słuchania rodziców i nauczycieli. – Jeśli mówią wam – wiążcie porządnie sznurówki, to nie dla waszej udręki, tylko dla waszego bezpieczeństwa. Nie spóźniajcie się na lekcje, bo to nic innego jak brak szacunku dla innych – przekonywał. Mistrz zaprezentował uczniom swoją koszulkę reprezentacji Polski, o której posiadaniu marzył od dziecka. Najwięcej emocji wzbudził wspólny trening siatkówki na sali gimnastycznej.

Marcin Prus rozpoczął karierę sportową w rodzinnym mieście jako wychowanej SKS Starogard Gdański. Następnie grał w SMS PZPS Rzeszów, a później w Mostostalu-Azoty. Występował w reprezentacji Polski w latach 1997 – 2001 i rozegrał 97 spotkań. Obecnie, po zakończeniu kariery współpracuje z radiem i telewizją, jest twórcą artykułów sportowych o tematyce siatkarskiej. Zaczynał w Telewizji Polskiej jako komentator spotkań siatkarskich, współpracownik telewizji Polsat, jako reporter spotkań reprezentacji oraz wydarzeń ligowych. W 2013 roku siatkarz wydał autobiografię „Wszystkie barwy siatkówki”.

Aleksandra Jędryszka

 

II Land Art Park Festiwal – fotogaleria

Wydanie: , , , ,


II Land Art Park Festiwal zorganizowany w parku pałacowym Muzeum Zamoyskich w Kozłówce był okazją do spotkania się ze sztuką w otwartej przestrzeni. Pomysłodawcą międzynarodowego wydarzenia był lubartowski artysta Marcin Jabłoński. Prace mogliśmy obejrzeć podczas finisażu w sobotnie popołudnie. Dla gości zagrał zespół Pankharita z Zamościa. W wydarzeniu wziął udział burmistrz Miasta Lubartów Janusz Bodziacki. Dziękował pomysłodawcy festiwalu Marcinowi Jabłońskiego za zaangażowanie w działalność artystyczną promującą nasze miasto.

Przez cały tydzień na terenie zespołu parkowo pałacowego artyści z całej Europy (Polska, Anglia, Litwa, Rosja, Włochy, Rumunia, Słowacja) pracowali nad swoimi wyjątkowymi dziełami. Podsumowanie festiwalu zorganizowano w sobotę 9 września w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Po finisażu w pałacowej kaplicy odbył się koncert muzyki andyjskiej w wykonaniu zespołu Pankharita.

II Land Art Park Festiwal Kozłówka – Lubartów zorganizowany został w ramach obchodów Europejskich Dni Dziedzictwa. Ideą przewodnią festiwalu jest sztuka wychodząca w naturalną przestrzeń wprost na spotkanie i bezpośrednią konfrontację z widzem, zmieniająca sposób postrzegania przyrody i sztuki. Założeniem festiwalu jest ukazanie szerokiemu spektrum publiczności tego typu działań oraz zaprezentowanie całego procesu twórczego. Nie bez znaczenia jest również zwrócenie uwagi na ekologiczne podejście do życia oraz poszanowanie natury.

fot. Ola Jędryszka

Zbliżam się k’Tobie – płyta, która zaczęła się w Lubartowie

Wydanie: , , , , , , ,


Wielkopostne Pieśni Pasyjne rozpoczęły w Lubartowie obchody Roku Błogosławionego Ojca Honorata Koźmińskiego. W piątkowy wieczór 3 marca na scenie Lubartowskiego Ośrodka Kultury wystąpili Jacek i Kuba Mielcarkowie. Zagrali utwory z płyty „Zbliżam się k’Tobie”, zawierającej jazzowe interpretacje pieśni polskich, wykonywanych w okresie Wielkiego Postu. Były one przeplatane czytaniem pieśni, wśród których znalazły się teksty z modlitewników Błogosławionego Ojca Honorata. Z zapisu alfabetem Braille’a odczytywał je niewidomy muzyk Jacek Mielcarek.

Dwóch mężczyzn – ojciec i syn, Jacek i Kuba Mielcarkowie, artyści rodem ze Śląska, przyjechali do naszego miasta równo rok temu, aby w Kościele Ojców Kapucynów zagrać koncert wielkopostny. Wtedy, w Lubartowie, zrodził się pomysł powstania płyty. To niełatwa sztuka – interpretacja pieśni o Męce Pańskiej w taki sposób, w jaki Wy to zrobiliście. Jak doszło do nagrania płyty, z której utwory lubartowianie usłyszeli podczas koncertu?

Jacek: Siedzi tutaj z nami Ojciec Bogdan, główny pomysłodawca, z którym przyjaźnimy się od lat. Pomagał nam w różnych sprawach: kiedy nie było gdzie się zatrzymać po koncertach, co zjeść. Pomagał nam przy naszej pierwszej płycie, którą nagraliśmy.

Kiedy to było, ta pierwsza płyta?

Jacek: W 2014 roku.

Kuba: To była pierwsza nasza płyta w duecie, bardzo spontaniczna.

Jacek: Pod wiele mówiącym tytułem „I co dalej?”. Postanowiliśmy przyjechać do Lubartowa w 2016 roku i zagrać koncert, mając na uwadze naszą dotychczasową współpracę i niepośledni wpływ Ojca Bogdana (który jest wikarym w Klasztorze Braci Mniejszych Kapucynów w Lubartowie – przyp. red.). No i za chwilę powstała myśl, żeby zrobić płytę. Włączyło się w ten pomysł wiele osób, między innymi Ojciec Grzegorz Filipiuk, który słynie z tego, że jak coś zaczyna mówić, to do końca stara się to doprowadzić. Ja nie do końca wierzyłem, że ta płyta się ukaże. Zastanawiałem się, gdzie można ją nagrać.

Kuba: Ważne było, żeby nagrać płytę w odpowiednich warunkach, przy odpowiedniej akustyce, najlepiej w kościele. I znaleźliśmy odpowiednie miejsce.

Jakie to miejsce? Jak wyglądało nagranie?

Jacek: Kościół w Kątach Opolskich. Trzeba było porozmawiać z proboszczem, księdzem doktorem Krzysztofem Pagórem. Zapytaliśmy go o koszty. Odpowiedział, że jak na taki cel, to pieniędzy żadnych nie chce.

Co było takiego specjalnego w tym kościele?

Kuba: Akustyka była wzorowa. Mieliśmy tam okazję wystąpić z zespołem. Zapamiętaliśmy to miejsce.

Jacek: Poza tym kościół był daleko od drogi, to też miało znaczenie. Ciszy potrzebował rodzaj muzyki, która wymaga skupienia. Weszliśmy tam pierwszego lipca 2016 roku. Mieliśmy zaprzyjaźnionego realizatora dźwięku. Całą płytę wyprodukowali Ojcowie Kapucyni, a głównym producentem okazał się Ojciec Grzegorz Filipiuk, który to wszystko skoordynował, znalazł pieniądze, zdobył zgodę władz zwierzchnich i dokonał wyboru tekstów, opracowal je, pod jego nadzorem powstała szata graficzna…

Czyli tak jak nie wierzyliście na początku w powodzenie tego przedsięwzięcia, tak udało się w końcu dzięki życzliwości wielu osób – pomysłowego Ojca Bogdana, przychylnego księdza Krzysztofa Pagóra, pomocnego Ojca Grzegorza…

Jacek: Tak. Trzeba to powiedzieć, że bez Ojca Grzegorza ta płyta nie ukazałaby się. A pomysł powstał w Lubartowie właśnie, przy silnym wsparciu, także wsparciu pani dyrektor Lubartowskiego Ośrodka Kultury. Ja rzeczywiście nie wierzyłem w to, że się uda.

Kuba: Warto nadmienić, że dobrze znałeś repertuar z płyty, ponieważ wykonywałeś te pieśni w sposób tradycyjny, z Kapelą Brodów.

Jacek: Ale, co ciekawe – ja nie znałem w ogóle tego repertuaru w dzieciństwie. Z pieśni religijnych znałem kolędy, ale nie pieśni pasyjne.

Chyba niewiele osób, nawet bardzo religijnych, zna dobrze wykonywane przez Was pieśni wielkopostne. To nie są utwory znane.

Jacek: Tak. A trzeba powiedzieć, że kiedyś tego rodzaju pieśni było więcej niż na przykład kolęd.

Kuba: To był bardzo bogaty repertuar charakteryzujący się szczególnym nastrojem, ciężarem gatunkowym.

Jacek: I ja ten repertuar poznałem dzięki mojemu serdecznemu druhowi, jak to mówił Edward Stachura. To był nasz druh serdeczny Witek Broda. W ramach pracy z jego kapelą udało się nam zapoznać z tymi pieśniami.

Wasza płyta nagrana w 2016 roku wspólnie z Ojcami Kapucynami, pod tytułem jednej z pieśni „Zbliżam się k’Tobie”, wpisuje się w obchody Roku Błogosławionego Ojca Honorata Koźmińskiego…

Jacek: Gramy dwa utwory z modlitewników opracowanych przez Ojca Honorata Koźmińskiego: „O, jak srodze jest rozpięty! Na krzyżu mój Jezus święty” i „Płaczcie Anieli”.

Gracie jazz, niekoniecznie popularny. Czy to jest to, co gra w Was samych?

Jacek: Gramy taką muzykę, jaką lubimy, po prostu. Nie jeteśmy zwolennikami tylko „przerabiania” – na przykład z ludowego na jazzowe.

Kuba: To wszystko ma swój język i kiedy gramy muzykę tradycyjną, nie zmieniamy jej na jazz jakoś specjalnie, to przechodzi przez jakieś filtry, które mamy w sobie. Tak jest z repertuarem wielkopostnym – tata gra melodie, ja odpowiadam albo robię do tego jakiś kontrapunkt.

Czy muzyka jest ciągle obecna w Waszym życiu? Czy raczej jest obok?

Kuba: Zawsze jest tyle różnych projektów do zagrania, w tylu zespołach, że to jest coś, co dzieje się liniowo. Cały czas idziemy do przodu i czerpiemy satysfakcję ze współpracy z rożnymi ciekawymi ludźmi.

Z kim współpracujecie?

Jacek: Jest wiele takich osób. Kuba dużo współpracuje z różnymi muzykami.

Kuba: Gram w zespołach Macieja Fortuny, poznańskiego trębacza jazzowego, z Łukaszem Stworzewiczem, z Mateuszem Gawędą, młodym, świetnym pianistą.

Jacek: Nagrywaliśmy razem z Indią Czajkowską, z Tadeuszem Sudnikiem.

Kuba: Zdarzyło nam się nagrywać też z Maciejem Obarą.

Jacek: Z zespołem „Wielbłądy”. Ostatnio braliśmy udział w nagraniu płyty autorskiej barda Krzysztofa Nurkiewicza, znanego z poezji śpiewanej z lekko jazzowym zacięciem.

No to trochę się tego nazbierało. Pytam Was o te nazwiska, żeby wiedzieś, gdzie Was szukać, gdzie można posłuchać?

Kuba: Gramy w zasadzie we wszystkich zakątkach kraju, w Poznaniu, Krakowie.

Jacek: Gramy też muzykę warszawską z przyjaciółmi z Warszawy.

Warszawską muzykę grają Ślązacy?

Jacek: Oczywiście. Folklor miejski, muzyka podwórkowa z zespołem Bal na Gnojnej. Wygraliśmy festiwal kapel podwórkowych.

Kuba: Nasze zainteresowania są bardzo rozległe. Z jednej strony to, z drugiej bardzo awangardowy nurt w jazzie – free jazz.

Jacek: Gramy także z naszym przyjacielem z Australii, pieśniarzem Philipem Brackenem, który tutaj ożenił się i mieszka w Polsce. Grałem z Krzysztofem Ścierańskim i Karoliną Glazer u Kamedułów w Warszawie (Parafia Bł. E. Detkensa Kościół Pokamedulski – przyp. red.)

Ciekawa jest Wasza ścieżka muzyczna. Jesteście bardzo aktywni…

Jacek: Te wszystkie rzeczy łączy jedna – chcemy to grać i jesteśmy w stanie to zagrać. Są rzeczy, które wykraczają poza nasze wykonawstwo, nie gramy na przykład muzyki poważnej. Za to wykonujemy wszelkiego rodzaju inne gatunki, muzykę improwizowaną, coś co jest w pewnym stopniu żywe, naturalne, podoba się nam i możemy to zagrać.

I co dalej? Przewrotne pytanie na koniec, bo od tego zaczęliśmy, od tytułu Waszej pierwszej płyty. Macie coś w zanadrzu?

Kuba: Mamy conajmniej pięć rzeczy, projektów które chcemy zrealizować.

Jacek: Nie siedzimy w domu. W tym roku cały czas podróżujemy.

Dacie nam znać jeszcze o sobie tutaj, w Lubartowie?

Kuba: Z wielką przyjemnością.

Rozmawiała Aleksandra Jędryszka

fot. O. Bogdan Augustyniak