Archiwum wydań | "Edmund Kuryluk"

„Jestem osobą, która cały czas coś tworzy” – wywiad z Edmundem Kurylukiem

Wydanie: , ,


W Lubartowskim Ośrodku Kultury Edmund Kuryluk prowadzi warsztaty teatralne. Na zajęcia zazwyczaj nie przychodzi z gotowym scenariuszem. Lubi eksperymentować. Warto dodać, że o mały włos ze swoim mezzosopranowym kontratenorem nie zostałby śpiewakiem operowym…choć początkowo wątpiono w jego umiejętności.

ROZMOWA:

W różnych źródłach, do których dotarłam piszą o Tobie: teatrolog, scenarzysta, reżyser, śpiewak, animator. Powiedz, z kim Ty się najbardziej utożsamiasz?

Edmund Kuryluk: Najbardziej utożsamiam się z… twórcą, mimo, że brzmi to trochę górnolotnie. Te wszystkie rzeczy zawarte w moim cv, wszystkie działania, zmierzają w kierunku tworzenia – tworzenia warsztatów, spektakli teatralnych, koncertów, czy sytuacji społecznych, które służą zazwyczaj edukacji. Ogólnie rzecz biorąc, jestem osobą, która cały czas coś tworzy.

Przejdę do teatru. Kiedy on pojawił się w Twoim życiu?
Edmund Kuryluk: Teatr w moim życiu pojawił się dość późno. Jestem z małego miasta, gdzie grupy teatralne nie funkcjonowały, zresztą były to czasy kiedy nikt jeszcze nie mówił o czymś takim jak warsztaty czy zajęcia teatralne. W szkole była chyba tylko jedna wycieczka do Teatru Muzycznego w Lublinie w 1994 r.. Teatr znałem tylko z Teatru Telewizji, który jako dziecko dobrowolnie oglądałem. A moją sceną było lustro w szafie, mikrofonem – zapalarka do kuchenki gazowej. Już wtedy było coś na rzeczy. Przygodę z teatrem na poważnie zacząłem dopiero na studiach, gdzie dostałem się do muzycznego, studenckiego Teatru ITP. Spędziłem tam ponad 5 lat.

Obecnie prowadzisz zajęcia teatralne z dziećmi, młodzieżą i studentami. Nie da się nie zauważyć, że lubisz eksperymentować podczas warsztatów….
Edmund Kuryluk: Przede wszystkim kładę nacisk na inspirowanie i poszukiwanie. Zazwyczaj na zajęcia nie przychodzę z gotowym scenariuszem czy z gotowym schematem warsztatów. Bazuję na tym, co zauważam w uczestnikach. Jest to trudne, ludzie często tego do końca nie rozumieją. Uważam, że to, co uczestnicy warsztatów mają do zaproponowania, ich przemyślenia, emocje, talenty, to stanowi fantastyczną materię teatralną i artystyczną. Artysta to tak naprawdę wolność i przestrzeń, a nie schematy. Najbardziej interesuje mnie proces – rozwijanie się uczestników dochodzenie i przełamywanie barier, tego chcę przede wszystkim nauczyć tych, którzy uczestniczą w moich zajęciach – że najbardziej fascynującym jest dochodzenie do czegoś, a nie parcie na efekt. Z takiego postępowania wynika częsty brak finalizacji działań w postaci spektaklu… dlatego moje zajęcia nie cieszą się popularnością A przecież warsztaty teatralne to takie miejsce gdzie człowiek, niezależnie w jakim wieku, rozwija się najbardziej. Teatr jest syntezą wielu sztuk – dlatego taka szeroka gama rozwoju umiejętności, ale również uspołeczniania się. Z doświadczenia wiem, że to co zyskałem biorąc udział w bardzo wielu warsztatach przydaje mi się w życiu codziennym nawet nie związanym z tą dziedziną sztuki.

Czy jesteś obecnie praktykującym aktorem? Można Cię gdzieś zobaczyć?
Edmund Kuryluk: Akurat teraz pomyślałem, że dawno nigdzie nie występowałem i brakuje mi trochę sceny. Od kilku lat zajmuję się warsztatowaniem i „wypychaniem” innych na scenę. W sumie uważam, że edukowanie jest dla mnie ważniejsze jednak miło wspominam zwłaszcza udział w spektaklach zawodowych teatrów, np. występowałem w spektaklu „Sen nocy letniej” w Teatrze im. J. Osterwy w reż. A. Tyszkiewicza.

Jesteś też śpiewakiem. Opowiedz o tej sferze życia…

Edmund Kuryluk: To jest bardzo ciekawa historia, bo praktycznie od początku swojego życia śpiewałem, tylko niestety zazwyczaj do dezodorantu. Jak trafiłem do teatru ITP, uważano, że tak naprawdę nie umiem śpiewać. Sytuacja zmieniła się, gdy po studiach rozpocząłem staż w Ośrodku Rozdroża w Lublinie. Tam pracowali ludzie, którzy zajmują się muzyką tradycyjną. Słyszeli często jak chodzę po biurze śpiewając i zaprosili mnie do Zespołu Międzynarodowej Szkoły Muzyki Tradycyjnej. Okazało się, że jednak umiem śpiewać. Od 10 lat zajmuję się rekonstrukcją muzyki tradycyjnej – polskiej, ukraińskiej, serbskiej, litewskiej, rosyjskiej. Brałem udział w bardzo wielu warsztatach specjalistów tej dziedziny. Ostatnio śpiewam przede wszystkim pieśni polskie z Lubelszczyzny. W „międzyczasie” okazało się, że mam duży potencjał jako śpiewak klasyczny okazało się że dysponuję mezzosopranowym kontratenorem – czyli jestem facetem, który śpiewa w skali kobiecej. Koleje losu ułożyły się jednak tak, że akademii muzycznej nie ukończyłem . Jednak wykorzystuję swój głos, np. We wspomnianym spektaklu w Teatrze Osterwy wykonywałem dwie arie barokowe.

Działasz też w Fundacji Muzyka Kresów. Czym zajmuje się a fundacja, w której jesteś wiceprezesem?
Edmund Kuryluk: Działałem i byłem wiceprezesem. Pełna nazwa jest długa i brzmi – Fundacja na rzecz Badań nad Muzyką Ludową i Sakralną Kresów Muzyka Kresów. Założyła ją 30 lat temu para badaczy, etnomuzykologów, aktorów, śpiewaków, którzy wspierani przez etnomuzykologów z Ukrainy, Rosji czy Litwy wyznaczyli nowy sposób badania i rekonstrukcji polskiej muzyki ludowej. Wielu osobom wydaje się, że polska kultura ludowa to bardzo mocny makijaż i śpiewanie piosenek bardzo cienkim głosem, a to nieprawda. Fundacja od 21 lat organizuje największe w Polsce międzynarodowe warsztaty śpiewu otwartym głosem, czyli najnaturalniejszym dla człowieka, który zachował się w przestrzeni wsi. W ramach działalności w Fundacja wskrzesza różne obrzędy polskie, na przykład kolędowanie zimowe. Dzięki współpracy z Fundacją sam teraz pracuje nad rekonstrukcjami wokalnej muzyki ludowej. Udało mi się nagrać płytę „Moja tradycja”, na której wraz z przyjacielem, wykonuję pieśni polskie, ukraińskie i serbskie. Prowadziłem też Męski Zespół Śpiewaczy, w którym zajmowaliśmy się, m.in. kolędowaniem wiosennym czyli „jajorzami”.

Zespół SIE ŚPIEWA to także Twoje dziecko…choć średni wiek uczestniczek to 60/70 lat…
Edmund Kuryluk: Tak, wraz z paniami z Koła Gospodyń Wiejskich w Wierciszowie stworzyliśmy śpiewaczą – rekonstruujemy tradycyjną muzykę ludową In crudo. W tym wypadku ma miejsce bardzo ciekawe zjawisko – urodziłem się i mieszkam w mieście, a jednocześnie, dzięki doświadczeniu z Fundacją Muzyka Kresów – staram się przywracać wsi kulturę muzyczną, którą niestety zapomniała. Odgrzebujemy coś, co zostało dawno zasypane, rekonstruujemy. Jesteśmy daleko od strojów ludowych i skansenów. Chcemy pokazać, że muzyka ludowa żyje, że nadajemy jej wartość właśnie tu i teraz.

Jak wyglądają zajęcia, które prowadzisz w Lubartowskim Ośrodku Kultury?
Edmund Kuryluk: Trafiłem do LOK dwa lata temu. W tym roku i rok temu realizowałem tu projekt „Lato w Teatrze”. To dwutygodniowe warsztaty teatralne. Dzięki temu powstała fajna grupa, spotykamy się regularnie raz w tygodniu na 3 -godzinnych warsztatach. Tym razem skupimy się na tradycyjnym podejściu do teatru i poszukamy jakiegoś scenariusza. W poprzednich sezonach tworzyliśmy go sami. Na warsztatach zajmujemy się ciałem, głosem, śpiewamy, ćwiczymy dykcję, robimy zadania aktorskie z zakresu teatru dramatycznego, pracujemy nad tekstami. To trzy godziny,
podczas których dużo się dzieje, ale nie ma nudy. Staram się, abyśmy byli jak jedna wielka rodzina. Czasami spotykamy się i część zajęć rozmawiamy po prostu, co u kogo słychać. Wychodzę z założenia Juliusza Osterwy, aby tworzyć pewną wspólnotę teatralną, żeby żyć ze sobą.

Rozmawiała: Katarzyna Wójcik