Muzeum Ziemi Lubartowskiej stawia na cyfrową edukację – ROZMOWA

Dorota Gadzała, nowa dyrektorka Muzeum Ziemi Lubartowskiej kładzie nacisk na aktywny kontakt z mieszkańcami i młodzieżą. Jednym z przykładów jest projekt „Lubelska Baza Uczniów”, realizowany ze Szkołą Podstawową nr 1, który pozwoli cyfrowo odkrywać niemal stuletnie księgi szkolne i poznawać lokalną historię. Placówka łączy w ten sposób tradycję z nowoczesnymi technologiami, tworząc muzeum, które żyje poza salami wystawowymi.

ROZMOWA:

Z jaką wizją rozwoju muzeum objęła Pani stanowisko?

Moja pierwsza myśl jest taka, że chciałabym widzieć nasze muzeum jako coś „żywego”, dynamicznego, coś, co – choć nabudowane na historii- wciąż „oddycha”, spotyka nas w dzisiejszej rzeczywistości. O zbliżeniu „eksponatów” i historii do człowieka.

Jedną z dróg realizowania tego zadania jest otwarcie się na młodego odbiorcę – pokolenie obecnych dzieci, młodzieży i ich rodziców, nie pomijając oczywiście nikogo, również osób starszych. Chciałabym, aby przedstawiciele wszystkich pokoleń byli nie tylko odbiorcami, ale mogli też niejako „współtworzyć” ofertę muzeum.

W ostatnich tygodniach muzeum informowało o współpracy z Lubelskim Towarzystwem Genealogicznym przy opracowywaniu niemal stuletnich ksiąg uczniów Szkoły Podstawowej nr 1 w Lubartowie. Powstająca baza danych ma umożliwić odnalezienie informacji o przodkach uczniów z lat 20. i 30. XX wieku. Skąd pomysł na taki projekt i jakie znaczenie może on mieć dla mieszkańców miasta i regionu?

Inicjatywa, o którą Pani pyta, związana jest m.in. z tym, że pan Paweł Talma, pracownik muzeum, jest genealogiem i współzałożycielem Lubelskiego Towarzystwa Genealogicznego, przez co m.in. koordynuje udział uczniów szkół podstawowych w konkursie ogólnopolskim „Bez korzeni nie zakwitniesz. Moja Wielka i Mała Ojczyzna”, organizowanym przez Archiwa Państwowe. Dzięki współpracy z LTG postanowiliśmy przeprowadzić indeksację, czyli opracowanie historycznych szkolnych ksiąg klasyfikacyjno – statystycznych, przechowywanych w Szkole Podstawowej nr 1 im. ks. J. Twardowskiego. Teraz przygotowywane są listy uczniów, które niebawem zostaną udostępnione w ramach projektu „Lubelska Baza Uczniów” na stronie internetowej LTG. Aby odbywało się to z poszanowaniem obowiązujących przepisów o ochronie danych osobowych, będą to dane uczniów edukujących się ponad sto lat temu. Opracowane materiały będą mogły być wykorzystywane w celach edukacyjnych i historycznych. Od Dyrekcji szkoły wiem, że zdarzają się zapytania od ludzi, którzy np. dziś przebywają na emigracji lub po prostu z różnych przyczyn poszukują informacji o swoich przodkach. Wiemy, że nasza polska historia XX w. komplikowała losy wielu rodzin. Archiwalne księgi zawierają pewne dane o dawnych mieszkańcach Lubartowa, ich pochodzeniu, drodze edukacyjnej oraz losach szkolnych. To również okazja, żeby lepiej zrozumieć dzieje lokalnej społeczności oraz zobaczyć, jak funkcjonowała szkoła w tamtym okresie.

Muzeum angażuje się również w wydarzenia o charakterze historyczno-patriotycznym, jak konferencja „Śladami Wyklętych”, przygotowywana wspólnie z Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Jaką rolę powinna dziś pełnić taka tematyka w działalności muzeum regionalnego?

Każdy aspekt historii, który boleśnie lub po prostu w sposób znaczący zostawił ślad w życiu naszej społeczności, powinien nas interesować. Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych mogłyby zostać oparte o dane jakie znamy lub wciąż na bieżąco odnajdujemy w skali całego kraju, ale nam zależało na tym, żeby pokazać tematykę przez pryzmat konkretnych nazwisk, twarzy i głosów, i to stąd, będących wśród nas. Nawet mając pewien określony poziom wiedzy, czasem trzeba zamilknąć i zechcieć posłuchać. Bo na szczęście jeszcze żyją ci, którzy mogą zaświadczyć o historiach konkretnych jednostek i ich realnym wpływie na przeżywane „kiedyś” i „dzisiaj”. Od niedawna lub dopiero teraz bezpieczniej jest mówić o losach tzw. Niezłomnych. Sądzę, że należy wciąż szukać, poznawać ich motywacje, kulisy działań – osób, które być może wygodnie jest oceniać z dzisiejszej perspektywy, ale należy moim zdaniem próbować poznać złożoność sytuacji lat. 40. i 50. minionego wieku. A osobiste przeżycia to taki gliniany skarb – delikatny, ale pojemny i ważny. Bardzo cieszę się, że przy organizacji wystawy zewnętrznej i konferencji połączyliśmy siły wraz z Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Jestem wdzięczna za otwartość, zaufanie i merytoryczną współpracę Dyrekcji i pracownikom naszego muzealnego „sąsiada”.

 

Jednym z poruszających wydarzeń była niedawna wizyta u sierż. w st. spocz. Heleny Jabłońskiej „Niusi”, podkomendnej kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Podczas tego spotkania powstał materiał filmowy dokumentujący wspomnienia pani Heleny… Czy muzeum planuje rozwijać archiwum historii mówionej i gromadzić relacje mieszkańców regionu?

Z pewnością. Historia mówiona jest czymś, co wciągnęło mnie już jakiś czas temu. Bardzo trudno jest przełknąć poczucie żalu po czyimś odejściu mając świadomość, że przecież ten człowiek miał tak cenną wiedzę, że trzeba było to w jakiś sposób zachować.. Dobrze jest takie świadectwa spisywać, jak najbardziej trzeba, ale ja osobiście mam dużą wrażliwość również na głos – niepowtarzalność, emocje, jakie w sobie zawiera, więc jeśli tylko jest taka możliwość, podejmuję staranie, aby dokumentować właśnie historie mówione.

W mediach społecznościowych muzeum pojawiła się zapowiedź nowych materiałów i historii zbieranych „z miejsc, głosów, twarzy i wspomnień”. Czy oznacza to większe otwarcie muzeum na pracę terenową i dokumentowanie lokalnej pamięci?

Tak najbardziej obrazowo, dla mnie oznacza to tyle, żeby wstać zza biurka i spotykać ludzi. Ktoś, do kogo wyszedłeś, poprowadzi Cię do innego, który z kolei stanie się następnym źródłem. Dobrym przykładem jest organizacja konferencji „Śladami Wyklętych”, która rozpoczęła się jeszcze w starym roku. Jedna rozmowa doprowadziła do tego, że ilość spotkań i osób chętnych do zaangażowania się trzeba było rozrysowywać… Odwiedzaliśmy też miejsca, które są kolebką różnego rodzaju wspomnień – i tych bolesnych, i tych sentymentalnych. Dwoją się i troją pomysły na to, jak można to wszystko utrwalać. Nadal jeździmy, pytamy i słuchamy. Ciekawość historii to przecież tak naprawdę ciekawość człowieka, jednostki. Niesamowite jest też to, że ktoś inny, widząc dobrą wolę i otwartość, sam chce współpracować, włączyć się w coś co uważa za wartościowe i niejednokrotnie robi to zupełnie bezinteresownie, z poczucia misji.

Ilość „mundurowych”, w większości członków Okręgu Lubelskiego Związku Oficerów Rezerwy, ale też ułanów ze Świdnika, Lubelskiej Grupy Historycznej czy Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, również tych starszych i schorowanych, którzy przyjechali wziąć udział w ostatnich uroczystościach, bardzo mnie ujęła i najlepiej obrazuje to o czym mówiłam powyżej.

Jak chce Pani zachęcić młodsze pokolenie do zainteresowania się historią miasta i regionu? Czy muzeum planuje nowe formy edukacji lub wydarzeń dla młodzieży?

To ważne, ale i stanowiące spore wyzwanie – przyciągnąć i zaangażować dzieci i młodzież. Pokazać, że historia naszego miasta i Ziemi Lubartowskiej jest ciekawa także dla nich. Uważam za ważne, by każdy mógł się zaangażować nie tylko w jej poznawanie, ale i utrwalanie. Wykorzystujemy do tego różne formy komunikacji. Założyliśmy profil na Facebooku, do którego śledzenia zapraszamy. Chcielibyśmy z czasem uruchomić kanał lub innego rodzaju platformę komunikacji. Chciałabym, żebyśmy my, mieszkańcy miasta i regionu swoimi zdjęciami, pamiątkami, ale też wspomnieniami tworzyli panoramę również mniej znanej, codziennej historii.

Już w pierwszych dniach bieżącego roku udało się zaprosić do współpracy dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 3 im. Piotra Firleja i widać było, z jak wielkim zainteresowaniem, ale i już niesamowitą wiedzą zaangażowali się w poznanie i na swój własny sposób opowiedzenie historii Powstania Styczniowego na naszym terenie. To oni stali się przez moment „nauczycielami” dla innych, również dorosłych, tworząc z nami film edukacyjny. Może dzięki temu zdobyte informacje i im samym głębiej zapadną w pamięć. W organizację obchodów rocznicy powstania, tym razem listopadowego, również angażujemy młodzież.

Szczerze mówiąc, chyba trudno i bezcelowo jest teraz wyliczać „sposoby na młodzież”. Myślę, że trzeba ich sposób funkcjonowania śledzić, tzn. spotykać ich tam gdzie są i jakimi są – w szkole i poza nią.

Jakie najważniejsze projekty lub wystawy chciałaby Pani zrealizować w najbliższych latach w Muzeum Ziemi Lubartowskiej?

Z pewnością teraz dużo uwagi poświęcamy przygotowaniu przebudowywanej siedziby muzeum. W dalszym ciągu będziemy prezentować wystawy stałe – to co dokumentuje dzieje miasta i okolic, ale organizacja wystaw czasowych jest polem do otwierania się placówki na to co świeże, nowe i żywe – materialne i niematerialne dzieła lokalnych twórców. Będziemy chcieli też spotykać ze sobą różne dziedziny naszej historii – nie tylko dużo starszych pokoleń, ale i naszych, bardziej współczesnych. Chcemy gromadzić co cenne, zapraszać, słuchać, chłonąć, oglądać, utrwalać historię, ale i też tworzyć teraźniejszość. Poza tym moim celem jest nie tylko zapraszać do muzeum, ale wychodzić z naszą ofertą na zewnątrz.

Czy muzeum zamierza mocniej współpracować z innymi instytucjami kultury w regionie, tak jak w przypadku wspólnych działań z Muzeum Zamoyskich w Kozłówce?

Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Instytucje kultury, choć każda ma swoją specyfikę, mają w większości spójne cele. A każda swoim dorobkiem może ubogacić inną, często razem mogą więcej. Współpraca z Muzeum Zamoyskich jest tego przykładem. Również dotychczasowe już na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy współdziałanie z LTG, szkołami, innymi muzeami, archeologami, Archiwum Państwowym, czy IPN pokazuje, że warto wychodzi do społeczeństwa, wykorzystywać wiedzę i doświadczenie innych we wspólnie realizowanych projektach. Dodam też, że nie należy moim zdaniem zamykać się jedynie na instytucje kultury czy oświaty, ale otwierać się na wszelkie inne, które mogą ubogacić rezultaty działań.

Czego, Pani zdaniem, najbardziej brakuje dziś w opowieści o historii Lubartowa i okolic – i czy muzeum będzie chciało tę lukę wypełnić?

Mniej może chciałabym koncentrować się na tym, czego brakuje, a bardziej na tym co „nowe” i wartościowe, również na tym, co przynosi bieżący czas, nowe możliwości, również medialne czy technologiczne. Staramy się być blisko odbiorcy, pokazywać relacje, ale i kulisy tego co robimy – choć dużą część czasu pochłaniają też, jak w każdej instytucji, czynności formalne, organizacyjne, mniej „ciekawe” dla obserwatora. W opowieści o Lubartowie i Ziemii Lubartowskiej szukam, jak wspomniałam, żywych historii „małych ojczyzn”, wspomnień Lubartowian o ich przodkach. Chciałabym pokazać tę nie tylko wielką stronę historii miasta, ale też tę ludzką, bardziej codzienną. Słowo „okolice” ujęte w Pani pytaniu chciałabym potraktować w tym sensie nieco szerzej. Jeśli na naszej drodze spotykamy kogoś z trochę dalszych rejonów, ale jest on świadkiem polskiej historii i warto to udokumentować, chciałabym do tego dążyć.

Rozmawiała: Katarzyna Wójcik