Halina Bratek-Johnson. Lubartów pozostał w jej sercu do końca życia

Przeżyła okupację, Powstanie Warszawskie i dramatyczne straty najbliższych. Została naukowczynią, pisała wiersze i artykuły, a mimo życia w Stanach Zjednoczonych nigdy nie zapomniała o Lubartowie. Jej utwory kilkakrotnie zamieszczano na łamach wydawnictwa „Lubartów i Ziemia Lubartowska” ( 1980, 2004, 2010, 2016). Halina Bratek-Johnson zmarła 29 czerwca 2026 roku, dwa tygodnie po swoich 99. urodzinach. Jej związki z miastem przypomina dr Ewa Sędzimierz, historyk i prezes Lubartowskiego Towarzystwa Regionalnego.

„Do Lubartowa mojej młodości

Wracam myślą Lubelską ulicą:

Ową najważniejszą i jedyną arterią,

Gdzie puls miasta – wszystko i wszyscy się liczą”

Autorką powyższego fragmentu, pochodzącego z wiersza „ Ulica Lubelska” jest Halina Bratek – Johnson. Kilka lat w swoim długim i różnorodnym życiu spędziła w naszym mieście. Mimo upływu czasu o Lubartowie nie zapomniała, dlatego i my jesteśmy winni Jej pamięć!

Halina Wiktoria Bratek urodziła się w roku 1927 w Inowrocławiu w rodzinie Jana i Pelagii (z d. Teller). Tam spędziła najwcześniejsze dzieciństwo. Jeszcze przed wojną straciła matkę. Jak wspominała: przez długi czas i ona, i młodszy brat Janusz nie dopuszczali do siebie tego, że mamy już nie ma, cierpliwie czekali na jej powrót, który jednak nigdy nie nastąpił. Już wkrótce na śmierć matki nałożyła się nowa tragedia – utrata rodzinnego domu i wygnanie. Po klęsce kampanii wrześniowej zachodnie i północne ziemie Rzeczpospolitej zostały włączone do III Rzeszy. W grudniu 1939 r. rodzina Bratków (ojciec Jan, bracia Emil i Janusz, Halinka oraz gosposia Rozalia) została wysiedlona przez Niemców, wywieziona do Generalnego Gubernatorstwa (tak nazywano wówczas centralną część Polski) trafiła na Lubelszczyznę. Początkowo mieli zamieszkać w Niedźwiadzie, ostatecznie jednak zdobyli mieszkanie w Lubartowie i tu spędzili czasy okupacji hitlerowskiej. Po tej długiej, wyczerpującej, pełnej rozpaczy za utraconym domem podróży miasteczko zrobiło na nich pozytywne wrażenie: spokojne, ciche, życzliwe. Podobnie jak inni wysiedleńcy rodzina Bratków musiała zorganizować sobie życie w tej nowej, obcej rzeczywistości. Ważnym elementem organizującym codzienność była dla Halinki możliwość nauki. Uruchomiona w lutym 1940 r. okupacyjna szkoła, mieściła się w budynku przy ulicy Cmentarnej. Mimo ograniczonego przez okupanta programu dawała uczniom poczucie stabilizacji. Szkoła była stałym punktem w ich codziennej egzystencji a lubartowscy nauczyciele robili wszystko, by tę normalność podtrzymywać, by bodaj na chwilę dzieci zapominały o otaczającej ponurej rzeczywistości. Tak było, kiedy nauczycielka, na przekór okupacyjnym realiom, pytała dzieci, kim chcą być w przyszłości i dlaczego. Halinka pisała: „Zosia chce być krawcową, a Jadzia lekarzem, Helka sklep ze słodyczą i wodą sodową a ja trzynastoletnia pragnę być pisarzem” („ Dom w Lubartowie”) i dalej wyjaśniała, że chce jak Sienkiewicz pisać „ku pokrzepieniu serc”. Po latach okazało się, że rzeczywiście pisze, choć traktuje to tylko jako dodatkową formę swoich licznych aktywności.

Kolejnym etapem dla Halinki i jej brata Janusza – po legalnie działającej okupacyjnej szkole powszechnej stało się tajne nauczanie prowadzone na poziomie gimnazjalnym w domach prywatnych systemem indywidualnym a po jakimś czasie na tajnych kompletach. Swojej pierwszej nauczycielce poświęciła wiersz „Wojenna klasa Marii Perczyńskiej”, w którym pisała:

„Za węglem narożnego domu przy ulicy Krętej

stromością schodów pnę się do pokoiku na górze

A tu: dwa krzesła, stolik przy piecu kaflowym

znajoma wiotka postać, wyciągnięte ręce –

Prawda, Dobro i Piękno na dłoni”.

Z nauczycieli prowadzących w Lubartowie tajne komplety po latach wspominała małżeństwo Ludwiki i Franciszka Traczyków. Na jednej z lekcji pan Traczyk został aresztowany i po jakimś czasie stracony. Odbyło się to w obecności uczniów przerażonych tą sytuacją. Niemcy nie zwrócili uwagi na to, co działo się w pokoju, do którego wtargnęli, interesował ich tylko Traczyk! Zginął na lubelskim zamku albo – inna wersja – w Oświęcimiu, jego żona kontynuowała tajne nauczanie do końca okupacji. Po wojnie wróciła do swojego prawdziwego nazwiska: Lula i jeszcze przez wiele lat pracowała, jako nauczyciel biologii w lubartowskim liceum.

Halinka nawiązała w tych czasach wiele znajomości i przyjaźni w szkole i na tajnych kompletach. Niektóre przetrwały wiele lat po wojnie. W swoich wspomnieniach wydanych w 2014 r. zatytułowanych „Halina. Growing up in occupied Poland during World War II” /Halina. Młodość w okupowanej Polsce podczas II wojny światowej” wspominała niektórych z nich. Szczególna więź łączyła Ją z Elżunią Derecką. Może dlatego, że podobnie, jak Halina również ona doświadczyła w swoim krótkim życiu wielu bolesnych, wręcz dramatycznych chwil. Tragiczna historia rodziny Dereckich była znana w Lubartowie. W sierpniu 1940 r. cała rodzina mieszkająca w Warszawie i związana z konspiracją została aresztowana przez Gestapo. 13 – letnia Elżunia po kilku miesiącach pobytu na Pawiaku jako jedyna ocalała. Trafiła do rodziny ojca, do Lubartowa. Jej ojciec, 18 – letni brat oraz dwaj kuzyni zostali rozstrzelani w Oświęcimiu, matka, krótko więźniarka Ravensbruck, zginęła w masowej egzekucji pod Warszawą. W listopadzie 1943 r. Halina napisała dla przyjaciółki specjalny wiersz:

„Pamiętam dobrze ten zmrok jesienny, ponury,

Te refleksy i cienie pełzające w celi,

Nieba skrawek i ciężkie brzemiennością chmury.

I ten lęk beznadziejny, co się w sercu ścieli –

I Ciebie pamiętam, Mamo!

Miałaś Ty wówczas skronie srebrem obsypane

I biło z Twej postaci już widmo więzienia,

Lecz Twe oczy błyszczące, wielkie, ukochane

Kryły w sobie blask mocy i czystość spojrzenia./…/

Końcowy okres okupacji to był równie trudny czas dla Haliny. Ojciec zmarł nie doczekawszy wyzwolenia, brat Janusz został wywieziony na Majdanek. Halina z starszym bratem ukrywała się w Warszawie, Emil został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Kiedy wybuchło powstanie Halina wzięła udział w walkach na Starówce a po kapitulacji wyszła z Warszawy wraz z ludnością cywilną. Po wojnie wyjechała do Poznania, tam ukończyła studia na uniwersytecie uzyskując tytuł magistra a potem doktora. W 1951 r. podjęła pracę w instytutach naukowych w Bydgoszczy, Skierniewicach a następnie Warszawie. Na jednym z sympozjów naukowych poznała przyszłego męża. W 1966 r. wyszła za mąż za dr Burcha Connora Johnsona. Osiedli w Oklahomie, gdzie oboje podjęli pracę w Instytucie Badań Medycznych zajmując się m.in. badaniami nad mechanizmami molekularnymi witamin i ich wpływem na zdrowie czlowieka.

W wolnym czasie próbowała pisać. Nawiązała współpracę z krakowską redakcją czasopisma „Przekrój”, dla którego w latach 1979 -1990 napisała szereg artykułów i felietonów. Pisywała również wiersze, w których wielokrotnie wracała do przeżyć wojennych i okupacyjnych. Jej utwory kilkakrotnie zamieszczano na łamach wydawnictwa „Lubartów i Ziemia Lubartowska” ( 1980, 2004, 2010, 2016).

Dużo podróżowała rodzinnie z mężem i córką Margaret (Meggie) i sama. Często odwiedzała Ojczyznę. Chętnie przyjeżdżała do Warszawy – zawsze przy tej okazji składała kwiaty pod tablicą upamiętniającą dzień 8 sierpnia 1944 r, gdy w ruinach Teatru Wielkiego Niemcy rozstrzelali 350 osób cywilnych (ona wówczas cudem ocalała). Bywała też w Lublinie i Lubartowie. Nawiedzała groby bliskich: ojca na cmentarzu parafialnym w Lubartowie i zmarłego w 1977 roku brata Janusza (więźnia Majdanka i powstańca warszawskiego) – w Lublinie. Chętnie spotykała się ze znajomymi z lat okupacji ale także poznawała nowe osoby. W ten sposób związała się z lubartowskimi regionalistami utrzymując z LTR stały kontakt korespondencyjny i telefoniczny. Ostatni raz odwiedziła Lubartów w lipcu 2006 r. Była to sentymentalna wędrówka po mieście, ale także spotkania, rozmowy, serdeczności…

Na wyraźną Jej prośbę LTR otrzymało powiadomione o Jej odejściu. Zmarła 29 czerwca 2026 roku, dwa tygodnie po 99. urodzinach. Requiescat in pace! Będziemy pamiętać!

/Ewa Sędzimierz – LTR/

https://fotopolska.eu/Lubartow/u142226%2Cul_Lubelska.html