Archiwum wydań | "mks Lubartów"

Prezes Lewartu: „Nie zawsze pieniądze decydują o spadkach i awansach”

Wydanie: , ,


Podczas sesji Rady Miasta nie udzielono zgody na dodatkowe środki dla MKS Lubartów, o które wnioskowała grupa radnych. Większość rady uznała, że dotychczasowe wsparcie drużyny piłkarskiej jest i tak wysokie. Jak podaje prezes Lewartu Daniel Cieśla w rozmowie z „Lubartowiakiem”- w roku 2020 klub otrzymał dotację na łączną kwotę 410 000,00 zł, w tym 11 000 z promocji miasta, pozostała kwota była przeznaczona na realizację zadań związanych z kulturą fizyczną. W 2021 była to kwota 360 000,00 zł, w tym 15 000 zł to środki promocyjne.

ROZMOWA:
Drużynie nie udało się utrzymać, czy kwota 60 tys., o której wspomina jeden z  radnych podczas przedostatniej sesji Rady Miasta, gwarantowałaby utrzymanie drużyny w III lidze?

Daniel Cieśla: Klub boryka się z trudnościami finansowymi. W większości jest to związane z zaległościami wobec zawodników, którzy grali w trzeciej lidze oraz wobec przewoźnika. W ciągu ostatniego półrocza udało się zdecydowanie ograniczyć koszty funkcjonowania stowarzyszenia (jest to związane zarówno z grą w niższej lidze, ale również z inną polityką finansową klubu). Jeśli chodzi o kwotę 60 tysięcy, to z pewnością pomogłaby ona w spłacie zadłużenia, aczkolwiek nie jest to suma, która nagle postawiłaby klub na nogi. Proces ten jest długofalowy i myślę, że obecny Zarząd idzie w dobrą stronę.

Moim zdaniem finanse są bardzo ważnym czynnikiem w funkcjonowaniu klubów piłkarskich, jednak nie tylko to decyduje o spadkach i awansach. Nie da się z całą pewnością stwierdzić czy przy wyższym finansowaniu klubu, zespół utrzymałby się w trzeciej lidze. Zawodnicy  grający w ubiegłym sezonie mimo zaległości finansowych z pewnością podchodzili do swoich obowiązków profesjonalnie. Wielu z nich znam osobiście i wiem, że piłka nożna jest dla nich pasją i bez względu na finanse dali z siebie wszystko. Niestety zabrakło niewiele. 

Czy w przeszłości ten sam radny, sugerował, że nie stać nas na grę w III lidze i nie warto jest awansować ? 

Daniel Cieśla: Piłka nożna to jedna z tych dziedzin życia, która zawsze wzbudza wiele emocji. Poczynając od sportu na poziomie reprezentacyjnym, aż do spotkań rozgrywanych w najmniejszych miejscowościach, mecze piłkarskie powodują ogromne zainteresowanie oraz wyrażanie opinii.  Podobnie jest w naszym mieście, gdzie mnóstwo osób ocenia występy zawodników Lewartu. Z pewnością radni miasta też są kibicami naszej drużyny i każdy z nich ma prawo wyrażać swoje zadnie na ten temat. Faktycznie swego czasu w prywatnej rozmowie ze mną jeden z radnych (wówczas był on w koalicji) stwierdził, że skoro nie mamy pieniędzy, to może lepiej spaść do klasy okręgowej niż pompować kasę w wyższej lidze (graliśmy wówczas w IV lidze).  Chcę jednak od razu podziękować wszystkim radnym oraz panu burmistrzowi za wsparcie, jakie aktualnie  otrzymujemy z Urzędu Miasta. W czasie obecnej kadencji Lewart czuje duże wsparcie ratusza i nawet wydarzenia z wspomnianej sesji Rady Miasta potwierdzają, że dobro klubu jest ważnym czynnikiem w życiu naszego miasta.

Jakie budżety mają inne drużyny III ligowe, a jakie IV ligowe? Czy Lewart ma wystarczające środki na grę w IV lidze na tle innych drużyn?

Daniel Cieśla: Budżety klubów w III czy IV lidze są naprawdę zróżnicowane. Są kluby, które można uznać za hegemonów, ale są też takie, które są „biedne jak mysz kościelna”. Lewart można zaliczyć do „klasy średniej”. Budżet, jakim dysponujemy, prawdopodobnie starczyłby na bieżące funkcjonowanie klubu. Należy jednak cały czas pamiętać o zaległościach wspomnianych wcześniej. Patrząc na obecne działania władz klubu, myślę, że sytuacja ulega poprawie, stan zadłużenia sukcesywnie (powoli, ale jednak) maleje, a dzięki pomocy z Urzędu Miasta oraz wielu sponsorów liczę, że uda się spłacić wszystkie zobowiązania oraz utrzymać bieżące wydatki na wystarczającym poziomie. Przypominam, że już w 2023 roku klub obchodzić będzie stulecie istnienia i życzę sobie, wszystkim działaczom, zawodnikom, sponsorom, a przed wszystkim kibicom, aby Lewart mógł wchodzić w drugie stulecie istnienia bez zadłużenia oraz walczyć o jak najwyższe cele.

Szczęśliwego Nowego Roku 2022, abyśmy wszyscy byli dumni z występów naszych zawodników na zielonych murawach.

 

Rozmawiała: Katarzyna Wójcik

Wielka gala MCF 7 w Lubartowie. Sukcesy naszych zawodników

Wydanie: ,


Zawodnicy MKS Lubartów świetnie zaprezentowali się podczas Lubelskiej Gali Sportów Walki Madness Cage Fighting, która odbyła się 18 grudnia w Zespole Szkół nr 2. Było to największe tego typu wydarzenie sportowe w Lubartowie.

To już 7 gala sportów walki organizowana przez federację Madness Cage Fighting, zrzeszającą zawodników amatorskiego oraz zawodowego MMA.
Podczas gali oglądaliśmy walki zawodników lubartowskiego MKS -u. Krystian Olszta wygrał decyzją sędziów z Bartoszem Wdowińskim. Zwyciężył też Mateusz Szczepaniak, który pokonał Dominika Sztabę przez TKO w 2 rundzie. Marcie Rodzik niestety nie udało się pokonać swojej przeciwniczki. Karolina Gackowska zwyciężyła decyzją sędziów.

fot. Daria Imgrond

fot. Daria Imgrond

fot. Daria Imgrond

fot. Daria Imgrond

fot. Daria Imgrond

fot. Daria Imgrond

fot. Daria Imgrond

 

 

 

 

Ten rok należał do „Orła” – ROZMOWA

Wydanie: ,


„Wynik na mecie jest tylko wisienką na torcie”- mówi Andrzej Orłowski z MKS „Lubartów” półmaratończyk, jeden z najszybszych mieszkańców Lubartowa. „Orzeł” biega od najmłodszych lat. Po kilkuletniej przerwie powrócił do biegania z zamiarem stania się jak najlepszym zawodnikiem. Jego plan się powiódł, bo ten rok pod względem biegowym należał właśnie do niego. Ostatnio w jego przypadku sukces goni sukces. 24 października zdobył 2 miejsce podczas 5 edycji Półmaratonu Lubelskiego. Następnie zajął piąte miejsce w 9 PKO Biegu Niepodległości na 10 km w Rzeszowie, a tydzień później zwyciężył Bieg Przełajowy za Niepodległą” w Jabłonnie.

fot. Alwernia

ROZMOWA

Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z tym sportem?

Andrzej Orłowski: Biegam od najmłodszych lat w szkole, także trochę na studiach. Potem miałem przerwę i dopiero na nowo zacząłem od startu w IV Półmaratonie Lubartowskim ,,Bez granic”, który odbył się 10 września 2017 r. Zająłem wtedy 46 miejsce Open z czasem 1:47:32. Od tamtej pory powiedziałem sobie, że zacznę systematycznie biegać i starać się być jak najlepszym biegaczem.

Prawie co weekend bierzesz udział w imprezach biegowych w całej Polsce. A co robisz, kiedy nie biegasz? Chodzi mi o Twoje życie zawodowe?

Andrzej Orłowski: Tak. Staram się systematycznie brać udział w zawodach biegowych. Zdobywam wtedy cenne doświadczenie i mogę cieszyć się z uzyskanych rezultatów. Gdy nie biegam, to zazwyczaj czytam książki, oglądam filmy, mecze piłki nożnej lub słucham muzyki. Od poniedziałku do piątku pracuję w firmie budowlanej jako pracownik fizyczny- zbrojarz. Można powiedzieć, że dzięki pracy, jaką wykonuję, nie muszę chodzić na siłownię.

Z wykształcenia jesteś historykiem?

Andrzej Orłowski: Studiowałem historię, ale ze względów finansowych nie ukończyłem studiów. Podjąłem pracę fizyczną, a zamiłowanie do historii trwa po dzień dzisiejszy.

Ostatni rok zdecydowanie należał do Ciebie pod względem sukcesów biegowych. Powiedz, które z nich uważasz za najbardziej istotne?

Andrzej Orłowski: Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Mogę śmiało powiedzieć, że rok 2021 jest przełomowym w moim bieganiu. Jestem w życiowej formie. Zaczęło się od 8 PKO Półmaratonu Solidarności 5 czerwca w Lublinie. Zająłem 5 miejsce Open z czasem 1:13:53. A dodatkowo 3 miejsce w Województwie Lubelskim. Kolejne zawody odbyły się 19 czerwca w Lublinie. Był to bieg „Chęć na Pięć”. Z czasem 16:22 zameldowałem się jako pierwszy zawodnik na mecie. Następnego dnia odbył się Bieg Koziołka na dystansie 10 km w Lublinie. Bieg ukończyłem na drugim miejscu, uzyskując wynik 34:40. Każde zawody są dla mnie bardzo istotne i staram się dawać z siebie maksimum możliwości. To cenne doświadczenie, nauka na błędach i lekcja pokory. Najbardziej dumny jestem z tych zawodów, które ukończyłem jako pierwszy zawodnik na mecie. W tym roku wygrałem w takich zawodach biegowych jak : „Chęć na Pięć” – Lublin (19 czerwca), X Półmaraton Tradycji – Adamów (27 czerwca), XXI Bieg Sapiehów – Kodeń (7 sierpnia), Półmaraton- Bieg Zielonych Sznurowadeł- Puławy (14 sierpnia), VIII Półmaraton Lubartowski ,,Bez granic” (11 września), XXV Biegi Lewarta – Lubartów (26 września). 11 listopada pobiegłem też w Rzeszowie 9 PKO Bieg Niepodległości na 10 km. Zająłem 5 miejsce na 1416 zawodników. Tym samym poprawiłem swój rekord życiowy na 10 km, uzyskując czas 33:36.

Opowiedz też o swoim ostatnim zwycięstwie…

Andrzej Orłowski: Był to Bieg Przełajowy za Niepodległą” w Jabłonnie na dystansie 5 km (mi wyszło 5,200 km). Trasa w głównej mierze prowadziła przez las i pierzynę jesiennych liści. Do pierwszego kilometra biegłem za zawodnikiem w żółtej koszulce (Cichorz Jacek). Po 1 km postanowiłem go wyprzedzić i już do mety wyrobiłem sobie bezpieczną przewagę nad resztą zawodników. Drugi zawodnik na mecie wbiegł ok. 1 min po mnie. Bieg miał charakter charytatywny. Prowadzona była zbiórka pieniędzy dla koni.

Obecnie jesteś najszybszym człowiekiem w mieście. Nie każdy wie, że za tak dobrymi wynikami kryje się tytaniczna praca…

Andrzej Orłowski: Wynik na mecie jest tylko wisienką na torcie. Potrzeba ogromnego wysiłku, wyrzeczeń i systematycznej pracy nad sobą, aby osiągnąć upragnione cele i przekarczać własne granice słabości. Staram się trenować kilka razy w tygodniu. Biegać mogę tylko po pracy, czyli w godzinach wieczornych.

Co daje Ci tak intensywne bieganie?

Andrzej Orłowski: Tak intensywne bieganie sprawia mi przyjemność i pozwala być najlepszą wersją siebie.

Masz inne pasje poza bieganiem?

Andrzej Orłowski: Oczywiście mam także inne pasje poza bieganiem. Zaliczyć do nich mogę tenis stołowy, książki, słuchanie muzyki, oglądanie meczu, dobry film.

Rozmawiała: Katarzyna Wójcik

fot. Alwernia

 

fot. Grzegorz Skulimowski

Mistrzyni MMA z artystyczną duszą

Wydanie: , ,


Mieszane sztuki walki to jej całe życie. Artystyczna dusza, którą posiada nie jest przeszkodą na ringu. Zrobiło się o niej głośniej, gdy wystąpiła na prestiżowej Gali MMA w Łomży. Walkę transmitował Polsat Sport Fight. Mowa o Marcie Rodzik z MKS „Lubartów”. Czym na co dzień zajmuje się nasza lokalna 23 – letnia mistrzyni MMA?

Z Martą Rodzik rozmawiamy o jej życiowej pasji, karierze i wrażliwości, która idzie w parze z siłą i pewnością siebie…

Wspomniałaś w naszej wcześniejszej rozmowie, że sport to twój nałóg…

Nigdy tak nie myślałam, dopóki nie miałam dłuższej przerwy w treningach w ubiegłym roku wymuszonej pandemią. Zdałam sobie sprawę, że to było coś, czego mi najbardziej brakowało. Uzmysłowiłam sobie również, że same duże wydarzenia związane z tym sportem na pewno są uzależniające. Te wszystkie emocje, które temu towarzyszą są takie…mocne, intensywne po prostu.

Jak ten trudny rok odbił się na Tobie?

Fakt, że nie było treningów i zawodów, odbił się mocno na moim zdrowiu fizycznym i psychicznie. Zupełnie utraciłam energię. Poprzez ten sport jesteśmy stymulowani chemicznie. Po każdym treningu następuje wyrzut serotoniny. Gdy tego nagle zabraknie, jest ciężko i szaro.

Kiedy po raz pierwszy zetknęłaś się z MMA i jak rozpoczęła się ta przygoda, która trwa do dziś?

Kiedyś znalazłam przypadkiem w internecie filmik o MMA. Powiedziałam dla żartów mamie, że może sama bym poszła. Pamiętam jak odpowiedziała: „No chyba sobie żartujesz”. Wtedy faktycznie nie poszłam. Ale jak byłam starsza, moja koleżanka bardzo chciała się zapisać, ale potrzebowała towarzystwa, więc zdecydowałyśmy, że pójdę z nią na dwa treningi, żeby się przełamała. Skończyło się tak, że to ja zostałam, a ona przestała w końcu chodzić. To miejsce, gdzie zaczynałam – chwilę później zamknięto. Wtedy przeniosłam się do MKS „Lubartów”, gdzie trenuję do dziś już 7 lat.

Co robisz na co dzień oprócz tego, że angażujesz się w sport?

Właśnie rozpoczęłam piąty rok zaocznych studiów na kierunku fizjoterapia w Warszawie. W ubiegłym roku miałam to szczęście, że pobierałam stypendium naukowe, więc nie byłam zmuszona do pracy na pełny etat. Wystarczyło mi dorabianie jako trenerka grupy MMA kobiet i dzieci. Obecnie w weekendy jestem ochroniarzem w koktajlbarze. Śmieją się, że jestem tam psychologiem, pedagogiem. Zazwyczaj staram się zapobiegać agresywnym sytuacjom, które mają czasami miejsce poprzez rozmowę. To, że jestem kobietą, działa tu na korzyść.

Jak MMA wpływa na Twoje życie oraz osób, które trenujesz?

Trenuje regularnie grupę dorosłych kobiet. Wraz upływem czasu byłam świadkiem, jak te osoby zmieniały się. Często były to kobiety, które zaczynały trenować pod wpływem tego, że były po ciężkich przeżyciach. Po tych osobach widać największą zmianę. Nabierają one pewności siebie i gotowości na to, co je spotka. Trenując, napotykamy cały czas na bariery, które musimy przełamać i wyzwania, które musimy podjąć. To przekłada się na to, że inaczej niż wcześniej podchodzimy do życiowych sytuacji. W moim przypadku MMA działa bardzo wzmacniająco. Ludzie po jakimś czasie treningów podchodzą trochę inaczej do swoich zadań. Może dlatego, że traktują je bardziej jak wyzwania i chcą zrobić je jak najlepiej.

Która ze sztuk walki wchodząca w skład MMA jest Ci najbliższa?

Aż się uśmiechnęłam… Taekwon-do. Od razu trenowałam MMA, ale najwięcej czasu spędziłam, trenując właśnie taekwon-do. Moim głównym trenerem, mistrzem był Tomasz Adamczyk. Najbardziej podobają mi się techniki, które są w taekwon-do, bo są bardzo widowiskowe. Kopnięcia są najfajniejsze. Do innych sztuk walki podchodzę bardziej jak do elementu sportowego.

Które z Twoich osiągnięć uważasz za najbardziej znaczące?

Największym osiągnięciem jest to, że ludzie, którzy dłużej w tym siedzą, widzą we mnie potencjał. W tym roku miałam propozycję walki zawodowej i półzawodowej, tak jak ta ostatnia na Gali Babilon MMA 25 w Łomży. Ta formuła, w której walczymy na zawodach amatorskich, faworyzuje zapaśników. Mimo to, że czasami przegrywam i tak zwracają się z propozycjami do mnie, bo te walki są widowiskowe.

Porozmawiajmy o tym sukcesie. Zostałaś zakontraktowana przez Federację BABILON MMA. To jedna z największych federacji MMA w Polsce…

Dzięki temu wzięłam udział po raz pierwszy w tak dużej gali. To przetarcie szlaków. Zostałam wrzucona na głęboką wodę. Walkę transmitowała telewizja Polsat Sport Fight. Zaskoczyło mnie to, jak zareagowałam na to wszystko, że nie byłam zestresowana i nie mogłam się doczekać następnej walki. Podobała mi się cała ta medialna otoczka wokół tego. Dla mnie to jasny sygnał, że nadaję się do tego. Obecnie mam podpisany kontrakt z Federacją Madness Cage Fighting. Pierwsza walka odbędzie się już niedługo.

Z jakimi emocjami wróciłaś z Gali Babilon MMA 25 w Łomży?

Jestem niezadowolona z powodu mojej pewności, że mogłam to wygrać. Mam już pewne przemyślenia, wyciągnę z tego wnioski. Czułam się nieswojo, bo był taki plan na walkę, że nie będę kopać, więc moje ulubione techniki odpadały. Nie czułam się po tej walce zmęczona, czułam się trochę tak, jakbym nie zawalczyła. Teraz jest we mnie głód, że chcę lepiej się zaprezentować dla samej siebie i oczywiście pokopać (uśmiech). Same emocje związane z byciem tam są niesamowite. Jest się w centrum, ale takim swoim centrum. Wszystko wokół znika. Nie zauważałam tego, że są tam ludzie. Byłam skupiona na tym, że jestem tam ja i że chcę tam być.

Ważne to, co powiedziałaś, że na każdą walkę trzeba posiadać jakiś plan…

Tak, czasami jest tak, że walczy plan przeciwko innemu planowi. I tak było i tutaj, wygrywa ten, kto ma lepszy plan i lepiej się do niego przygotuje. Czasami może ktoś wygrać bez względu na to, jakie ma umiejętności. Nie czuję się gorszą zawodniczką, mimo ostatniej przegranej. Jak słuchałam później jak komentowali walkę komentatorzy, to więcej pozytywnych słów mówili o mnie niż o mojej przeciwniczce, która wygrała. Plan był dobry, ale ja nie do końca go poczułam. Na przegraną na pewno miała wpływ sytuacja ze zdrowiem mojego trenera. Musiałam trenować sama, poza tym przejęłam obowiązki trenera na jakiś czas, więc ciężko być i zawodnikiem i trenerem. Już idąc tam, wiedziałam, że są elementy, których nie przećwiczyłam, a powinnam. Te plany pokazują, że walka to też praca tych osób, których często nie widać. Są to osoby, które wcześniej rozpracowują przeciwnika.

Jakie masz jeszcze inne pasje oprócz MMA?

Czasami zajmuję się haftem. Takie rzeczy manualne mnie odprężają. Lubię też rysować i lepić pierogi. Moje ulubione to z soczewicą. Z chęcią poszłabym na tańce albo podwieszane szarfy, czyli coś związane z akrobatyką artystyczną, ale nie mam na razie na to czasu. Ciągnie mnie do takich rzeczy, gdzie przez ruch ciała można przekazać swoje emocje. Uwielbiam także modę retro.

Jest w Tobie trochę artystki…

Myślę, że trochę tak. Tak było zanim skierowałam się w stronę sportu.

Niektórzy myślą, że jak trenujesz sporty walki, musisz mieć silny charakter i małą wrażliwość Ty jesteś przykładem, że wrażliwość i tego typu sport idą ze sobą w parze…

Sport to dla mnie w pewien sposób odreagowanie emocji. Czuję, że mam w sobie dużo artystycznego chaosu, wyrzucam go podczas walki. Wtedy jestem szczęśliwsza i te walki są lepsze. Są ludzie, którzy podchodzą do MMA bardziej fizycznie, ja podchodzę technicznie.

Jakim byłaś dzieckiem?

Podobno byłam bardzo grzecznym dzieckiem. Jak dzieci wskakiwały w kałużę, to ja ją omijałam. Od podstawówki na świadectwach miałam napisane, że wykazuję zdolności przywódcze, dobrze dogadywałam się też z nauczycielami. Powierzali mi często znaczące funkcje. Chyba widzieli we mnie młodą osobę godną zaufania.

Rozmawiała: Katarzyna Wójcik

fot. Bartłomiej Zborowski (Gala Babilon MMA)

 

Mistrz MMA: „Byłem niespokojnym dzieckiem, lubiłem się bić”

Wydanie: , ,


Krystian Olszta z MKS Lubartów zwyciężył prestiżową Galę MMA MCF6 Ertons Fight Night. 18 -letni Mistrz Europy Juniorów- bo taki tytuł też zdobył – twierdzi, że aby trenować sporty walki, potrzebne są chęci, odpowiednia taktyka i pozytywne myślenie.

 – Moim planem sportowym jest wygrywać jak najwięcej – mówi w rozmowie z „Lubartowiakiem” Krystian Olszta, który od około 3 lat trenuje pod czujnym okiem trenera Tomasza Adamczyka z MKS Lubartów.

ROZMOWA:

Wyjaśnij, co to jest MMA…

MMA to mieszane sztuki walki. Walczymy różnymi stylami takimi jak kick -boxing, taekwodo, brazylijskie ju jitsu, to wszystko jest połączone w jednej sztuce.

Nadal trzymają Cię emocje po ostatniej wygranej podczas tak prestiżowej gali?

To były ogromne emocje. Bardzo długo mnie trzymały. Coś tam się jeszcze odzywa.

1 minuta i 45 sekund wystarczyło do pokonania przeciwnika z Lublina. Możesz opowiedzieć, co działo się na ringu?

Początek walki to wymiana w stójce. Nie mogłem pokazać swoich możliwości, bo mój przeciwnik trenował pod samo brazylijskie ju jitsu i chciał przenosić walkę do parteru. Przez to nie chciał wchodzić w wymiany, tylko mnie łapał, raz mnie obalił. Długo to nie potrwało, bo od razu wstałem, przejąłem kontrolę, obaliłem go pod siatkę. Finalizacja walki to mocne kolana i uderzenia na korpus i głowę przeciwnika. Walka zakończona TKO (techniczny nokaut), przeciwnik nie był w stanie prowadzić dalszej walki – zamroczenie, brak reakcji.

Czym zajmuje się Mistrz Europy MMA (bo też masz taki tytuł) na co dzień?

Mieszkam na wsi, więc mam sporo obowiązków domowych. Poza tym szkoła. Jestem uczniem trzeciej klasy RCEZ (wykończeniówka).

Starcza Ci czasu na treningi?

Jak na razie daję radę. Mam około 6 treningów tygodniowo po 1-2 godziny. W wakacje ćwiczę 2 razy dziennie. Z tego, co pamiętam, najwięcej treningów, jakie zrobiłem w tygodniu to 14.

Poza sportami walki trenujesz coś jeszcze?

Bardzo lubię jazdę na rowerze, to też ćwiczy wydolność. Najwięcej przejechałem z Lublina do Częstochowy czyli około 300 km. Czasami dojeżdżam na treningi z Niedźwiady, gdzie mieszkam. Kiedyś dużo grałem w piłkę nożną. Jednak przestałem przez to, że inny właśnie sport mnie wciągnął, który zostanie pewnie ze mną do końca życia.

Która ze sztuk walk wchodząca w skład MMA jest Ci najbliższa?

Taekwondo i brazylijskie ju jitsu.

Jak sztuki walki to adrenalina, a jak adrenalina to także kontuzje. Miewasz je czasem?

Na początku roku na treningu zwichnąłem rękę, kolega obalił mnie, źle poleciałem i ręka wygięła się trochę w drugą stronę. Do tego niedawno uraz kolana. Od czasu do czasu coś łapię, niestety taki sport kontuzjogenny.

Jak byłeś dzieckiem lubiłeś bić się na podwórku? Kiedy MMA pojawiło się w Twoim życiu?

(śmiech) Ogólnie byłem niespokojnym dzieckiem, lubiłem się bić. Już wtedy chciałem gdzieś zapisać się, jednak nie miałem wiedzy, gdzie takie kluby istnieją, miałbym też duży problem z dojazdami. W wieku 14 lat zacząłem ćwiczyć na siłowni, a rok później sporty walki.

Jakie masz plany związane z MMA?

Oczywiście wygrywać jak najwięcej…

Każdy może trenować mieszane sporty walki?

Oczywiście, że tak. Najważniejsze są chęci, wszystko można wytrenować i wyrobić.

Czyli bardziej liczy się taktyka niż siła?

Tak. Taktyka i pozytywne myślenie, czyli ważna jest tu też psychika.

Rozmawiała: Katarzyna Wójcik

Lubartowski mistrz MMA 29 września przyjął gratulacje od burmistrza Krzysztofa Paśnika